V.V.C.: Vampire Vitae Community

Noc w muzeum
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Jakiś czas po wyjściu z kanałów, który spędziłem głównie na dochodzeniu do zmysłów, zostaliśmy poproszeni przez Jaśnie Nam Panującego o wzięcie udział w spotkaniu z Wilkołakami. Spotkanie miało mieć na celu wynegocjowanie nowego podziału wpływów w mieście po udanej obronie Cearnu Cieni. Igor w bardzo wygodny sposób zdawał się zapominać, że w całej sprawie zajął wrogie wilkołakom stanowisko i żywić naiwną nadzieję że oni również o tym zapomnieli. Chciał też żebyśmy uzyskali od zmiennokształtnych stały dopływ ich krwi, nie wiem co planował ale na pewno nic dobrego dla Klanu.
Spotkanie miało odbyć się w karczmie na lotnisku, tej w której kiedyś pułapkę na grupę zastawili Katerina i Luca. Nadzorować miała trójka dziwnych spokrewnionych wysłanych przez Archonta Annę.
Tak jak się spodziewałem “negocjacje” nie miały wiele wspólnego z dyplomacją, ale czego więcej można było się spodziewać po tych zwierzętach. Wilkołaki żądały oddania im kontroli nad Szpitalem Wojewódzkim, na co my nie mogliśmy oczywiście przystać. Ale one chciały, a my mówiliśmy nie. Zapytani co oferują w zamian odpowiadali że nic i że chcą i tyle. Zdawało mi się że rozmawiam z bandą rozwydrzonych bachorów. Rozumiem że liczebność wilkołaków w mieście gwałtownie wzrosła i mogli stanowić realne zagrożenie dla społeczności Spokrewnionych, ale jeśli sądzili że są w stanie negocjować z pozycji siły to chyba coś im się popierdoliło w tych psich łbach.
Cała rozmowa zmierzała donikąd, planowałem załatwić sprawę sam na sam z Godlewskim, jak na razie jedynym Wilkołakiem który przejawiał jakieś resztki rozumu. Dziewczynka wysłana przez Annę zmieniła swą postać a na jej miejscu pojawił się mężczyzna który przedstawił się jako Kolekcjoner. Zażądał od nas wydania krukołaka albo zniszczy bielskie miejsca mocy, a co za tym idzie całe miasto. Nie wiem czym jest ta istota ale z pewnością była potężna i wiedziałem że nigdy dotąd nie byłem w takim niebezpieczeństwie jak w tym momencie. Kolekcjoner utrzymywał że jest w stanie zniszczyć nas jednym gestem, a ten kretyn Arnauld postanawia się na niego rzucić z wrzaskiem.
Karczma zniknęła a my pojawiliśmy się w sali Dworu Cieni, Kolekcjoner poinformował nas że jeśli nie spełnimy jego warunków to zostaniemy tam na zawsze. Pomieszczeni pełne było dziwnych artefaktów, nie posiadało jednak drzwi i okien. Byliśmy uwięzieni.
Paolo Marco zaproponował odprawienie rytuału który by nas uwolnił jednak wymagał on mojej krwi a na to zgodzić się nie mogłem, przelewanie krwi w takim miejscu mogło mieć bardzo, bardzo złe skutki w przyszłości. Poza tym, chciałem dostać się do Dworu Cieni od kiedy się o nim dowiedziałem i nie zamierzałem go opuszczać z pustymi rękami. Paolo Marco odprawił swoje gusła i faktycznie reszta grupy zniknęła. Po jakimś czasie w sali znikąd pojawił się Krieg, Torreador co się boi szczurów i jeszcze jeden Kainita, którego kolekcjoner szybko zamienił w kupę flaków. Kolekcjoner zaoferował że wypuści jednego z nas ale drugi będzie musiał tam pozostać. Zgłosiłem się na ochotnika, Kolekcjoner powiedział mi wystarczająco wiele o tym miejscu żeby w mojej głowie zrodził się plan, Dwór Ceni znajdował się na przecięciu świata materialnego, astralnego i paru innych po trochu, zacząłem wzywać Witelona, astralnego pożeracza dusz. Po tym jak Krieg zniknął, zabrał mnie to innej sali zapowiadając że stanę się częścią jego kolekcji. Ku mojemu zdziwieniu w jednej z gablot dojrzałem Anabelle Yang, wygląda na to, że przeżyła. Uznałem, że nadszedł czas na działanie, wezwałem moc krwi i klątwą strzaskałem więzienie Anabelle. Kolekcjoner zaryczał z wściekłości i ruszył na mnie z furią. Przede mną pojawił się Witelon. “Nie jesteś jeszcze gotowy” powiedział i zapadłem w ciemność…

View
Nieprawdziwy Brujah

Ostatnie pół roku spędziłem wdrażając się przedziwną etykietę Ventrue w Camarilli. Primogen załatwiła mi też posadę ogara i schronienie w nowej domenie w Jaworzu. Sytuacja w mieście uspokoiła się tymczasowo, wilkołaki wygrały wojnę z Pentexem, który wycował się z miasta. Lykanie są silniejsi niż kiedykolwiek, a pozycja Igora się osłabiła. Co można wykorzystać na naszą korzyść.

Szeryf Tivadar Kosztka wezwał nas abyśmy przyjrzeli się sprawie morderstw, dokonywanych wg niego przez oszalałego Nosferatu. Wzorzec powtarza się od lat, jednak ostatnio nasiliła się częstotliwość. Życie ofiar jest powoli niszczone, aż same proszą się o śmierć, następnie są masakrowane i rozszarpywane gołymi rękoma. Pytanie czy ostatnia intesyfikacja oznacza iż więcej ofiar nad którymi pracował dojrzało, czy ktoś się podszywa.

Na spotkanie przybyła razem z Paolo Marco Giovanni nowa członkini klanu. Nie wiem jakie plany ma ten klan w tym mieście, ale ich ilość jest niepokojąca.

Szeryf bardzo pragnie znaleść mordercę, zanim zrobią to nosferatu i zatuszują sprawę. Ich klan nie popiera Igora, jako że blokuje on ich zlot w Bielsku. Nic dziwnego, to oznaczałoby katasrofę dla tego miasta. Nawet jeśli Igor ma kiepską pozycję i udałoby się go zdetronizować, nie widzę kto miałby przejąć władzę po nim. Choć jeśli udałoby się przekonać Giovanni, którzy chętnie by się połasili na władzę, aby móc działać bezkarnie, mogłoby to przygotować grunt dla przejęcia władzy przez Ventrue. Książę Katowic Jurgen Sankt z pewnością poparłby nasze starania.

Tymczasem udaliśmy się obejrzeć denata, który był w opłakanym stanie, rozszarpany i pozbawion górnej części czaszki. Wtem wparował śledczy z oddziałem policji, aby nas zaaresztować. Za pomocą prezencyi udało mi się przekonać go, żeśmy agentami ABW i z chęcią przyłączymy się do śledztwa i umowiliśmy się nazajutrz wieczorem na spotkanie w celu kondycjonowania i współpracy.

Kuriozum – pod mój dom przybył chłopiec, który widzi duchy. Ktoś mu powiedział żem nekromanta i pomogę mu w sprawie jego zmarłej siostry. Znów przydatna okazała się prezencyja, kiedym go przekonał że nie chcem go skrzywdzić, a dałem mu napić się swej krwiy. Umówiłem się na następne spotkanie, coby wypił więcej i stał się moim ghulem medium.

View
Aklimatyzacja

Pół roku. Pieprzone pół roku siedzę już w tym dziwnym mieście, w tym dziwnym kraju. Pół roku i nic. Lokalny Primogen – Paulo Marco Giovanni zapewnił mi schronienie i towarzystwo wyjątkowo przystojengo Giorgio. I nic. Ani na krok nie zbliżyłam się do osiągnięcia tego, po co Klan mnie przysłał. Ale nic straconego. Lata nieżycia uczą oprócz ostrożności, także cierpliwości. Więc czekam. Chodzę z Giorgio na spotkania, z których zazwyczja nic nie wynika, siedzę w zapiskach, z których zazwyczaj nic nie wynika i czekam aż w końcu dokopię się do tego, po co zostałam przysałana.

Kiedy myślałam, że nuda i monotonia już na dobre zakorzeniły się w żyłach, przyszedł Paulo Marco. Coś mówił o grupie okultystycznej, o wezwaniu. Chyba zaprosił mnie z czystej kurtuazji, ale zgodziłam się mu towarzyszyć.
Spotkanie zorganizował szeryf i nieomieszkał okrasić scenerii i okoliczności równie dopieszczonym i przesadnym stylem, jak swoje stroje. Zamknięta sala, ponoć wolna od podsłuchu księcia (acha już to widzę- sala wolna od podsłuchu Nosferatu- dobre sobie! ale inni chyba łyknęli tę bajeczkę jak młody pelikan rybki). Oprócz nas w spotkaniu brał udział jakiś wysoki cwaniaczek w okularach, metroseksualny brunecik i jakiś laluś wyjęty żywcem z obrazów z poprzednich wieków. Laluś został mianowany ogarem a szeryf w krótkich słowach wyjaśnił nam, że są jakies morderstwa, że podejrzewa, że to Noferatu za tym stoi (i to jeszcze jakiś sekciarz), że książe tego sekciarza ponoć chroni w ramach klanowej lojalności etc. Potem jeszcze dorzucił coś o tym, że Prawdziwi Brujah są niezadowoleni z rządów Igora i okrasił to kilkoma komplementami w stronę zebranych Spokrewnionych.

Nie musze chyba dodawać, że wszyscy wyrazili niepohamowany wręcz entuzjazm by znaleźć i wytropić zabójcę (swoją drogą ma ciekawe metody. Sprawia że ofiary cierpią tak okrutnie i tak bardzo niszczy im życie, że aż same tracą chęć dalszego istnienia. Genialne, aczkolwiek zbyt ekstrawaganckie, jak na moje gusta). Nie wiem czy to ten kraj czy miasto ale odniosłam wrażenie, że cała ta zebrana banda jest strasznie naiwna, bo ja cały czas podejrzewam swego rodzaju spisek. Żaden zdrowo myślacy Spokrewniony sam z siebie nie podzieliłby się takimi rewelacjami, ani niechęcią do Księcia z innymi. Tivadar coś knuje- jestem tego pewna.

Wszyscy stwerdzili, że spróbują potwierdzić rewelacje Szeryfa na włąsną rękę i ruszyli w stronę kostnicy.

Zobaczymy, co przyniesie cała ta afera.

View
Back in Black

W mieście pojawiła się nowa Giovanni z rodziny Dunsirn, nazywa się Jennefer. Będę miał na nią oko.

Szeryf wezwał mnie i grupę okultystyczną. Na spotkanie kurtuazyjnie zaprosiłem Jennefer, która bardzo chętnie przyjęła zaproszenie.

Na miejscu dowiedzieliśmy się, że w mieście od czasu do czasu dochodzi do dziwnych morderstw. Sprawca przed śmiercią niszczy życie ofiary zamieniając je w pasmo porażek i traumatycznych wydarzeń. Jak dotąd odnotowano około siedmiu przypadków na przełomie ostatnich dziesięciu lat z bardzo zbliżonym modus operandi. Ostatnia ofiara przed śmiercią leczyła się psychiatrycznie. Szeryf podejrzewa, że może być to jeden z Nosferatu należący do kultu działającego wewnątrz klanu.

Rozpoczeliśmy śledztwo od Szpitala Wojewódzkiego, gdzie znajdowało się ostatnie ciało. Niezatrzymywani dotarliśmy do kostnicy mieszczącej się w podziemiach. Niestety niewiele udało się nam dowiedzieć bo brak górnej połowy czaszki uniemożliwiał mi użycie rytuału do zbadania tego co wydarzyło się zaraz przed zgonem. Obszerne rany na ciele sugerowały istotę o nadnaturalnej sile, zauważyliśmy też ślady tortur.

W pewnym momencie oględziny przerwał nam komisarz Tropek, wpadając przez drzwi z czterema policjantami z jednostki antyterrorystycznej. Filip szybko ich spławił używając prezencji.

Dobrze by było gdybysmy pokręcili się wokół szpitala psychiatrycznego bo może znajdą tam jakieś przydatne informacje.

View
Wbrew pozorom to była całkiem dobra noc

Między innymi dzięki niebezpośredniej pomocy mojego klanu, polegającej na przekonaniu renegackich duchów do udziału w walkach oraz dostarczeniu dużej ilości uzbrojenia na Szyndzielnię, Sept Cienia zdołał się utrzymać. Wilkołaki w okolicy zaczęły więc być liczącą się siłą, a ja mogę cieszyć się wdzięcznością tych honorowych stworzeń. Niezadowolony z tego faktu książę nakazał nam pomóc przy negocjacjach z Septem. Zaproponowałem, że Garou mogą zabrać sobie tereny graniczące z Szyndzielnią, ale Szpital Wojewódzki pozostanie pod naszą kontrolą. Igor będzie wściekły, bo nie chce oddać ani kawałka Bielska zmiennokształtnym, ale to dobry kompromis, a jak książę chce, to zawsze może sobie wypowiedzieć im wojnę. Ciekawe ile klanów go poprze. Podczas spotkania pojawił się Kolekcjoner i przeniósł nas wszystkich do Dworu Cieni. Chciał, żebyśmy pozostali uwięzieni w nim na wieki. Zanim odszedł pozostawiając nas samych dowiedziałem się od niego, że wysłał dziewczynkę, którą tam przetrzymywał do Otchłani.
Większości z nas udało się uciec dzięki rytuałowi, który odprawiłem i pomocy pewnej potężnej istoty. Aby rytuał się powiódł każdy z uczestników musiał poświecić coś, co było dla niego ważne. Ja poświęciłem ducha Pana Władka. Kiedy skończyłem inkantacje, zostaliśmy przeniesieni pod pomnik poświęcony Celestii Giovanni…

View
Jawa i Sen

Igor wezwał nas do siebie i poprosił o udanie się do jednej z części kanałów, w celu odnalezienia zaginionego Nosferatu. Na miejscu okazało się, że trafiliśmy do dawnego Cearnu szczurołaków. Wszędzie dookoła czuć było skażenie i plugawą energię. Doświadczyliśmy tam wielu halucynacji mieszających się z rzeczywistymi wydarzeniami. Żaden z nas nie jest w stanie dokładnie powiedzieć, co się tam wydarzyło. Wiem, że w trakcie pobytu tam złapałem do słoika ducha podającego się za strażnika tego miejsca, ponieważ nadal mam ten słoik, a duch wciąż siedzi w środku. Nie jestem natomiast pewny całej reszty zdarzeń, każde z nich mogło równie dobrze być snem. Widziałem też jak dawny szeryf Aron Voss ginie zasypany, pomagając nam wydostać się z kanałów. Objawiła mi się moja matka. Znaleźliśmy wampira z klanu Lasombra będącego w torporze. Walczyliśmy z posągami Ushabti. Było mnóstwo wybuchów. Ukazała się projekcja astralna Annabelle Yang, która mówiła, że tylko razem możemy uratować miasto. Spotkaliśmy Małą, Maćka i Johanesa Von Carstein w jednej osobie. Chyba uratowaliśmy też Hughalhuta.

View
Nocny Spacer

Na przekazaną przez Izabelę Sobańską prośbę bielskiej Hierarchii, podjąłem się negocjacji z Renegatami i Heretykami zamieszkującymi w pobliżu Nekropolii. Obie te grupy zaczęły ostatnio sprawiać pewne kłopoty. Heretycy przeciągnęli na swoją stronę kilka dusz pod władzą Legionów, a renegaci zaatakowali i zajęli jedno z nawiedzonych schronień Stygijczyków, znajdujące się w pobliżu ich terenów. Odwiedziłem przywódców obu grup i po niełatwych rozmowach udało mi się wypracować kompromis. Wszystkie strony będą przestrzegać swoich stref wpływów, ponadto renegaci pomogą miejscowym wilkołakom w obronie ich Cearnu. Przez całą noc, kiedy w związku z prowadzonymi mediacjami podróżowałem po mieście z jednej nawiedzonej lokacji do drugiej, miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Przeczucie okazało się słuszne. Był to młody chłopak poszukujący swojej siostry bliźniaczki. Chciał za wszelką cenę dowiedzieć się, czy dziewczyna żyje. W tym celu chodził na cmentarze i szukał nekromanty, bo tak podpowiedziały mu filmy i gry komputerowe. Nie było to aż takim głupim pomysłem, jakby się mogło wydawać, bo w końcu trafił na mnie. Moje wyczulone, mistyczne zmysły podpowiedziały mi, że powinienem mu pomóc, gdyż jest coś ważnego dla miasta w jego relacji z zaginioną. Zdominowałem go i wysłałem do Carli Viveros na wymazanie wspomnień, bo za dużo o mnie wiedział i nie chciałem żeby mi przeszkadzał w poszukiwaniach. Następnie udałem się do Bianki i Belli. Razem odprawiliśmy rytuały, które pozwoliły mi odnaleźć małą, zobaczyłem ją w Dworze Cieni, przetrzymywaną i dręczoną przez Kolekcjonera. Niestety dwór jest na razie poza zasięgiem mojej mocy. Duchy z miasta ostrzegały mnie przed tym budynkiem, może odegrać ważną rolę w jego zagładzie. Może kiedyś nadarzy się okazja do odbicia jej stamtąd.

View
Negocjacje z Lykanami

Książę Bielska, po przegranej prywatnej wojnie z Lykanami, poprosił nas, jako przedstawicieli klanów, o wynegocjowanie warunków pokoju i podziału wpływów. Spotkaliśmy się w karczmie Pod Strusiem na Lotnisku. Dziwne miejsce, śmierdzi strusiem.
Na miejsce, poza nami, przybyli przedstawiciele Lykanów, oczy księcia w postaci jakiejś dziewczynki z klanu Toreador i Alastor z klanu Asamitów, jako wysłannik archonta Anny.

Lykanie oczywiście mieli absurdalne rządania, w postaci oddania im dzielnicy szyndzielnia. To że udało im się pokonać Paru Tancerzy i jakiś psów Igora, nie znaczy, że mogą zagarniać nasze miasto. Jednak ponoć, liczba wilkołaków w Caernie się zwiększyła od czasu ich zwycięstwa i siły są prawie wyrównane. Trzeba by trochę odstrzelić.

Chcieli też oddania im jakiegoś Tzimisca, którego nie znam i chyba tyle. Książę oczywiście chce krwi wilkołaczej. Nie wiem po co mu ona. Daje tymczasowy zastrzyk energii, ale zaćmiewa zmysły, stajesz się zwierzęciem jak one. Moore, jak zwykle, prowadzi zabawę w Monopoly z Godlewskim i mają swoje interesy.
WTEM!
Dziewczynka zmienia się w mężczyznę, który przedstawia się jako Kolekcjoner. Twierdzi, że jest w stanie zniszczyć miejsca mocy (Dwór Cieni, Wieżowiec Księcia i Caern). Jeśli zniszczy jedno z tych miejsc, wyleje się ciemność z dworu i pochłonie bielsko. Twierdzi, że potrafi to zrobić, bo jest jednym z tych miejsc mocy. Odważny skubaniec. Żąda krukołaka, bo inaczej zniszczy jedno z miejsc. Denerwują mnie tacy typowie, więc chce sprawdzić jego blef i próbuje go pochwycić, aby wiedzieć z czym mamy do czynienia. Nie rozrywa mnie tak jak mówił, jednak przenosimy się do kamiennego pomieszczenia pełnego okultystycznych artefaktów i niedostaku drzwi i okien. Paolo Marco, konsultuje sie z Duchem swojej mentorki i wyjawia mu ona, że musi on odprawić rytułał, do którego potrzebuje naszej krwi, aby się wydostać. Moore odmawia jako Tremere. Ja jestem przyzwyczajony do rytuałów, wiec nie mam problemu, wilkołaki też. Jednak każdy musi coś oddać, to już większa zagwozdka. Ja oddaje trochę swej odwagi, mam jej pod dostatkiem. Po rytuale pojawiamy się na zewnątrz, w lesie i spotykamy Vladimira, Ed Cetera i Korneliusz Lasocki. Mówimy im co zaszło więc sobie idą. My też. Do spotkania wrócimy później.

View
Nie taki Dwór straszny jak go malują.
Bezsensowna eskapada do Dworu Cieni.

Witajcie śmiertelnicy! Stęskniliście się za waszym ulubionym wampirem? Jeszcze żyje, ale co to za życie. Muszę przesiadywać cieszyńskich knajpach z anarchami i wysłuchiwać ich lewackiego bełkotu o tym jak to klasa robotnicza jest podstawą każdego państwa demokratycznego. Że lumpenproletariat powinien się zbuntować i obalić kapitalistów, camarillę, rząd, sabbat i ogólnie anarchia jeee.

Oprócz tego nawiedził mnie demon ze sztyletu w snach. Przyjął postać Morfeusza z Matrixa. Obiecuje wpierdolić moją duszę teraz (jak zjem niebieską pigułką), pod warunkiem że stanę się jego dziwką, albo później bo na razie jest za słaby żeby to zrobić na siłę. Chciałem poprosić alchemika o pomoc, bo chyba się zna na takich rzeczach w zamian za pomoc w jego śmierci, ale tymczasem podbija do mnie ciapaty podejrzany osobnik, który przedstawia się jako Ahmed i niby jest wezyrem Asamitów. Spko, mówi że zabije Igora pod warunkiem że pomogę uwolnić moją byłą koterię z Dworu Cienii. Hahaaaa. Dobry żart. Alternatywą jest Petr i ściganie demona w pradze. Hmm dobra, wybrałem Dwór Cienii.

Okazało się że jest otoczny jakimiś iluzjami i biedny Ahmed tego nie przejżał i padł jak kawka, więc musiałem go targać do środka. W końcu znalazłem się w pomieszczeniu bez drzwi i okien z kamiennymi ścianami. W środku był Moore. Okazało się że reszta już się “uratowała” odprawiając demoniczny rytuał. Durnie. A na nas jęła się opuszczać krata z kolcami. Obudziłem Ahmeda, który zaczął się drzeć. Rozejżałem się wkoło, wymacałem ściany i znalazłem tajne przejście. Izi pizi. Potem wylazł gość, który ponoć jest tam szefem i nazywa się Kolekcjoner. Ahmed znowu zaczął krzyczeć, ale tamten pstryknął palcami i Ahmeda już nie było, za to byliśmy opryskani jego flakami. Powiedzał że tylko jeden z nas może wyjść. Ja powiedziałem że chce wyjść, a Moore że chce zostać (pojebany). Wyszedłem spokojnie do auta i pojechałem do Cieszyna. Może jeszcze znajdePetera w barze na to polowanie na Demona w Pradze.

View
Ghost of Christmas Yet to Come
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…Caern przywitał nas deszczem trucizny skapującej ze ścian i sufitu po każdej eksplozji.
Centralnym punktem była kolumna światła podobna do tej jaka promieniuje w Caernie cieni. Ta jednak była inna, jeszcze nie spaczona, ale przyćmiona i zastała jak zamulone jezioro. Zaryzykowałem i użyłęm Hermetycznego Wzroku. I zamarłem. Otaczały nas tysiące martwych szczurów zamkniętych w klatkach ze stalowych pajęczyn. A na ich ciałach pożywiały się tysiące jeszcze żyjących, taplających się w swoich odchodach. Zewsząd sączyło się zepsucie będące źródłem toczacej nas coraz mocniej trucizny. Straciłem wszelkie nadzieje na oczyszczenie tego miejsca. Niech zginie w ogniu.
Kiedy powróciłem wzrokiem do świata materialnego przed nami stał, nie kto inny, jak Hughalhut. Jak zwykle pogłoski o jego śmierci okazały się przesadzone, tak przynajmniej sądzę. Jego aura nie wskazywała na to, że jest duchem, zjawą, czy czymś jeszcze innym. Wskazywała jednak na to, że oszalał.
Jego brednie sprowadzały się do tego, że może nas wyprowadzić z kanałów jednak najpierw musimy złożyć mu ofiarę. Zacząłem się zastanawiać, kogo złożymy w ofierze, kiedy Phillippe napiął się straszliwie, zrobił zeza i wyszczerzył kły w stronę Nosferatu. Jeśli miała to być próba poderwania Hughalhuta, to nie wyszła niestety najlepiej, bo ten rzucił się na Ventrue z kawałkiem prętu zbrojeniowego w ręce. NIe zdążyłem krzyknąć, żeby nie robili mu krzywdy. Będzie mi jeszcze potrzebny. Po chwili Nosferatu leżał nieprzytomny, ale na szczęscie w jednym kawałku.
Nadal byliśmy uwięzieni i mieliśmy teraz dwa ciała do taszczenia za sobą. Z Caernu koncentrycznie rozchodziło się osiem tuneli, z których każdy mógł prowadzić do wyjścia lub do śmierci w eksplozji, a my nie mieliśmy pojęcia, który jest który.
Ku mojemu zaskoczeniu Aaron Voss zaproponował, abyśmy się rozdzielili i sprawdzili odnogi podczas, gdy on zostanie w Caernie i dzięki swojej dyscyplinie utrzyma pomiędzy nami komunikację. Ostro zaprostestowałem, poparty przez Doktora. Jednak byliśmy w mniejszości. Nie zgodziłem się jednak iść sam i postanowiłem towarzyszyć Doktorowi.
W tunelu czekała na mnie matka. Oczywiście wiem że to nie mogła być ona. Ostatni raz widziałem ją chyba z 80 lat temu, a teraz stała przede mną nie starzejąc się nawet o jeden dzień. Zasypała mnie wyrzutami, kpiąc z moich mizernych osiągnięć i wyszydzając moje słabości. Broniłem się przed jej zarzutami jednak wiedziałem, że ma rację. Poczułem gniew. Chciałem, żeby zniknęła. Nie potrzebuje przypominania mi o moich niedostatkach, nie potrzebuje kazań. Potrzebuję więcej Mocy, aby zmusić tych, którzy mi się sprzeciwają, aby się podporządkowali. Matka nie miała Mocy. Nie potrzebowałem jej. I dlatego nie zrobiłem nic kiedy za nią pojawił się Witelon i ją pochłonął.
Zaproponował mi układ. W Caernie Cieni znajduje się naczynie, do którego będzie mógł przelać swój byt i mam je dla niego zdobyć. Jako zaliczkę przekazał mi wiedzę o rytuale, który doprowadził go do tego stanu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Dotknął mnie i wypełniła mnie wiedza. Nie wiem skąd Witelon posiada takie umiejętności, a sam rytuał… nieprawdopodobny. Nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. W jednym momencie cała moja wiedza o Taumaturgii została zredefiniowana.
Nagle wszystko gdzieś zniknęło, a ja pojawiłem się przed zawalonym wyjściem z kanałów. Dookoła stała reszta. Wszyscy, którzy tam ze mną weszli. Wszyscy, oprócz Aarona Voss.
Była z nami Mała, która krzyczała “Mieliście go tam nie zostawiać”, mówiła coś o koterii, której częścią był Gargulec, koterii, która miała zbawić to miasto jednak się rozpadła.
Nadal czułem w sobie Moc po spotkaniu z Witelonem. Przemówiłem do duchów ziemi i rozkazałem im wyciągnąć Aarona z gruzów. Nigdy wcześniej nie czułem się tak potężny. Usłuchały mnie ochoczo i już po chwili stałem nad zasuszonym ciałem Gargulca. Ostatecznie Martwym. Mała nadal mówiła, ale z każdym słowem stawała się coraz większa, a jej głos potężniał. Wkrótce staliśmy twarzą w twarz z postawnym czarnowłosym mężczyzną odzianym w zbroję. Przedstawił się jako Johannes von Carstein z klanu Lasombra i powiedział, że wewnątrz Kainity którego znaleźliśmy w kanałach znajduje się dusza dziecka z jego rodu, które ma jakoby uchronić to miasto przed zbliżającą się ciemnością. Jego tyradę przerwało pojawienie się kolejnego przybysza, którego przywitał jako Maćka. Wydaje się, że czekał on w mieście na von Carsteina. Nagle skądś padł strzał, Lasombra wykonał gest i przysiągłbym że usłyszałem dźwięk rykoszetującej kuli. W tym samym momencie na von Carsteina ruszył Maciek i wydawało mi się, że na twarzy Lasombry dostrzegłem zdziwienie. Po chwili na jego miejscu na powrót stała Mała. Maciek przekonywał nas, że to von Carstein jest ciemnością, która ogarnia to miasto i, że jest uzurpatorem. Obiecał, że zabierze nas do “prawowitego” Księcia Bielska-Białej, istoty, którą nazwał Palaczem. I już po chwili przed nim staliśmy. Mówił o Dworze Cieni i Ciemności. I nic z tego nie miało już dla mnie sensu. Nie wiedziałem gdzie jestem, ani dlaczego.
Następne, co pamiętam to, to że znajdowaliśmy się na powrót w kanałach, które się na nas waliły. Pamiętam Aarona Voss, który podtrzymuje strop aby reszta mogła uciec. Pamiętam jak zastępuje mi drogę. Mieliśmy zginąć razem, ostatnia zemsta Gragulca na swoim ciemiężycielu. Pamiętam, że rozmawialiśmy przez chwilę która zdawała się wiecznością, kiedy świat walił się dookoła nas. Pamiętam, jak w ostatniej chwili zmienił zdanie i wyszedłem z ciemności.
Nie wiem, co z wydarzeń tej nocy jest prawdą, a co halucynacją, ale skoro pisze ten list to chyba przeżyłem.
Prawda?

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.