V.V.C.: Vampire Vitae Community

Negocjacje z Lykanami

Książę Bielska, po przegranej prywatnej wojnie z Lykanami, poprosił nas, jako przedstawicieli klanów, o wynegocjowanie warunków pokoju i podziału wpływów. Spotkaliśmy się w karczmie Pod Strusiem na Lotnisku. Dziwne miejsce, śmierdzi strusiem.
Na miejsce, poza nami, przybyli przedstawiciele Lykanów, oczy księcia w postaci jakiejś dziewczynki z klanu Toreador i Alastor z klanu Asamitów, jako wysłannik archonta Anny.

Lykanie oczywiście mieli absurdalne rządania, w postaci oddania im dzielnicy szyndzielnia. To że udało im się pokonać Paru Tancerzy i jakiś psów Igora, nie znaczy, że mogą zagarniać nasze miasto. Jednak ponoć, liczba wilkołaków w Caernie się zwiększyła od czasu ich zwycięstwa i siły są prawie wyrównane. Trzeba by trochę odstrzelić.

Chcieli też oddania im jakiegoś Tzimisca, którego nie znam i chyba tyle. Książę oczywiście chce krwi wilkołaczej. Nie wiem po co mu ona. Daje tymczasowy zastrzyk energii, ale zaćmiewa zmysły, stajesz się zwierzęciem jak one. Moore, jak zwykle, prowadzi zabawę w Monopoly z Godlewskim i mają swoje interesy.
WTEM!
Dziewczynka zmienia się w mężczyznę, który przedstawia się jako Kolekcjoner. Twierdzi, że jest w stanie zniszczyć miejsca mocy (Dwór Cieni, Wieżowiec Księcia i Caern). Jeśli zniszczy jedno z tych miejsc, wyleje się ciemność z dworu i pochłonie bielsko. Twierdzi, że potrafi to zrobić, bo jest jednym z tych miejsc mocy. Odważny skubaniec. Żąda krukołaka, bo inaczej zniszczy jedno z miejsc. Denerwują mnie tacy typowie, więc chce sprawdzić jego blef i próbuje go pochwycić, aby wiedzieć z czym mamy do czynienia. Nie rozrywa mnie tak jak mówił, jednak przenosimy się do kamiennego pomieszczenia pełnego okultystycznych artefaktów i niedostaku drzwi i okien. Paolo Marco, konsultuje sie z Duchem swojej mentorki i wyjawia mu ona, że musi on odprawić rytułał, do którego potrzebuje naszej krwi, aby się wydostać. Moore odmawia jako Tremere. Ja jestem przyzwyczajony do rytuałów, wiec nie mam problemu, wilkołaki też. Jednak każdy musi coś oddać, to już większa zagwozdka. Ja oddaje trochę swej odwagi, mam jej pod dostatkiem. Po rytuale pojawiamy się na zewnątrz, w lesie i spotykamy Vladimira, Ed Cetera i Korneliusz Lasocki. Mówimy im co zaszło więc sobie idą. My też. Do spotkania wrócimy później.

View
Nie taki Dwór straszny jak go malują.
Bezsensowna eskapada do Dworu Cieni.

Witajcie śmiertelnicy! Stęskniliście się za waszym ulubionym wampirem? Jeszcze żyje, ale co to za życie. Muszę przesiadywać cieszyńskich knajpach z anarchami i wysłuchiwać ich lewackiego bełkotu o tym jak to klasa robotnicza jest podstawą każdego państwa demokratycznego. Że lumpenproletariat powinien się zbuntować i obalić kapitalistów, camarillę, rząd, sabbat i ogólnie anarchia jeee.

Oprócz tego nawiedził mnie demon ze sztyletu w snach. Przyjął postać Morfeusza z Matrixa. Obiecuje wpierdolić moją duszę teraz (jak zjem niebieską pigułką), pod warunkiem że stanę się jego dziwką, albo później bo na razie jest za słaby żeby to zrobić na siłę. Chciałem poprosić alchemika o pomoc, bo chyba się zna na takich rzeczach w zamian za pomoc w jego śmierci, ale tymczasem podbija do mnie ciapaty podejrzany osobnik, który przedstawia się jako Ahmed i niby jest wezyrem Asamitów. Spko, mówi że zabije Igora pod warunkiem że pomogę uwolnić moją byłą koterię z Dworu Cienii. Hahaaaa. Dobry żart. Alternatywą jest Petr i ściganie demona w pradze. Hmm dobra, wybrałem Dwór Cienii.

Okazało się że jest otoczny jakimiś iluzjami i biedny Ahmed tego nie przejżał i padł jak kawka, więc musiałem go targać do środka. W końcu znalazłem się w pomieszczeniu bez drzwi i okien z kamiennymi ścianami. W środku był Moore. Okazało się że reszta już się “uratowała” odprawiając demoniczny rytuał. Durnie. A na nas jęła się opuszczać krata z kolcami. Obudziłem Ahmeda, który zaczął się drzeć. Rozejżałem się wkoło, wymacałem ściany i znalazłem tajne przejście. Izi pizi. Potem wylazł gość, który ponoć jest tam szefem i nazywa się Kolekcjoner. Ahmed znowu zaczął krzyczeć, ale tamten pstryknął palcami i Ahmeda już nie było, za to byliśmy opryskani jego flakami. Powiedzał że tylko jeden z nas może wyjść. Ja powiedziałem że chce wyjść, a Moore że chce zostać (pojebany). Wyszedłem spokojnie do auta i pojechałem do Cieszyna. Może jeszcze znajdePetera w barze na to polowanie na Demona w Pradze.

View
Ghost of Christmas Yet to Come
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…Caern przywitał nas deszczem trucizny skapującej ze ścian i sufitu po każdej eksplozji.
Centralnym punktem była kolumna światła podobna do tej jaka promieniuje w Caernie cieni. Ta jednak była inna, jeszcze nie spaczona, ale przyćmiona i zastała jak zamulone jezioro. Zaryzykowałem i użyłęm Hermetycznego Wzroku. I zamarłem. Otaczały nas tysiące martwych szczurów zamkniętych w klatkach ze stalowych pajęczyn. A na ich ciałach pożywiały się tysiące jeszcze żyjących, taplających się w swoich odchodach. Zewsząd sączyło się zepsucie będące źródłem toczacej nas coraz mocniej trucizny. Straciłem wszelkie nadzieje na oczyszczenie tego miejsca. Niech zginie w ogniu.
Kiedy powróciłem wzrokiem do świata materialnego przed nami stał, nie kto inny, jak Hughalhut. Jak zwykle pogłoski o jego śmierci okazały się przesadzone, tak przynajmniej sądzę. Jego aura nie wskazywała na to, że jest duchem, zjawą, czy czymś jeszcze innym. Wskazywała jednak na to, że oszalał.
Jego brednie sprowadzały się do tego, że może nas wyprowadzić z kanałów jednak najpierw musimy złożyć mu ofiarę. Zacząłem się zastanawiać, kogo złożymy w ofierze, kiedy Phillippe napiął się straszliwie, zrobił zeza i wyszczerzył kły w stronę Nosferatu. Jeśli miała to być próba poderwania Hughalhuta, to nie wyszła niestety najlepiej, bo ten rzucił się na Ventrue z kawałkiem prętu zbrojeniowego w ręce. NIe zdążyłem krzyknąć, żeby nie robili mu krzywdy. Będzie mi jeszcze potrzebny. Po chwili Nosferatu leżał nieprzytomny, ale na szczęscie w jednym kawałku.
Nadal byliśmy uwięzieni i mieliśmy teraz dwa ciała do taszczenia za sobą. Z Caernu koncentrycznie rozchodziło się osiem tuneli, z których każdy mógł prowadzić do wyjścia lub do śmierci w eksplozji, a my nie mieliśmy pojęcia, który jest który.
Ku mojemu zaskoczeniu Aaron Voss zaproponował, abyśmy się rozdzielili i sprawdzili odnogi podczas, gdy on zostanie w Caernie i dzięki swojej dyscyplinie utrzyma pomiędzy nami komunikację. Ostro zaprostestowałem, poparty przez Doktora. Jednak byliśmy w mniejszości. Nie zgodziłem się jednak iść sam i postanowiłem towarzyszyć Doktorowi.
W tunelu czekała na mnie matka. Oczywiście wiem że to nie mogła być ona. Ostatni raz widziałem ją chyba z 80 lat temu, a teraz stała przede mną nie starzejąc się nawet o jeden dzień. Zasypała mnie wyrzutami, kpiąc z moich mizernych osiągnięć i wyszydzając moje słabości. Broniłem się przed jej zarzutami jednak wiedziałem, że ma rację. Poczułem gniew. Chciałem, żeby zniknęła. Nie potrzebuje przypominania mi o moich niedostatkach, nie potrzebuje kazań. Potrzebuję więcej Mocy, aby zmusić tych, którzy mi się sprzeciwają, aby się podporządkowali. Matka nie miała Mocy. Nie potrzebowałem jej. I dlatego nie zrobiłem nic kiedy za nią pojawił się Witelon i ją pochłonął.
Zaproponował mi układ. W Caernie Cieni znajduje się naczynie, do którego będzie mógł przelać swój byt i mam je dla niego zdobyć. Jako zaliczkę przekazał mi wiedzę o rytuale, który doprowadził go do tego stanu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem. Dotknął mnie i wypełniła mnie wiedza. Nie wiem skąd Witelon posiada takie umiejętności, a sam rytuał… nieprawdopodobny. Nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. W jednym momencie cała moja wiedza o Taumaturgii została zredefiniowana.
Nagle wszystko gdzieś zniknęło, a ja pojawiłem się przed zawalonym wyjściem z kanałów. Dookoła stała reszta. Wszyscy, którzy tam ze mną weszli. Wszyscy, oprócz Aarona Voss.
Była z nami Mała, która krzyczała “Mieliście go tam nie zostawiać”, mówiła coś o koterii, której częścią był Gargulec, koterii, która miała zbawić to miasto jednak się rozpadła.
Nadal czułem w sobie Moc po spotkaniu z Witelonem. Przemówiłem do duchów ziemi i rozkazałem im wyciągnąć Aarona z gruzów. Nigdy wcześniej nie czułem się tak potężny. Usłuchały mnie ochoczo i już po chwili stałem nad zasuszonym ciałem Gargulca. Ostatecznie Martwym. Mała nadal mówiła, ale z każdym słowem stawała się coraz większa, a jej głos potężniał. Wkrótce staliśmy twarzą w twarz z postawnym czarnowłosym mężczyzną odzianym w zbroję. Przedstawił się jako Johannes von Carstein z klanu Lasombra i powiedział, że wewnątrz Kainity którego znaleźliśmy w kanałach znajduje się dusza dziecka z jego rodu, które ma jakoby uchronić to miasto przed zbliżającą się ciemnością. Jego tyradę przerwało pojawienie się kolejnego przybysza, którego przywitał jako Maćka. Wydaje się, że czekał on w mieście na von Carsteina. Nagle skądś padł strzał, Lasombra wykonał gest i przysiągłbym że usłyszałem dźwięk rykoszetującej kuli. W tym samym momencie na von Carsteina ruszył Maciek i wydawało mi się, że na twarzy Lasombry dostrzegłem zdziwienie. Po chwili na jego miejscu na powrót stała Mała. Maciek przekonywał nas, że to von Carstein jest ciemnością, która ogarnia to miasto i, że jest uzurpatorem. Obiecał, że zabierze nas do “prawowitego” Księcia Bielska-Białej, istoty, którą nazwał Palaczem. I już po chwili przed nim staliśmy. Mówił o Dworze Cieni i Ciemności. I nic z tego nie miało już dla mnie sensu. Nie wiedziałem gdzie jestem, ani dlaczego.
Następne, co pamiętam to, to że znajdowaliśmy się na powrót w kanałach, które się na nas waliły. Pamiętam Aarona Voss, który podtrzymuje strop aby reszta mogła uciec. Pamiętam jak zastępuje mi drogę. Mieliśmy zginąć razem, ostatnia zemsta Gragulca na swoim ciemiężycielu. Pamiętam, że rozmawialiśmy przez chwilę która zdawała się wiecznością, kiedy świat walił się dookoła nas. Pamiętam, jak w ostatniej chwili zmienił zdanie i wyszedłem z ciemności.
Nie wiem, co z wydarzeń tej nocy jest prawdą, a co halucynacją, ale skoro pisze ten list to chyba przeżyłem.
Prawda?

View
Ghost of Christmas Past
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…weszliśmy do kolejnego tunelu gdzie czekał na nas Ushabti. Wszechobnecne ślady Setytów w mieście są coraz bardziej zastanawiające. Najpierw Lustro i Baszto Balboro, później plotki o działającym w mieście kartelu narkotykowym, a teraz to. Dlaczego Setyci mieliby przetrzymywać kogoś w kanałach pod miastem, a jeśli zainwestowali tak duże środki, aby go ochronić, to czemu zostawili go w na pastwę losu wiedząc, że tunele mają zostać zniszczone. To nie ma sensu.
Rozpętała się walka, moje zdolności bojowe nadal nie rozwinęły się w pełni, dlatego postanowiłem przyjąć taktykę defensywną i pozwolić reszcie zająć się konstruktami.
Ku mojemu zaskoczeniu, wyglądało, jakby przeciwnicy to mnie obrali sobie za główny cel. Nie oceniony okazał się Pierścień Mistrzostwa, fetysz, który niedawno stworzyłem dzięki współpracy z Bielszczaninem. Udało mi się unikać ataków na tyle długo aby Doktor i Phillippe rozprawili się z wrogiem.
Walka kosztowała mnie trochę Vitae, co niestety uświadomiło mi, że nie możemy błąkać sie po tych tunelach w nieskończoność. Trucizna krążąca w powietrzu coraz mocniej na mnie oddziaływała, a wiedziałem, że moje zasoby nie są nieograniczone. Do atmosfery pośpiechu swoj dokładały eksplozje, które co jakiś czas słyszeliśmy za sobą. Nie było drogi odwrotu, mogliśmy jedynie przeć naprzód, głębiej w labirynt. Czego nie wiedziałem, to którędy mamy iść. Najlepszym pomysłem wydało mi się odnalezienie Caernu Szczurołaków. To, że zmiennokształtni budują swoje miejsca zgromadzeń wokół węzłów, jest wiedzą powszechną, a ja miałem przy sobie Złoty Klucz pozwalający mi takie miejsca mocy wykrywać. W myślach podziękowałem Oppersdorfowi za jedyną dobrą rzecz, która wynikła z naszej znajomości i zaczałem prowadzić resztę.
Wkrótce drogę zastąpiła nam Zjawa, któej imienia nie pomnę i zaczęła wygrażać się nam wieczną udręką duszy. Mężczyzna mówił coś o swoim panu, którego imienia nie chciał zdradzić i o tym, że musimy stosować się do reguł. Niewiele z tego rozumiałem mocno już otępiony przez toksyczne opary.
I wtedy Paolo Marco pobił wszystkie moje dotychczasowe halucynacje i zamknął widziadło w słoiku. Chyba po musztardzie. Tak po prostu.
Moje zaskoczenie trwało bardzo krótko, bo kolejna eksplozja tuż za nami posłała w naszą stronę dziesiątki rozżarzonych do czerwoności prętów. Po raz kolejny skórę uratował mi Pierścień Mistrzostwa. Wyobraź sobie Mistrzu czego mógłbym dokonać mając więcej takich przedmiotów. Możliwości są oszałamiające. Ale wracając do rozżarzonych prętów, kilka z nich wylądowało w moich kompanach jednak nie wyglądali na zbyt tym przejętych.
Ruszyliśmy dalej. Doktorowi udało się skontaktować z Tzimiscem, którego poznałem w Caernie Cieni. Powiedział, abyśmy za wszelką cenę unikali Caernu Szczurołaków… Rada niestety udzielona o wiele za późno, gdyż byliśmy już prawie na miejscu, a drogę powrotną zawaliły nam eksplozje. I wtedy stanęła przed nami Anabelle Yang.
A właściwie jej forma astralna. Nie wiem, czy było to kolejne widziadło wywołane krążącą w moim ciele trucizną, czy faktycznie w jakiś sposób przeżyła diabolizację z rąk Fitzparticka.
Jednak jeśli to była halucynacja, to mieliśmy ją wszyscy, a to oznacza, że wizje nie były przypadkowe i coś w tym miejscu je kształtowało. To co powiedziała Yang nie bardzo trzymało się dla mnie kupy. Twierdziała, że Kainita którego tu znaleźliśmy jest bardzo ważny, a właściwie ten kogo ma w sobie. Powiedziała, że to Salubri, co bardzo mnie zdziwiło, bo nie zauważyłem trzeciego oka. Mówiła, że ktoś go szuka i, że może go dla nas obudzić. Nie mam pojęcia jak zamierzała zrobić to z płaszczyzny astralnej, ale tak jak wspominałem wiele wydarzeń tej nocy nie ma sensu.
I wtedy za Anabelle pojawił się Witelon, sam nie wiem dlaczego, ale postanowiłem ją ostrzec i zniknęła zanim Rytualista zdążył czegoś spróbować. Sam też wkrótce rozpłynął się w powietrzu.
Nie ufająć w swe zmysły wkroczyliśmy do spaczonego Caernu…

View
Heroes in a half shell
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Niestety nie mam dobrych wieści Mistrzu. Igor zaraz po przejęciu władzy postanowił usunąć z rady wszystkich nie przychylnych mu Primogenów, a co za tym idzie już w niej nie zasiadam. Powiedział mi wprost, że nie chce mnie w radzie. Oczywiście mogłem się z nim spierać, ale to oznaczałoby otwartą wojnę Klanu z Księciem, a to nie jest sposób w jaki działam. Ustąpiłem. Na szczęście ta pokraka nie ma żadnego wpływu na mój status w Klanie i nadal mam wpływ na nasze działania w mieście. Regent poprosił mnie o wskazanie swojego następcy i wybrałem Philipa, który najlepiej nadaje się do tego zadania. Ma to też swoje dobre strony. Będę miał więcej czasu, aby zająć sie swoimi sprawami, które musiałem nieco zaniedbać.
Niestety to nie jedyna zła wiadomość, Igor postanowił przyjąć propozycję Azaery z Czarnej Spirali, a co gorsza zaprosił do miasta Pentex. To bardzo komplikuje sprawy. Sojusz z Cearnem Cieni jest dla nas kluczowy, a obecność Pentexu w mieście bardzo godzi w interesy moje i Klanu. Nie mam oczywiście zamiaru czekać bezczynnie aż ten szczurzy pomiot zniweczy rok mojej pracy. Pentex to potężny przeciwnik, ale walka z silniejszymi to, jak wiesz, moja specjalność.
Martwi mnie też fakt, że Igor wydaje się być w bardzo dobrej komitywie z Prawdziwymi Brujah, co może być problemem w świetle zbliżającego się zjazdu tego klanu.
Jedno jest pewne, Igor musi odejść. Objął władzę dopuszczając się złamania Tradycji, co za tym idzie uważam, że sam wydał na siebie wyrok. Jeśli ja mam być jego egzekutorem to niech tak będzie.
Będę oczywiście potrzebował więcej Mocy i sojuszników. Zorganizowałem spotkanie z Godlewskim i duchem miasta, Bielszczaniniem, aby porozmawiać o zagrożeniu ze strony Pentexu i Igora. Niestety Bielszczanin wydaje się nie doceniać jakim wielkim problemem są dla miasta. Jednak wydaje mi się, że z pomocą Godlewskiego udało mi się pozyskać jego wsparcie. Jednak aby go przekonac będę musiał zmierzyć się z najpotężniejszym podległym mu duchem. Bardzo wiele zależy od wyniku tego starcia, więc jeśli jesteś w stanie w jakiś sposób mi w nim pomóc, to będę wielce wdzięczny za wszelkie wsparcie.
Niepokojące wieści miał też dla mnie Lodin. Udało mu się odkryć tajemnicę śmierci Witelona. Okazuje się, że ten szaleniec próbował odprawić rytuał, którego istoty póki co nie rozumiem. Coś poszło jednak nie tak i w wyniku tego Witelon rozdzielił się na dwa osobne byty, ciało spoczywające teraz w Fundacji i byt uwięziony w formie astralnej. Witelon będzie teraz za wszelką cenę chciał odzyskać lub pozyskać nowe ciało. Jego obecność sprawia, że wejście w strefę astralną jest teraz śmiertelnie niebezpieczne, gdyż istnieje spora szansa, że oszalał i nie jesteśmy w stanie przewidzieć do czego jest zdolny. Musimy go powstrzymać.
Wkrótce później wszyscy Spokrewnieni w mieście zsotali wezwani do nowego elizjum, wieżowca w którym stoczyłem walkę z Baszto Balboro, aby złożyć Igorowi przysięgę wierności. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że przysięga ta była pieczętowana pocałunkiem w pierścień w którym rozpoznałem demoniczny artefakt znaleziony przez nas w Nawiedzonym Hotelu. Lodin słusznie zauważył, że nie rozumiejąc w pełni mocy tego artefaktu powinniśmy się wystrzegać przysięgania czegokolwiek. Jako Klan parający się Taumaturgią najlepiej rozumiemy niebezpieczeństwo takich paktów i zgodziłem się, że powinniśmy złożyć przysięgę tak, aby w żaden sposób nie zawierała ona w sobie osoby Igora. I za wszelką cenę uniknąć dotykania pierścienia.
Przysięgi trwały w nieskończoność i korzystając z tego, że wszyscy są zajęci postanowiłem rozejrzeć się nieco po wieżowcu mając nadzieję, że objawi mi się istota, która niegdys mi tu pomogła. Czuję, że może udzielić mi odpowiedzi na bardzo wiele pytań.
Niestety moje poszukiwania były bezskuteczne, natrafiłem za to na zamknięty pokój zabezpieczony alarmem. Jedyny zamknięty pokój na jaki natrafiłem. Oczywiście postanowiłem sprawdzić, co jest w środku. Jeśli Igor ma coś do ukrycia, to jest to potencjalna broń przeciw niemu. Dzięki umiejęstnością nabytym w dzieciństwie i wskazówkom Ivana udało mi się rozbezpieczyć alarm i otworzyć drzwi. Nie wiem, co myśleć o tym co ujrzałem w środku i będę wdzięczny za Twą ekspertyzę mistrzu. Na ścianach i suficie pomieszczenia uwięzieni byli ludzie, którzy wydawali się znajdować w jakimś letargu, a do każdego z nich przymocowane były rurki którymi sączyła się krew zbierająca się w urządzeniu na środku pokoju. Nie miałem niestety czasu na dokładne analizy, ale udokumentowałem całe znalezisko zdjęciami które załączam. Postanowiłem teź pobrać próbki krwi od uwięzionych śmiertelników i mam zamiar dokładnie ją przebadać. Kto wie, może uda mi się to w jakiś sposób wykorzystać. Tak jak mówiłem będę wdzięczny za Twą opinię.
Wkrótce po tej farsie skontaktował się ze mną Doktor Jadranko, okazało się, że Igor nakazał mu zebranie grupy i udanie się na poszukiwanie jednego z zaginionych Nosferatu. Zguba miała znajdować się gdzieś w starej sekscji kanałów, która miała być wkrótce wyburzona pod inwestycje Pentexu. Co ciekawsze w miejscu tym znajdować się miał spaczony i porzucony Cearn Szczurołaków. Będąc żywo zainteresowany tym dlaczego Igor wysłał swego podwładnego w takie miejsce oczywiście zgodziłem się przyłączyć do poszukiwań.
Grupa miała sie składać jeszcze ze znanego mi Ravnosa, Paolo Marco z klanu Giovanni, nie znanego mi Ventrue o imieniu Phillipe i, o zgrozo, Aarona Voss, ulubionej rzeźby Anabelle Yang. Cała sprawa na kilometr pachniała mi pułapką, jednak pomimo ogłuszającego głosu zdrowego rozsądku zszedłem do zaminowanych kanałów. Informacje, które uzyskałem na temat tego miejsca były marne. Wiedziałem jednak, że nie mogę używac swoich zdolności kontroli duchów.
Żeby było jeszczcze dziwniej zaraz przed wejściem spotkaliśmy byłą Primogen klanu Malkavian która rzuciła tylko “Nie zostawiajcie go za sobą” i odeszła jak w transie.
Nie wierzę w mistyczne moce Malkavian, ale zdarzenie wydało mi się nadzwyczaj upiorne.
Same tunele okazały się być skąpane w truciznie która poprzez kontakt ze skórą sprowadziła na cała grupę coraz gorsze halucynację, Vitae pozwoliła się nam im opierać jednak czułem, że wraz z każdym metrem coraz trudniej odróżnić mi jawę od majaków. Tutaj przeproszę Cię Mistrzu, moje wspomnienia tej nocy są momentami bardzo mgliste jednak postaram się jak najlepeij Ci je streścić.
Nie wiem jak czas minął od wejścia do tuneli, mogły to być minuty albo godziny ale w końcu dotarliśmy do większego pomieszczenia na sródku którego leżało ciało, ubranego na biało mężczyzny z kołkiem w sercu. Kainita otoczony był rytualnymi symbolami do których badania natychmiast przystąpiłem. Była to bardzo specyficzna magia, mająca na celu ochronę przed klanem Lasombra. Nie mam pojęcia dlaczego ktoś to tam umieścił jednak wiedziałem, że trafiliśmy na coś ważnego. Chciałem odprawić rytuał pozwalający mi na rozmowe z zakołkowanym bez budzenia go jednak w tym momencie za nami rozległy się eksplozje. Wygląda na to, że moje obawy się sprawdziły i Igor po raz kolejny próbował mnie zabić. Mimo mojej rezerwy miałem w głowie słowa Małej i wiedziałem, że nie możemy zostawić za sobą tego ciała. Symbole uniemożliwiały nam zabranie go tak po prostu i opierały się wszelkim próbom zniszczenia. Dopiero zbliżające się eksplozje trochę je poluzowały. Wiedziałem jednak, że nie mamy czasu czekać, zebrałem Moc i przekląłem kamienie, w których były wyryte, obracając je w pył. Doktor przemieniony nie wiedzieć kiedy w formę bojową chwycił tajemniczego Kainitę i rozpoczeła się nasza ucieczka przed zbliżającą się Prawdziwą Śmiercia…

View
Wycieczka do kanałów cz III - Konsekwencje

W środku całe pomieszczenie było pokryte tajemniczym śluzem, którego opary powodowały halucynacje. Już sam kontakt oparów ze skórą wystarczył, aby wywołać wizje i omamy. Po środku znajdowała się kolumna zbudowana ze światła o niepokojącym i niezdrowym kolorze. Nagle z owej kolumny wyłonił się Hughalhut, były primogen Nosferatu. Byliśmy zdziwieni, bo wszyscy założyli, że został on zgładzony przez Igora. Jak nam wyjaśnił, Igor wcale go nie zabił, a pokonany były primogen schronił się w głębszych częściach kanałów, aż trafił tutaj. Nie był zjawą, ani iluzją, za to był szalony od zbyt długiego przebywania w tym miejscu. Bełkotał o tym, że tylko on może nas stąd wyprowadzić. Nie zrobiło to wielkiego wrażenia na naszym towarzyszu Philippe, który próbował go zastraszyć z pomocą swojego wampirzego uroku. Jednak to tylko rozjuszyło oszalałego Nosferatu i doprowadziło do walki. Sama walka była bardzo krótka i po kilku ciosach, mój atak pozbawił wampira przytomności.

Mając kolejnego wampira w letargu do kolekcji, rozpoczęliśmy dyskusję nad tym, jak mamy się wydostać z tego miejsca. Gargulec zaproponował, że zostanie tutaj i poprowadzi nas do wyjścia za pomocą swojej więzi z tworami architektonicznymi. Ja i Moore byliśmy temu bardzo niechętni, w końcu Mała powiedziała “Nie zostawiajcie go tam". Nie sprecyzowała, o kogo dokładnie chodzi, więc nie chcieliśmy zostawić nikogo. Śmiertelnicy mogą lekceważyć przepowiednie, ale zazwyczaj te, które zostały wygłoszone przez jakąś nadnaturalną istotę miały w sobie choć cząstkę prawdy. Jednak kolejne, coraz bliższe eksplozje zmusiły nas do przyjęcia jego planu. Aaron pozostał w centrum caernu i koordynował naszą ucieczkę. Na zewnątrz czekała na nas niespodzianka.

Przy wyjściu z kanałów czekała na nas Mała, która oczywiście zrugała nas za pozostawienie Aarona na miejscu. Chwilę później zupełnie się zmieniła, wyprostowała się dumnie i jej głos przestał być jej głosem. Zaczęła przemawiać tonem nawykłym do władzy, który jak sama stwierdziła należał do “prawowitego władcy tego miasta”. Osoba przemawiająca przez Małą przedstawiła się jako Johannes von Carstein. Mówił o zbliżającej się ciemności i o tym, że nie dopuści on aby zniszczyła ona miasto. Kluczem do wszystkiego miał być mężczyzna w garniturze, którego taszczyłem na ramieniu. Wewnątrz niego, miała byc jeszcze jedna dusza, dusza dziecka pochodzącego z rodu von Carstein i jeszcze innego, o którym nie wspomniał wiele. Chwilę później opętanie się zakończyło i Mała wróciła do siebie.
W tym momencie na scenę wkroczył Maciek, który przedstawił nam inną wizję tego co się tutaj stało, obarczył von Carsteina winą za sprowadzenie Ciemności i zarządał naszej pomocy. Naprawdę nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Być może następne noce przyniosą więcej odpowiedzi…

View
Halls of the Blind
I can see, what you see not. Vision milky...then eyes rot.

…jak dowiedzieliśmy się od projekcji astralnej, tylko koteria, która została zawiązana przez księżną tego miasta, mogła je ocalić. Jednak się rozpadła i wszystko stracone. Zjawa wydawała się nie wiedzieć, gdzie się znajduje, ani w jakim czasie. Nieważne, bo niedługo potem zaatakowała ją inna zjawa i obie rozpłynęły się w niebycie.

Weszliśmy do środka caernu, którego wnętrze dominował obelisk roświetlony jaskrawymi kolorami, które płynęły w górę lub w dół. Zza niego wychylił się ochydny nosferatu o paszczy najeżonej zębami. Opary trucizny były tu bardzo silne, jako że wręcz skapywała z sufitu, a kolejne eksplozje, skąpywały nas w deszczu tej dziwnej posoki. Powoli kończyła się nam Vitae. Nosferatu jej już dawno nie miał, albo nie chciał walczyć z iluzjami, jako że wyraźnie bredził. W zamian za wskazanie nam drogi do wyjścia, zarządał ofiary z jednego z nas. Spojrzałem na niego gorźnie, jednak to tylko go rozjuszyło i ruszył na mnie ze stalowym prętem. Po szybkiej pacyfikacji, stwierdziliśmy, że czas ruszać, wybuchy nas goniły. Z caernu biegło osiem dróg do wyjścia. Gargulec stwierdził, że zostanie i wyprowadzi nas na powierzchnie używając swoich sztuk. Oponowaliśmy, jednak jego postanowienie było żelazne, więc uszanowaliśmy jego wybór. Ja wziąłem pogrążonego w letargu primogena Nosferatu Hughalhuta. Trucizna sączyła się przez ściany….

…zimno przenikało do kości. Stóp już dawno nie czułem. To dobrze, bo przestały boleć. Ręka też mi chyba zamarzła, też dobrze, bo nie wypusciłem ręki mojego towarzysza. Śniegu było coraz więcej i musieliśmy dotrzeć do obozu, aby się ogrzać. Jeszcze tylko kilka kilometrów… Towarzysz błagał mnie, abym go zostawił, ale nie mogłem zostać sam. Ani zostawić go. Dawał mi siłę do pójścia dalej. Zacząłem mieć majaki z niedożywienia i zimna. Przypomniał mi się mistrz i jego podarunek dla mnie. Ciepła krew by mnie ogrzała, wróciła życie do zdrętwiałych kończyn. Dwie śmierci, za moje życie… Niegodziwy drań. Chce mnie nauczyć śmierci. Widziałem już jej dość, z jego ręki. Morderstwo nikogo nie uratuje… Nienawiść dodaje mi sił i mogę iść dalej. W końcu docieram….

…do końca korytarza. Widzę moich kompanów. A także primogen malkavian, która na nas wrzeszczy, że zostawiliśmy nie tego, co trzeba. Że Gargulec też był częścią koterii, która teraz została bezpowrotnie zniszczona. Że ja się nie liczę… ani Vasyl się nie liczy. Potem nagle zamienia się w czarnowłosego mężczyznę, który twierdzi, że on jest władcą tego miasta i, że jestem mu winien posłuszeństwo. Lasombra z rodu Von Carstein. Twierdzi że chce uratować to miasto przed ciemnością, którą on sam uwolnił. Potem znika, Mała wraca do normy, jakby nic się nie stało. Potem pojawia się inna osoba, z cygarem. Kolejny książę tego miasta, jeszcze przed Carsteinem. Sprzeczne informacje. Twierdzi, że lasombra przywołała ciemność w dworze cieni, która ma pochłonąć to miasto/świat. Już nie wiem, kto mówi prawdę, a kto kłamie. Kto jest prawowitym księciem, a kto uzurpatorem. Nie jestem tym kogo szukają. Jednak nie będę stał i patrzył jak to miasto znika. Inkwizycja nie pozwoliłaby żeby taka potworność powstała. Będę walczył.

View
Wycieczka do kanałów cz II - Uwięzieni

Najszybciej jak się dało zniszczyliśmy krąg mocy i staraliśmy się oddalić od eksplozji. W następnym pomieszczeniu zostaliśmy zaatakowani przez jakieś nieznane mi konstrukty przypominające wyobrażenia egipskich bóstw. Pan Moore i reszta zidentyfikowali je jako Ushabti, automatony konstruowane przez Wyznawców Seta. Ciekawe kto je umieścił w tym miejscu i po co. W wynikłej walce szybko pokonaliśmy Ushabti i bez większych obrażeń ruszyliśmy dalej.
Drogę zagrodziła nam pierwsza zjawa. Demon lub upiór, który nam się objawił został tutaj przyzwany, aby nas dręczyć. Istotnie całe to miejsce zdawało się być pełne halucynogennych oparów. Jednak upiór był prawdziwy. Zaczął przemawiać – głównie obiecując nam męki i udręczenie dusz, ale jego tyrada została przerwana przez Giovanniego, który wyciągnął zza pazuchy słój pokryty mistycznymi symbolami i uwięził w nim ducha. Wtedy nastąpiła druga eksplozja i w naszą stronę poszybowały pręty z wysadzonej kraty. Zasłoniłem nasze znalezisko swoim ciałem i poczułem przeszywający ból, kiedy trzy rozżarzone kawałki metalu przebiły moje plecy. Cóż, bolesna nauczka na przyszłość. Jednak te obrażenia powodowały tylko dyskomfort. Szliśmy dalej, starając się znaleźć jakieś wyjście. Postanowiłem skontaktować się z Gregorem w nadzieji, że uzyskam informacje, jak się wydostać z tego miejsca. Podobno znajdowaliśmy się w pobliżu miejsca mocy, z którego korzystały zmiennokształtne Szczurołaki. Gregor określił to miejsce jako bardzo niebezpieczne, jednak nie mieliśmy większego wyboru. Jedyna droga prowadziła coraz dalej w głąb caernu. Nawiedziły nas jeszcze inne zjawy, wampirzyca, która była Księżną tego miasta przed Kriegiem. Nie miałem okazji jej poznać, ale słyszałem, że spiskowała z wyznawcami demonów w mieście. Podobno była też potężną przedstawicielką klanu Prawdziwych Brujah i Archontem Justycjariusza Warszawy. Powiedziała, że tylko ona może przebudzić tę osobę, którą znaleźliśmy w kanałach i musi to zrobić szybko. Jednak zanim zdążyliśmy dowiedzieć się więcej, pojawiła się druga zjawa. Był nią Witelon, poprzedni rytualista klanu Tremere, który był zamieszany w spisek demonologiczny. Po tej wizji, lub też nawiedzeniu, w tych tunelach trudno było określić, co jest prawdą, a co fałszem, weszliśmy do środka caernu…

View
Wycieczka do kanałów cz I - Wejdź w do Labiryntu

Straciłem swoją funkcję podobnie jak reszta Ogarów. Szeryf równierz się nie uchował. Wygląda na to, że Igor chce wymienić wszystkich ludzi na wiernych sobie. To zrozumiałe, musi zbudować i zabezpieczyć swoją pozycję. Tymczasem miałem czas, aby przeprowadzić “wystawę’. Zdarzenie, które obmysliłem jako usprawiedliwienie dla podawania się za Torreadora przyniosło mi niezwykle dużo przyjemności. Kształtowanie ciała istotnie jest sztuką i przemawia do mnie jak żaden inny środek wyrazu. Poza tym miałem trochę czasu aby zająć się eksperymentami. Jak narazie nie osiągnąłem niczego, ale dzięki moim badaniom jestem bliżej przesunięcia granicy zrozumienia wytrzymałości ludzkiego ciała. Muszę kontynuować i być ostrożny. Niestety ilość obiektów, które mogę badać do woli jest znikoma. Muszę być bardzo ostrożny, a mój układ z Gregorem uszczuplił moje zasoby. Jednak mam nadzieję, że zyskam na tym dość aby się opłacało. W świecie Camarilli informacje są na wagę złota, a znajomość Gregora z wilkołakami powinna zapewnić mi cenne informacje.

Igor wezwał mnie do siebie, aby zlecić mi zadanie do wykonania. Miałem wraz z wybraną grupą (składającą się z pana Moore’a, Giovanniego, Cygana – Handlarza krwią oraz wcześniej nieznanego mi wampira imieniem Philippe) zapuścić się w kanały i je zbadać. W pobliżu miejsca, które było węzłęm mocy odnotowano nienaturalną aktywność rozmaitych nadnaturalnych istot. Zebraliśmy się i, po krótkich przygotowaniach, ruszyliśmy do akcji. Ciekaw jestem, co przyniesie ta wyprawa. Być może znajdziemy tam coś ciekawego, a może okaże się, że nic tam nie ma i cała wyprawa była na darmo? Nasza grupa wzbogaciła się o jeszcze jednego członka, byłego Szeryfa, Aarona, którego umiejętności mogły nam się przydać.

Przed wejściem do kanałów spotkaliśmy Małą – miejscową Malkaviankę o opinii szalonego medium. Oczywiście mijając nas nie omieszkała rzucić wieloznacznego: “Nie zostawiajcie go tam.” Czyżbyśmy mieli tam kogoś znaleźć? Oczywiście znaleźliśmy. Mniej więcej w miejscu gdzie powinniśmy rozpocząć poszukiwania, w kręgu z mistycznych symboli Magii Krwi, leżał mężczyzna w białym garniturze i z kołkiem w sercu. Postanowiliśmy zabrać go ze sobą, ktoś przecież zadał sobie wiele trudu, aby go tutaj ukryć, więc musi być wartościowy. Kiedy udało nam się zneutralizować krąg ochronny usłyszeliśmy pierwszą eksplozję….

View
Ile krwi płynie w każdym z nas?

Dla naszego klanu zbyt wiele się nie zmieniło, po przejęciu władzy przez Igora. Udałem się na spotkanie z nim jak najprędzej, nowy książę wampirów z Camarilli Bielska i Białej ma wyjebane. Nasza domena zostaje nasza domeną, a krew mogę sprzedawać. Zmiana jedynie taka, że chcą sprawozdania z tego kto i jak często zaopatrza się w nią. Nie wydaje mi się to czymś bardzo złym, więc przystałem na prośbę. Okazało się, że nowa władza Camarilli w tym mieście kontynuuje jasełka. Pojawiło się kolejne elyzjum. Niedługo trudno będzie wyjść z jednego, żeby nie wejść od razu do innego. Igor zaprosił wszystkich do swojego wieżowca na złożenie mu pokłonów. Udałem się tam, ale się nie kłaniałem. Wykorzystałem sytuację do rozpromowania mojego nowego biznesu, każdy wampir wyszedł z ulotką informującą o tym, że ja teraz krew będę sprzedawał i żeby się ze mną kontaktowali via email. Ogólnie nic się tam ciekawego nie działo.

Skontaktował się ze mną Skorgen Kaban, Gangrel, od którego załatwiam krew, że chce się ze mną spotkać Setytka, z którą ma interesy. Zajmuje się ona narkotycznymi dodatkami do krwi, którą ten, a teraz też i ja sprzedaję. Zgodziłem się oczywiście, a chcąc mieć to najszybciej za sobą wyznaczyłem spotkanie w mojej domenie na godzinę później. Przybyła, pogadaliśmy. Okazało się, że za sprzedażą drugów przez jednostkę wojskową stoją Setyci. Psuje jej to interesy i chciała, żeby moi ludzie stali się dealerami i sprzedawali pod szkołami. Chyba ją pojebało. Nie chcę mieć żadnych związków z tym gównem. Powiedziałem więc, że muszę to przemyśleć. Następnie przyznała się do tego, że to Setyci zaatakowali Ravnosów pod moją nieobecność i wycięli im serca, które gdzieś tam teraz przechowują. Ona zatem pomoże odzyskać je, jeśli dam jej Bonekę? Kolejny absurdalny pomysł. Wybrałem trzecie rozwiązanie, torpor i do wora. Trzy kulki w głowę i już leży w moim bunkrze. Później się nią zajmę. Trzeba będzie ją trochę, hehehe, potorturować. Wyciągnę z niej wszystko, co wie o Ravnosach, a potem uwolnię ją z ciała wampira, żeby mogła poszukać odkupienia za to co robiła w tym nieżyciu. Skorgen pewnie nie będzie ucieszony, ale to nie moja wina, że układał się z Setytami.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.