V.V.C.: Vampire Vitae Community

Ghosts & Gargoyles

Zostałem zaproszony przez Primogen mojego klanu Carlę Viveros. Carla przyjemnie mi wyjaśniła, że Bielsko jest miastem, do którego odsyłane są wampiry, które czymś podpadły starszym i muszą tu przeczekać na wygnaniu albo zginąć. Przez ostatni rok było trzech księciów, a także rada primogenu została wymieniona. Nie wiem, jakim cudem Sabbat jeszcze tu nie wkroczył i nie zabił wszystkich. Camarilla więcej czasu spędza na wewnętrznej walce, niż na walce se swymi wrogami. Spytała mnie też, w jaki sposób chce spędzić swój czas w mieście. Zasugerowała, że chce mnie w jakiś sposób wykorzystać, dla swoich celów (klanu oczywiście). Była dość mglista w swych wypowiedziech i nie do końca wiem w jaki sposób, ale prawdopodobnie mam reputację zabijaki z Sabbatu, więc domyślam się cóż to może być.

Nowy książę, jednak wydaje się poważniej podchodzić do tematu rządzenia niż poprzedni. Na początek kazał wszystkim w mieście poprzysiąc jemu wierność. Nie mogąc przysiąc czegoś czego nie wiem, czy będę w stanie dopełnić, rzuciłem ogólnikowe “prawowitemu władcy tego miasta”. Wiem, że ten nim nie jest, jako że przejął władzę w zamachu. Chociaż wśród kainitów to normalne. Zwykle nie umierają ze starości.

Książę wysłał nmnie i kilku innych kainitów do lochów, aby znaleźć zaginionego nosferatu, zamiast wysłać swoich nosferatu. Na razie moja pozycja nie pozwala mi odmówić, wiec musiałem się zgodzić. Aby zaognić sytuację, okazało się że musimy się śpieszyć, bo lochy zostaną wysadzone następnego dnia. Towarzyszył nam też Aaron Voss – gargulec, który nie wiadomo dlaczego zgłosił się, aby nam towarzyszyć.

W kanałach szybko znaleźliśmy resztki nosferatu, i ślady walki. Postanowiliśmy zbadać sprawę dalej. W środku zaczęła być wyczuwalna trucizna powodująca halucynacje – pewnie działająca przez kontakt ze skórą. Nic z czym umiejętne użycie Vitae sobie nie poradzi.
Po jakimś czasie dotarliśmy do okrągłej komnaty, na środku której, leżał mężczyzna w białym garniturze, otoczony koncentrycznymi kręgami ochronnymi.

Szybka analiza kręgów wykazała, że chronią one głównie przed wejściem, a nie przed wyjściem. W dodatku są nastawione na specyficzny klan – Lasombra. To dziwne. Jegomość był zakołkowany i w torporze. Kiedy zastanawialiśmy się co z nim zrobić, usłyszeliśmy wybuchy – tunel się zawalił odcinając naszą drogę. Mogliśmy iść tylko naprzód. Postanowiliśmy wydobyć zakołkowańca i uciekać. Okazało się że kręgi są odporne na nasze ingerencje, dopiero kolejny wybuch naruszył je na tyle, że udało się go wyciągnąć. Ja tymczasem wyrwałem kratę i spotrzegłem 4 konstrukty ulepione z błota i łajna, a każdy z nich dzierżył tarczę i wielki chopesz.
Do walki pierwszy rzucił się Aaron, a za nim podążył Vasylm w formie Zulo. Ravnos przeszkadzał ze swoimi magicznymi sztuczkami i wytworzył iluzję, która blokowała drogę. Co ciekawe, uszabtim miast walczyć ze swoimi przeciwnikami rzucili się na Moore’a. Mój cios karcący za lekceważenie mnie, odbił się dźwięcznie. Tak samo cios obuchem. Dopiero mój słuszny gniew, rozłupał potwora na kawałki. Reszta też sobie szybko poradziła i ruszyliśmy dalej.
Następnie natrafiliśmy na żałosnego Upiora, desperacko pragnącego nas przestraszyć, bawiącego się w jakieś gierki. Znudzony jego jęczeniem Giovanni wessał go do magicznego słoika. Wtem wystrzeliły w nas ogniste pręty, które nie wyrządziły mi żadnej krzywdy. Kolejne sztuczki.
Moore miał magiczny przedmiot, który kierował nas do wnętrza labiryntu. Tam znaleźliśmy źródło trucizny skapującej ze skał. A także inne rzeczy. Przed nami pojawiła się Azjatka, która jak się okazało była poprzednią księżną tego miasta. A właściwie jej projekcja Astralna, jak wyjaśnił pan Moore. Potem zaczeła mówić coś, co nie miało większego sensu..

View
Smutny Przypadek Abrahama Blumera Cz. II

Poszukiwania Alchemika zakończyły się zupełnie inaczej niż przypuszczałem. Krukołaczycza Lacrimosa następnej nocy zniknęła z celi w pałacu Sułkowkich (podobno to nie takie trudne, jak się wydaje, wydawało mi się, że słyszałem jakiś komentarz na temat obrotowych drzwi…). Pozorne wybawienie przyszło z niespodziewanej strony. Hughalhut – Primogen Nosferatu – przybył do Księcia z wiadomością o rzekomym miejscu pobytu naszego celu. Podobno przyniósł też jakąś antyczną broń palną, która miała zostać użyta do zabicia tego człowieka po raz pierwszy. Według tego, co udało się wcześniej ustalić miała ona móc przynieść mu ponowną śmierć.

Książę zebrał Ogary i w towarzystwie pana Moore’a z eskortą udaliśmy się do starej fabryki, gdzie Alchemik miał przygotowywać się do ataku na Spokrewnionych. Szybko okazało się, że to wszystko to jedna farsa. Na miejscu pojawił się Hughalhut i jego Nosferatu. Książę zwlekał z atakiem więc zniecierpliwiony wampir zrzucił swoją maskę i przedstawił się jako Igor – nieznany mi wampir, któremu Krieg i jego towarzysze obiecali pomoc w zdobyciu władzy w mieście. W obliczu przeważających sił pan Moore postanowił zrezygnować z udziału w zabawie. Krieg próbował stawiać opór z użyciem dziwnego złotego obrzyna. Jednak został szybko rozbrojony. Wtedy z nikąd pojawił się Peter i zaatakował Księcia srebrnym sztyletem. Krieg rozpadł się na pył…

Teraz mamy nowego Księcia, Igor ogłosił się władcą miasta, a nikt nie zgłosił ku temu obiekcji. Jest też dobra strona tych wydarzeń. Igor nie ma nic przeciwko temu, abym pozostał w mieście i nie musiał ukrywać swojego pochodzenia.

View
Do widzenia wam! Canto Cantaaaaareeee!

Wygląda na to że Ajgor na razie całkiem dobrze się ustawił i wywalenie go nie będzie takie proste, jak myślałem. Swe rządy oparł na strachu przed brutalnym mordem. Chyba wszyscy nosferatu stoja za nim murem, a jest ich nie wiadomo jak dużo. Wyjebał pół rady primogenów która mu nie pasowała. W tym Małą, Paolo Marco i Moore’a (sam odszedł podobno, iiijasne) oraz oczywiście Janine . Na tremera się pewnie znajdzie zastępca, ale reszta obejdzie się smakiem. Reszta rady mu nie fika. Brujah go chyba lubią bo zrobił Śnigulskiego seneszalem seneszala. Prawdziwi Brujah to wogóle się rozpływają w zachwytach, jako że chce im dać Cygański Las, należący do Giovanni. Ventrue to nie wiem, może to że obudził bezużytecznego pyszałka Adama Żmudę i ponownie zrobił go Heroldem, troszkę ich ucieszyło, jako że dowolne stanowisko ich cieszy.

Reszta chyba siedzi cicho i planuje zemstę. Janine na pewno coś okropnego wymyśli, zanim nie stwierdzi że jej się znudziło. A może im się podoba taka sytuacja. Igor generalnie ma wyjebane na większość rzeczy, które ktoś ma ochotę robić, chyba że jest to Giovanni. Sabbat spoko, infernaliści meh, jak nie szkodzą to czemu nie. A i lubi Pentex. W sumie jeśli Azaera mu dała tą samą ofertę co mi, to pewnie ją wziął, albo lepszą. Więc konszachty moich towarzyszy z Lupinami poszły się oficjalnie jebać. Nieoficjalnie będzie im trudniej pomagać, zwłaszcza jak im Pentex wlezie na dupę. Generalnie jako tako się ustawił, z Tremerami pewnie zacznie od nowa z takim bardziej przychylnym jego establiszmentowi, który bardziej gra pod swój klan, a nie pod osobiste projekty z Lupinami.

Tymczasem. Znudziło mi się to Księciowanie, użeranie się z Primogenami, którzy tylko mówią dej i wiyncyj, banda niewdzięczników. Na razie muszę się ukryć, i przeczekać burzę. Nie sądzę żeby Igor długo porządził w tym popierdolonym mieście. Jak zdechnie to może wrócę.

A i gadałem z Peterem. Jako że wykazałem się inicjatywą w walce z infernalistami, zaproponował mi dołączenie do jego organizacji walczącej z infernalistami i demonami, żebym bezwarunkowo oddał się misji ich tropienia i zabijania do końca mego nieżycia (czyli wieczność, ale pewnie dużo dużo krócej). Janine dobrze zasugerowała, że najlepszym sposobem na to jest zniknąć tak, żeby ktoś nie mógł odebrać od ciebie przysługi. He, kolejny powód żeby stąd zniknąć. Ooo może się zakręcę u anarchów. Spoko goście, tacy wyluzowani i młodzi, pełni zapału. Hje hje hjeeeee

Do usłyszenia!

View
You reap what you sow
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…zaproponowałem, że zmienię Lacrimosie wspomnienia tak, aby sądziła, że się dogadaliśmy i zgodziła nam się pomóc w zamian za wielokrotnie mniej niż żądała na początku. Niemann powiedział, że nie da ani grosza. Wściekłem się i wymazałem jej wspomnienia od momentu kiedy zaczęliśmy rozmowę. Negocjacje rozpoczęły się na nowo z takim samym skutkiem. Nie uzyskalismy miejsca pobytu Alchemika. Ja umyłem ręce, jeśli Niemann nie chce pomocy, to nie będę mu jej udzielał na siłę. Krukołak został zamknięty na czas dnia w więzieniu na zamku, z którego oczywiście zniknął, nie wiedzieć gdzie.
Nastepnej nocy pod siedzibę Niemanna kilku Kainitów podrzuciło zakołkowanego anarchistę, który miał być geestem dobrej woli od Barona Cieszyna. Miał być to towarzysz Alchemika który nasmarował glif na otwarciu elizjum. Delikwent był na szczęście mniej oporny na persfazje niż Lacrimosa i poradził nam, abyśmy skontaktowali sie z krakowskim przedstawiceilem Sabatu o imieniu Lucjusz, a on będzie w stanie powiedzieć nam gdzie obecnie znajduje się Alchemik. Co ciekawsze, ścierwo opowiedziało też łzawą historyjkę o zakazanej milości ghula Lucjusza z ghulem obecnego Paolo Marco, który o całej sytuacji wiedział. Bardzo użyteczna informacja. Giovani zgodził sie udać na spotkanie z sabatem i zaproponować Lucjuszowi układ. Niemann wyjątkowo szybko przystał na ppropozycję współpracy z wrogiem. Po przesłuchaniu zażądałem, aby Anarchista został oddany Klanowi Tremere tak, jak jest to w zwyczaju, Niemann oczywiście chciał zwyczaj złamać i domagał się przysług. W końcu jednak udało mi się uzyskać więźnia niczego konkretnego nie obiecując. W tym momencie powinien być już w Wiedniu.
Jakiś czas później zostałem wezwany przez Niemanna, aby odczytać wspomnienia szeryfa który został znów zdominowany. Zaproponowałem, że zrobi to Philip, ale na miejscu stwierdziliśmy, że Gargoyl raczej nie przystanie na ten pomysł. Faktycznie został zdominowany, tak samo jak ogar Stefan, który jak się okazało był odpowiedzialny za śmierć syna Alchemika.
Cała sprawa śmierdziała na kilometr. Jeszcze tej samej nocy otrzymałem telefon od Niemanna, który poinformował mnie, że Nosferatu znaleźli cudowną broń, która może zabić Alchemika i znają jego miejsce pobytu. Smród stał się jeszcze silniejszy. Zadzwoniłem do Petera i powiedziałem mu, że Książe-idiota ma zamiar zabić Alchemika jakimś antykiem. Obiecał przybyć na miejsce.
Ogary i Niemann już czekały gotowe rzucić się w pułapkę która niewątpliwie na nie czekała. Ivan przeprowadził zwiad, ale nie dostrzegł absolutnie niczego. Niemann, z typową dla siebie pewnością siebie i ignorancją, ściskał starą rusznicę. Zapytany czy sprawdził czy w ogóle działa wydawał się lekko zbity z tropu. Idiota.
I wtedy zadzwonił Paolo Marco informując, że Alchemik jest w Cieszynie… Poczułem, jak krew uderza mi w skronie bo już wiedziałem, że zostaliśmy oszukani i czeka nas atak. Pomyliłem się jednak, co do tego, kto zaatakuje. Pewny, że stoimy przed kolejną inwazją Anarchistów spróbowałem połączyć się z Fundacją. Jednak ktoś blokowa połączenia.
Nagle z kanałów wyszedł Hughalhut w towarszystwie kilku Nosferatu i zrzucił swą twarz ukazując postać Igora. Mogłem zostać i walczyć, ale nie widziałem sensu. Niemann stał się większym problemem niż sojusznikiem. Odjechałem w stronę Fundacji nie niepokojony przez Nosferatu. Igor próbował zabić Niemanna, któremu skórę uratował Peter używając szytletu, którym pozorował morderstwa. Wygląda na to, że Hughalhut nie żyje, trochę szkoda. Będzie mi brakowało tego sepleniącego brzydala. Nawet go polubiłem.
Ale dosyć sentymentów. Igor obwołał się Księciem co zapowiada czas niepewności dla Klanu w mieście. Przyznam mu kredyt zaufania. Zobaczymy, ci z nim zrobi.
W moich planach nic to nie zmienia.

View
Dies Irae
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

… w końcu postanowił zająć się aktywniej sprawą istoty znanej jako Alchemik. Padł pomysł, że może damy mu to czego szuka czyli mordercę jego latorośli. Pomysł wydał mi się dziwny, ale lepsze to niż nic nie robienie, które Niemann uskuteczniał dotychczas.
Zanim się do tego zabrałem udałem się jeszcze na planowane spotkanie z primogenem Nosferatu. Zaproponowałem współpracę w neutralizacji jednostki wojskowej, która ostatnio dała się nam we znaki. Hughalhut wydawał się sprawą średnio zainteresowany, co wydało mi się dziwne. Równie dziwne było to, że żaden z jego współklanowców nie spróbowal jeszcze zinfiltrować bazy. To miasto jest dziwne: Torreadorzy biorą się za rządzenie, Giovani podają się za podporę Camarilli, Brujah są pacyfistami, Ventrue siedzą w cieniu, Prawdziwi Brujah są, a Nosferatu nie szpiegują. Jedyną ostoją “normalności” są Malkavianie szaleni jak zawsze. Zaproponowałem, że jeśli nie chce ryzykować, to Klan przeprowadzi najpierw rozpoznanie w sferze astralnej, aby ocenić niebezpieczeństwo, na to chyba przystał. Chciałem zaproponowac Nosferatu dalej idącą współpracę jakoże jesteśmy największymi i najbardziej znienawidzonymi (Prawdziwi Brujah mają mocne trzecie miejsce) klanami. Zbył moją propozycję milczeniem. Nosferatu coś knują, nie wiem co, ale wiem, że coś.
Pierwszym krokiem w odnalezieniu mordercy miała być ekshumacja ciała syna Alchemika. Kiedy reszta kopała w deszczu, ja wraz z Ghulami obserwowałem cmentarz z limuzyny. Wkrótce dostrzegłem zbliżającą się postać i ostrzegłem resztę o zbliżającym się intruzie. Przybyszem okazał się nie kto inny, jak Twój sługa Peter. Obserwował cmentarz w nadziei, że Alchemik postanowi odwiedzić grób syna. Twierdzi, że ma on przydatne informacje dla “organizacji”, w której działa Peter i obiecał pomóc w jego schwytaniu w zamian za oddanie go.
Po zbadaniu ciała dowiedzieliśmy się, że syn alchemika został wyssany przez Spokrewnionego ogarniętego szałem, jednak mam pewne wątpliowści, czy było to powodem śmierci. Ciekawsze było to, co działo się z ciałem, już po śmierci. Nadwrażliwość pozwoliła ustalić, że oczy denata zostały wydziobane post mortem przez krukołaka.
Skontaktowaliśmy się z kurierem HOS, który skierował nas do Lacrimosy, która mogła miec z tym coś wspólnego. Niestety ptaszek siedział w klatce, przyskrzyniony przez śmiertelną policję. Oczywiście mogłem użyć swoich wpływów, aby ją uwolnić, ale nie bardzo widziałem ku temu powód. Zaproponowałem, że spotkam się z nią jako jej adwokat jednak grupa postanowiła obrać mniej finezyjną drogę i Ravnos z Giovanim odbili ją po prostu z więzienia.
Przesłuchanie to była farsa, Lacrimosa nic nie robiła sobie ze swojej sytuacji i wysuwała bzdurne żądania. Nie niemożliwe, ale bzdurne. Nie zamierzałem korzystać ze swoich środków, aby załatwić sprawę dotyczącą wszystkich Spokrewnionych w mieście, a Niemann nie kwapił się do użycia swych tak, jak powinien w tej sytuacji. Mimo wszystko nieco się dowiedzieliśmy. Oczy denata zostały zjedzone w celu poznania przyszłości Alchemika który ma w końcu zginąć przez konflikt ze Spokrewnionymi, wygląda na to, że to nie zemsta jest jego celem. Wydaje się to logiczne. Nie wiem jak starą jest istotą ale przypuszczam, że nie jest to pierwsza bliska mu osoba którą musiał pochować. Co istotniejsze Lacrimosa mogła nas z Alchemikiem skontaktowac jednak biorąc pod uwagę swą sytuację jej cena była mocno wygórowana. Próbowałem pokazać jej co ją czeka jeśli odmówi jednak oparła się mojej mocy, w końcu Niemann tez stracił cierpliwość i doszło do rękoczynów…

View
Znowu zmiana władzy

Lacrimoza nic więcej nam nie powiedziała tamtej nocy, a później nasz książę pozwolił jej uciec zamykając ją w więzieniu na zamku, z którego wiadomo było, że i tak ucieknie.

Cóż, wiedzieliśmy kogo sadzamy na tronie, więc w ogóle mnie to nie zaskoczyło…

Zostaliśmy zmuszeni do odnalezienia alchemika w inny sposób. Baron Cieszyna w geście dobrej woli podrzuciła nam wampira, który brał udział w awanturze, do której doszło przy otwarciu “Od Zmierzchu Do Świtu”. Odpowiednio torturowany delikwent opowiedział nam, że lokalizację alchemika poznamy, jeżeli skontaktujemy się z pewnym wampirem z krakowskiego Sabatu o imieniu Lucjusz. Złapany anarchista zdradził nam również, że Lucjusz jest domitorem Kristiny, ghula z którym Sasza, jeden z moich ghuli umawia się na potajemne zchadzki. Od dawna podejrzewałem, że może tak być, ale Sasza zawsze był lojalny, więc nie zagłębiałem się za bardzo w ten temat. Teraz ta znajomość miała nam się przydać. Nasi zakochani zorganizowali nam spotkanie z Lucjuszem na stacji benzynowej w połowie drogi międy Bielskiem a Krakowem.
Na miejsce udałem się z Dragomirem Lilaciem i z Saszą. Chwilę po naszym przybyciu pojawiła się delegacja z Krakowa – Lucjusz wraz z Kristiną i jeszcze jednym wampirem. Sporo się wyjaśniło w kwestii ryzyka podjętego przez Saszę, bo Kristina okazała się być niczego sobie. Zasiedliśmy przy stoliku, zamówiliśmy kawę dla tych, którzy mogą się nią delektować i przystąpiliśmy do rozmów. Zgodziliśmy się, że nie będziemy na razie przerywać kontaktów naszej służby. Ustaliliśmy też, że Lucjusz od stu lat pała rządzą zemsty na alchemiku. Nie interesuje go jego śmierć, a wyłącznie wieczna udręka, tylko pod tym warunkiem zgodził się podać nam jego lokalizację. Zaproponował wrzucenie alchemika do otchłani jako rozwiązanie pozwalające pogodzić trudność uwolnienia z bólem, jaki chce mu zadać. Myślę, że umieszczenie kogoś w otchłani byłoby trudne, ale nie niewykonalne. Sam mógłbym coś takiego zrobić. Nie uważam tego jednak za najlepszy pomysł. Nie wygląda mi to na ostateczne rozwiązanie, nadal byłoby możliwe wydobycie go stamtąd. Chociaż na pewno byłoby to bardzo trudne. Musiałem odłożyć dywagacje na bok, bo nie byłem uprawniony do podejmowania samodzielnych decyzji w tej sprawie. Obiecałem przedstawić to stanowisko księciu Bielska i udaliśmy się w drogę powrotną, jako że Lucjusz nie chciał poruszać innych spraw takich, jak wspólne interesy, dopóki nie rozwiążemy najbardziej palącej kwestii. Z trasy zadzwoniłem do Kriega i zdałem mu sprawozdanie. Bez wahania zgodził się na propozycję członka Sabatu, najwyraźniej nie dostrzegając związanych z nią zagrożeń. Chwilę później w rozmowie telefonicznej poinformowałem Lucjusza o decyzji księcia, odpowiedział, że w ciągu pół godziny będzie znał lokalizację alchemika i poinformuje nas o niej bezzwłocznie. Rzeczywiście, około trzydziestu minut później otrzymałem telefon, z którego dowiedziałem się, że nasz cel przebywa w Cieszynie. Został mi podany również dokładny adres. Natychmiast przekazałem to Kriegowi. Dalsza droga do miasta przebiegła spokojnie.

Niestety wystarczyło żebym wyjechał na dwie godziny, a w tym czasie książę dał się obalić przez podstępnego Igora dowodzącego bielskimi Nosferatu, dając się nabrać na jedną z prostszych sztuczek. Krieg miał jednak szczęście, bo przed pewną śmiercią z rąk nowego władcy miasta uratował go Peter. Teraz były książę gdzieś się ukrywa lub wyjechał z miasta.

Wygląda na to, że przez jakiś czas będziemy musieli użerać się z Igorem. Polska to rzeczywiście republika bananowa, w której rządy zmieniają się szybciej niż pogoda, tak jak mi mówiono.

Muszę przyznać, że nie rozumiem do końca Kriega. Na jego miejscu od razu zebrałbym wierne klany obiecując złote góry i uderzyłbym na Nosferatu. Myślę, że gdyby zaoferował odpowiednio dużo, poparliby go Giovanni, Tremere, Brujah i Malkavian. Pod przywództwem Janine klan Torreador wsparłby go lub przynajmniej zachował neutralność. Ventrue widząc przewagę innych nie ośmieliliby się ruszyć. Dogadałbym się nawet z wilkołakami oferując pomoc w ochronie Cearnu w zamian za walkę z Igorem. Nie podejmując walki, były władca legitymizuje przejętą nielegalnie władzę, jednocześnie sprawiając, że klany którym nie podoba się ta sytuacja bez silnego przywódcy, czują się zatomizowane.

Nie jest to jednak do końca moim zmartwieniem. Tak długo jak mogę skupić się na sprawach klanu i nikt nie patrzy mi na ręce, nie czuję wyraźnej potrzeby kolejnej zmiany władzy. Poprzedni książę totalnie ignorował działania naszego klanu, co było idealne, nie był jednak zbyt hojny, jeśli chodzi o rozdawanie przysług i przywilejów. Gdyby tak było raczej nie doszłoby do przewrotu, bo nasza “inwestycja” byłaby na pewno dobrze chroniona. Szansą Kriega było zostanie marionetką poszczególnych klanów, wtedy jego władza byłaby bezpieczna. W momencie, w którym nie okazał wystarczającej wdzięczności siłom, które doprowadziły go do tronu, jego koniec był tylko kwestią czasu. Pytaniem było tylko kiedy? Były książę okazał się jednak na tyle uparty, by nie dostrzec tej prawidłowości.

View
Czas Igora

…po wyczyszczeniu wspomnień Lacrimosie kolejne negocjacje przebiegły podobnie jak pierwsze, nic się nie dowiedzieliśmy. Krieg przetestował w czasie dnia swoje zabezpieczenia w zamku i nie wypadły najlepiej, gdyż laska uciekła/umarła, tak czy tak zniknęła. Następnego wieczoru ktoś podrzucił pod Elizjum zakołkowanego Anarcha. Przekazał nam jakieś nowiny o Alchemiku i przyznał się do bazgrania na ścianie w Od Zmierzchu do Świtu w dniu otwarcia. Bardzo nie chciał dostać się w łapy Tremerów, więc książę właśnie Tremerom go oddał. Wcześniej opowiedział nam historię Romea i Julii, Romeo należący do rodziny Giovanni spotyka się potajemnie z Julią z rodziny Sabat. Paolo Marco Giovanni wykorzystał ich zakazany związek do skontaktowania się z Lucjuszem Sabat, który opowiedział mu o jego trwającej sto lat wendecie na Alchemiku. Lucjusz bardzo poważnie do niej podchodzi, bo chce zesłać go do Otchłani, żeby cierpiał tam przez wieczność.

W międzyczasie z jeszcze-wtedy-Księciem skontaktował się Igor pod maską Hughalhuta i dał mu gnata z przed kilku setek lat i powiedział, żeby poszedł zabić Alchemika, który jest w Komorowicach. A od zdominowanego Szeryfa dowiedziano się, że Stefan zabił syna Alchemika, co też Stefan sam powiedział i nie widział w tym nic złego. No więc Krieg wrzucił Stefana do więzienia, po czym udał się na łowy razem z Ogarami i Moorem. Mnie też tam chciał zabrać, ale musiałem pilnie odebrać przesyłkę krwi dla wampirów z Bielska, co też uczyniłem. Następne o czym się dowiedziałem, to że księciem jest Igor. Były książę został wrzucony do innego wymiaru przez Piotra, z którego w każdym momencie może go wyciągnąć. Powiedziałem Peterowi, żeby przekazał Kriegowi, że mogę na niego rzucić iluzję, by mógł się ukrywać i dalej przebywać w mieście. Nie wiem czy przystanie na moją propozycję. Teraz muszę się dowiedzieć od Igora, czy transport krwi jest im dalej potrzebny i na jakich warunkach będzie on się odbywał.

View
Fist Fucked by Satan

Gówno w końcu trafiło w wentylator. Zostaliśmy kolektywnie wydymani. Igor, który zajebał Hughalhuta już jakiś czas temu i bawił się z nami jak z dziećmi, przejął władzę w mieście. Blumer to ściema, którą nam popychał, żebyśmy za nim latali i szukali jakiś fałszywych tropów.

Stefan zabił syna alchemika w szale (allegedly). Szeryf widział (allegedly), a Stefan wziął Igora i zdominował Szeryfa (allegedly) i sam został zdominowany (truly).

Hughalhut (Igor) przyszedł do mnie i powiedział, że mają alchemika w jakiejś fabryce w komorowicach. Przyniósł niby broń, która miałaby go zabić – stara rusznica z XVII w. Nic z niej nie wyczytałem. Wiedziałem, że to ściema, ale sądziłem, że ktoś zdominowal Hughalhuta, tak samo jak szeryfa i ogara, ale tegom się nie spodziewał. Wysłałem tam ogary, a także poprosiłem Moora i resztę o pomoc. Obraz z drona nic nie pokazał. Nawet na czujnikach nic nie było. Wiedzieliśmy, że to jakaś pułapka, dlatego postępowaliśmy ostrożnie. Nawet Peter się przypałętał, żeby pomóc. Potem Paolo Marco zadzwonił i powiedział, że alchemik jest na pewno w Cieszynie u barona anarchów. Nakazałem odwrót, ponieważ spodziewałem się ataku anarchów. Wtem pojawił się Hughalhut i dwaj inni nosferatu, który nalegał na atak na fabrykę. Wyciągnąłem złotą spluwę, chcąc mu odstrzelić łeb, ale był szybki jak demon i zabrał mi broń jak dziecku. Strzału z drugiego obrzyna uniknął.

W końcu zrzucił maskę i oto się ukazał Igor. Wiedziałem że mam przejebane. Ogary wróciły, ale przyszło jeszcze kilku nosferatu. Chujek zmienił złotą broń w berło i jabłko i ogłosił się księciem. Cóż za bufon wstrętny. Szpetny skurwysyn stwierdził że mnie zabije, więc chciałem mu jeszcze na odchodniaczka wypalić, ale nagle przytrzymał mnie Vasyl, a Peter dźgnął mnie sztyletem i nagle pojawiłem się w dziwnym, ciemnym miejscu.
Czas dziwnie tam płynął, więc nie wiedziałem jak długo tam jestem, ale w końcu wydostałem się. na zewnątrz. Peter mnie uratował, zamykając w sztylecie, a na moim miejscu pojawiło się sztuczne ciało. Najwyraźniej było przekonywujące na tyle, że Igor uwierzył w moją śmierć. Teraz muszę się ukrywać. To dobry moment, żeby zniknąć i przeczekać. Jestem pewien, że Igor długo nie zabawi w tym mieście. Janine chyba nie będzie pocieszona. Albo może ona mu pomogła. Chuj to wie, co jej do łba szczeli. Nie zamierzam nikogo wyprowadzać z błędu o mojej śmierci. Przynajmniej dopóki Igor jest na chodzie. Ech, przynajmniej w końcu nie muszę się użerać z tym pieprzonym miastem. Bycie księciem było ciekawe, ale już mi się znudziło. Prawie mi żal Igora. Biedulek zawsze chciał być księciem. W cieniu lepszych od siebie i w końcu mu się udało po wielkich trudach wyrwać władzę od niedoświadczonego, młodego wampira. Gratki. Nie mogę się doczekać, aż rada primogenów się kolektywnie dobierze do jego pomarszczonej dupy, a potem Open season na nosferatu.

View
Wolf's Lair
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Dzisiejszej nocy po raz pierwszy odwiedziłem Caern wilkołaków. Przypuszczam że ten bielski nie należy do normalnych. Wilkołaki oczywiście są nie ufne i cały czas patrzą nam na ręce, czy to jawnie, czy to ze świata duchów. Widać, że rozpaczliwie poszukują sprzymierzeńców. Zaprzęgły do pracy nawet spaczone duchy które zazwyczaj są im wrogie. Okazuje się, że nie jesteśmy też jedynymi wampirami, którzy zgodzili sie im pomóc. Do miasta przybył Tzimisce należący do sabatu. Prowadzi dla nich obecnie jakieś eksprerymenty, do których chętnie przyłączył się Jadranko. Tzimisce poinformowal mnie, że Tancerze czarnej spirali również zwerbowali pomoc i w mieście już teraz znajduje się przynajmniej jedna koteria sabatu. Będziemy musieli przygotowac sie równiez na atak Kainitów. Poinformowałem o wszystkim Neumanna i pomimo mojej rady nie zdecydował się ogłosić krwawych łowów, ale obiecał rozesłac po mieście informację o przebywających tu sabatnikach.
Do Caernu przybyła również grupa Ghuli noszących jednolite insygnia rodu von Carstein. Twierdzą, że przybyli, aby przejąć z rąk wilkołaków obronę Dworu Cieni. Wygląda na to, że to miejsce może mieć coś wspólnego z ostatnimi wydarzeniami, w tym zniszczeniem siedziby klanu Giovani. Zarówno wilkołaki jak i ghule twierdzą, że z Dworu coś się wydostało. Niestety moja wiedza na temat legend wilkołaków jest niewielka, ale przypuszczam, że Zbych udzieli Ci na ten temat więcej informacji.
Tej samej nocy odbyło się otwarcie nowego elizjum. Niemann po raz kolejny pokazał, że jest idiotą i nie ma za grosz smaku. Klan stwaił się w doskonałej większości, jednak ja nie miałem zamiaru zostawać tam dłużej niż to konieczne. Wyglądało jakby Rilette próbowala mnie zatrzymać, jednak nie bardzo wiem jaki miała w tym cel.
Oczywiście moje słowa się sprawdziły i rażące zaniedbania bezpieczeństwa zostały wykorzystane. Na teren Elizjum dostał się Alchemik wraz ze współpracownikiem. Udało im się zabić jednego śmiertelnika i wprowadzić w torpor jednego z Ventrue. Wspomniany współpracownik zostawił też na miejscu pieczęć będącą efektem magii krwi praktykowanej przez Anarchistów. Moja prośba o przekazanie tego, co z tej pieczęci zostało, Klanowi oczywiście była zignorowana. Skoro Niemann nie potrzebuje naszej pomocy to nie będziemy się narzucać.
Dosyć palącym problemem stały się nagle braki w dostawach krwi, jak sie okazało Niemannowi udało się zrazić do siebie Księcia Katowic, a ten w odwecie nie dopuszcza dostaw do Bielska. Zaoferowałem że zajmę się dostarczeniem krwi Bielskim spokrewnionym, na co Niemann przystał. To doskonale wpasowuje się w nasze plany, chyba czas rozpocząć fazę drugą…

View
First rule of Fight Club
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…najwięcej czasu zajmuje mi organizacja Klanu do obronny Caernu. Regent pomimo swoich zapewnień odmówił mi czynnej pomocy straszych. Pomogą prz odprawianiu rytuałów, jednak nie będą brać udziału w walce. Będę musiał poradzić sobie przy pomocy akolitów i ghuli. Przygotowania idą pełną parą. Stawka jest bardzo wysoka.
Sojusz z wilkołakami już przynosi swoje pierwsze owoce. Udało mi się spotkać z Bielszczaninem, naczelnym duchem miasta. Obiecał mi on swą współpracę, a nawet oddał w służbę pomniejszego ducha, którego mam zamiar zamknąć w fetyszu. Bielszczanin wydaje się mieć podobne do moich zainteresowania. Zależy mu na rozwoju miasta i sądzę, że świetnie się dogadamy.
Wśród społeczności Spokrewnionych zaczęły ostatnio krążyć plotki o nielegalnych walkach organizowanych na peryferiach miasta. Nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie pogłoski o tym że niektórzy z walczących stali się ostatnio “nadnaturalnie silni, szybcy i wytrzymali”. Nie trudno domyślić się że w sprawę może być zaangażowana Vitae.
Niemann zlecił zbadanie sprawy swoim ogarom, a konkretnie temu który dla nas pracuje. Okazuje się, że walki to tylko wierzchołek góry lodowej i możemy mieć do czynienia z monstrualnym naruszeniem maskarady. Nie dosyć, że walczący istotnie używają Vitae, to co gorsza należą do bielskiej jednostki wojskowej. Po przesłuchaniu jednego z nich dowiedziałem się, że ich dowódca niegdyś ściśle współpracował z doskonale znaną nam już dr. Blaskovisch. Są świadomi istnienia Spokrewnionych, ale nie wydają sie mieć pojęcia o skali “problemu”. W związku z tym, że są nadzwyczaj dobrze uzbrojeni i wyszkoleni, pozbycie się całej jednostki może być trudne. Wydaje się, że działają na zasadzie zbliżonej do kultu, jednak bez dokładniejszych informacji będzie mi ciężko przeciwdziałać.
Wygląda na to że stoimy przed kolejnym kryzysem…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.