V.V.C.: Vampire Vitae Community

Nieprzygoda jedna wielka
Koniec neapolu

Jako że wieczór był młody, postanowiłem przejść się na plażę pooglądać morze, którego dawno nie widziałem. Podczas spaceru wyczułem, że ktoś mnie obserwuje, co nie było zbytnim zaskoczeniem, jednak postanowiłem zbyt długo tam nie zostawać.

Mieszkańcy Neapolu, dbali o to byśmy się nie nudzili, więc Malkav megaloman zorganizował przedstawienie, w Krypcie, należącej ponoć do przedwiecznego wampira, a dokładniej w jaskini, z której wchodziło się do krypty. Dzięki muzyce czy innym pokazom, mieliśmy zgłębić naturę tego miejsca lub wampira, który w nim spał, a następnie zobaczyć być może w końcu jego kryptę.

Wieczór zaczął się od nierozstrzygniętego pojedynku z Ventrue i każdy z nas wygłosił recenzję wczorajszego przestawienia. Lokalna Harpia ogłosiła, że zakończyło się to remisem i poprosiła o dogrywkę, w której ostatecznie zostałem ogłoszony zwycięzcą. (chyba)

W międzyczasie Moore i Fitzpatrick, chcieli dostać się do krypty, obrażając przy tym gospodarza imprezy i jego metody, na co się obraził i zabronił im wejścia do krypty, bo i tak nie docenią i zepsują atmosferę. Moore też się obraził i wyszedł w pośpiechu.

Każdy, który miał coś do zaprezentowania mógł to zrobić, więc Jennifer postanowiła dać koncert na harfie. Nawet nie wiedziałem że tak pięknie potrafi grać, i widziałem że kilku wśród zgromadzonych toreadorów, a także Malkav wpadli w zachwyt i całkowicie byli pochłonięci jej grą.

Nie trwało to długo, gdyż nagle Malkav stanął w płomieniach i zapanowała panika. Zdjąłem kurtkę i próbowałem go ugasić, jednak nic to nie dało, ewidentnie był to skutek jakiejś magii, a płomienie nie były zwyczajne. Wył i czołgał się, i po dłuższej chwili nie pozostało z niego nic, poza popiołem. Wkrótce po tym zjawiły się ogary, które wyprowadziły Fitzpatricka z krypty, a także przyprowadzili Ravnosa. Okazało się że mamy godzinę na wyniesienie się z miasta, gdyż ponoć my byliśmy winni temu co zaszło, a przy okazji włamaniu do krypty przez Antona.

Nie było szansy na negocjacje i obronę, a byli dość stanowczy. Przeprosiłem więc za zaistniałą sytuację i udałem się na samolot.

Na miejscu nie czekało nas miłe powitanie. Misja okazała się klęską, a my zostaliśmy zdyskredytowani i odsunięci od polityki miasta. Zostałem pozbawiony pozycji ogara, a Moore regenta. Benjamin Skalski zostanie wybrany na Duxa Bellorum, a miasto zostanie rzucone sabatowi na pożarcie.

Byłem zbyt oszołomiony zaistniałą sytuacją, zeby do końca pojąć co się dzieje. Moje działania były bez zarzutu. Wszelkie zarzuty wskazywały na Tremerów i to oni poddali się każe w Neapolu za zaistniałą sytuację, co wskazuje na Moora, jako głównego podejrzanego, biorąc pod uwagę jego kłótnię z malkavianem.

Książę dał nam ostatnią szansę, na wyjście z sytuacji z honorem – samobójcza misja na terytorium Sabatu. Zgodziłem się bez wahania, jednak reszta grupy nie miała dylematów i nie zgodziła się.
W rozmowie z nimi, stwierdzili że mają wszystko w dupie, nie będą się angażować w politykę i zajmą się swoimi celami, związanymi ze starym księciem Bielska i Dworem Cienii, nie przejmowali się nawet groźbą wyrzucenia z własnych klanów (Ci co mają).

Udałem się do mojej primogen, która pochwaliła mnie za moje starania i wyraziła ubolewanie z zaistniałej sytuacji. Uzgodniłem z nią, że na razie będę dalej trzymał się z Grupą Okultystyczną i kontrolował ich poczynania, a nawet im pomagał. A także patrzył na zachowania Sabbatu i Camarilli i czekał na ruch którejś z nich.

View
Kwestia smaku

Następnego wieczoru w Neapolu, wybraliśmy się do opery, na przedstawienie organizowane przez jednego z neapolitańczyków.

We foyer wdałem się w sprzeczkę z jednym z Ventrue, z klubu gentelmenów, który chciał sprawdzić mój zmysł estetyki. Neapolitańczycy nudzą się w tym mieście, gdyż niewiele się w nim dzieje. Wszelkie ruchy w pionie, są powolne i rzadkie, wymyślają więc co tylko mogą, aby urozmaicić sobie nieżycie. Jednym z takich urozmaiceń, są nieustanne zakłady o cokolwiek. Ventrue ten, założył się ze mną, kto lepiej będzie w stanie ocenić nadchodzącą sztukę. Jeśli wygram, pokaże to że nie jestem tylko tępym żołnierzem i byłym sabatnikiem mordercą,, co chce udowodnić mój opponent.

Spotkaliśmy też Malkaviana, który był inną z opcji zaistnienia w mieście, jako że miał znaczącą pozycję, a także być może zajmował się czymś interesującym. Twierdził bowiem, że znalazł kryptę należącą do starożytnego wampira. Moore i Anton od razu zainteresowali się znaleziskiem i chcieli je natychmiast zobaczyć, jednak zbył ich twierdząc że są niegodni. Jego podejście oczywiście było ekscentryczne, bowiem twierdził że tylko przez sztukę i uczucia, można poznać prawdę o tym miejscu, a empiryczne podejście Tremerów, czy Giovanni, naruszyło by spokój tego miejsca. Co oczywiście rozeźliło mocno Moora, zwłaszcza że Tremerzy zdawali się ignorować te najnowsze odkrycia. Nie pomogło też, że gość był megalomanem i wszyscy wokół prawili mu komplementy, aż mi było niedobrze. W końcu rozległy się dzwonki.

Siedziałem więc i oglądałem przedstawienie, jednak poziom był niebezpiecznie bliski mułu i niesmak pozostał. W przerwie, na scenę wyszedł Książę Felloni, wraz z szeryfem i Ravnosem. Ów Ravnos, złamał tradycje i miał zostać stracony na scenie, ku uciesze gawiedzi. Jednak zanim do egzekucji doszło, zgasły światła i włączyły się spryskiwacze, a w zamieszaniu, do którego doszło, Ravnos zbiegł, a szeryf został zamordowany.

Wampiry uciekały w panice, jednak wydaje się że ta cała sytuacja miała na nas wywrzeć jakieś wrażenie, że wcale nie są nudnym miastem, tylko coś się u nich dzieje. Nie wiem do końca, w co pogrywa książę, jednak na pewno czemuś to służy.

View
Śpiące wulkany, to jeno łyse góry
Wyprawa do neapolu

Rozgrywki polityczne o pozycję Duxa Belorum, wśród mojego klanu weszły w decydującą fazę. Książę wysłał nas z misją do księcia Neapolu, aby odzyskać talię kart, o wartościach symbolicznych wśród klanu Ventrue. Jej posiadacz ma być następnym wodzem. Ponoć najlepiej dla naszego miasta byłoby, aby stał się nim Morven Muir, jednak jego pozycja jest na tyle słaba, że bez talii nie ma szans, a wtedy zwycięży Benjamin Skalski, który nie znosi naszego miasta i chętnie je zniszczy w wojnie z sabbatem.

Wylecieliśmy samolotem i od razu udaliśmy się do ogromnego pałacu księcia Neapolu – Paulo Felloni. Społeczność kainitów w Neapolu jak się dowiedzieliśmy to ok 300 wampirów z Camarilli i 100 “niezrzeszonych” czy innych anarchistów, wyrzutków.

Książę przyjmował nas pojedynczo i już po chwili rozmowy, okazało się że dokładnie wie po co przybyliśmy, o czym otwarcie poinformował go Paolo Marco. Wydaje się że monsieur Felloni był podniecony na myśl o zbliżających się rozgrywkach. Sam nieco kulałem w towarzystwie. Po długiej walce, czułem się nie na miejscu i musiałem bardzo się starać, aby przypomnieć sobie cywilne konwenanse.

Lokalne wampiry były nami mocno zainteresowane, ale szybko się zorientowaliśmy, że Ci, którzy najwięcej gadają, mają najmniej do powiedzenia w tym mieście. Musieliśmy zabiegać o względy jednego z trzech wpływowych “klubów”. Ja wybrałem “klub gentelmenów”, którzy nimi na pewno nie byli. Głównie składali się z klanu Ventrue i innych wyższych klanów. Od razu chcieli mnie zdeprejonować moim dawnym członkowstwem w sekcie, ale nie dałem się. Musiałem się próżnie chwalić moimi zainteresowaniami szermierką, jazdą konną czy polowaniami, co wywołało pewne zainteresowanie, jednak szału nie było.

Oficjalnie jako Szeryf Bielska, przybyłem werbować dzielnych wojowników, do walki z sabbatem. Część młodzików wykazała się zainteresowaniem, nudnym miejskim życiem, jednak nie byli by zbyt przydatni.

Otrzymaliśmy zaproszenie do Opery, które miało dać się nam wykazać i wspiąć się na wyższe szczeble spółecznej drabiny.

View
Make Bielsko-Biała great again
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Poinformowałem Księcia o ostatnich wyczynach Ravnosa i nie zdziwiłem się kiedy wezwał całą grupę na spotkanie. O dziwo groźba odebrania domeny poskutkowała dość szybko i Salubri jeszcze tego samego wieczora znalazł się z powrotem w naszych rękach, niestety nie poszło tak gładko jak bym tego chciał, podczas akcji pojmania go skądś padł strzał który doprowadził naszego ptaszka do torporu, sprawcy nie udało się niestety ująć. Jestem zatem w punkcie wyjścia.
Kolejnym elementem obrad była sytuacja istot nadnaturalnych w mieście, Lodinowi bardzo się nie podoba to że za sąsiadów mamy wilkołaki i inne dziwniejsze nawet stworzenia, chce abyśmy aktywnie je osłabiali tak aby po wygraniu wojny z Sabatem można było się ich zupełnie pozbyć z miasta. Mam dosyć mieszane uczucia co do tego planu, wiem że nie są naszymi przyjaciółmi jednak jak dotąd kruche przymierze z duchami i zmiennokształtnymi przyniosło mi same zyski. Nie mogę zapominać, że Bielsko-Biała to tylko jedno miasto a my Mistrzu toczymy przecież dużo szerzej zakrojoną grę. Istnieje oczywiście spore ryzyko że wilkołaki wpadną na podobny pomysł i same nas zaatakują jak tylko przeminie zagrożenie ze strony Sabatu, musimy rzecz jasna zabezpieczyć się na ten wypadek. Moim zdaniem należałoby znaleźć nowe źródło potęgi, takie na którym nie położył jeszcze łapy nikt inny w mieście, takim miejscem może być Dwór Cieni jednak obecność Giovanni mocno utrudni nam zbadanie tego potencjału. Infernalizm nie wchodzi oczywiście w grę, ale co gdyby udało nam się dotrzeć w jakiś sposób do potencjału który straciliśmy jako magowie podczas naszej przemiany w Spokrewnionych? Wiem że na pewno już tego próbowano, jednak niedawne wydarzenia związane z moim powrotem do śmiertelności podsuwają mi kilka teorii które chciałbym sprawdzić, wiemy też na pewno że Magowie posiadają umiejętność przywracania Avatarów, nawet tych które zostały zniszczone… będę wdzięczny za wszelkie informacje dotyczące podobnych eksperymentów.
Po spotkaniu z księciem udaliśmy się do siedziby Kuei Jin mieszkającej w mieście, tej samej którą mieliśmy zabić dla Wróżek, okazało się że chce tylko aby zostawić ją w spokoju. Była tak zadufana w sobie że nawet zaoferowała że zabije dowolnego Wampira którego jej wskażemy, nie wiele myśląc podałem imię Juan Ponce de Leon. Jeśli się wywiąże to dobrze dla nas, jeśli nie to wypędzimy ją z miasta lub zabijemy i też dobrze dla nas, takie negocjacje lubię, Katarina byłaby ze mnie dumna…

View
Mroczna wieża
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Sprawy odrobinę się uspokoiły, nadal mieliśmy oczywiście na głowie oblężenie Sabatu, jednak były też inne sprawy które wymagały mojej uwagi. Zdecydowaliśmy że pierwszym co należy zrobić to zbadanie tzw. Wieżowca Księcia, ostatniej siedziby Igora. Woleliśmy uniknąć kolejnych niespodzianek które mógł przygotować dla nas podczas swoich krótkich ale jakże burzliwych rządów.
Już samo dostanie się do budynku przerosło możliwości moich kompanów, stali przed wejściem spierając się jak najsprytniej wejść do środka, podczas gdy ja zastanawiałem się głównie dlaczego właściwie nadal się z nimi zadaję. W końcu jak należało się po nim spodziewać Ravnos wszedł przez główne wejście i zmylił ochroniarza swoimi prostackimi sztuczkami. Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro gdzie czekał na nas gabinet Igora, zabezpieczenia były naprawdę wysokiej klasy jednak i tutaj grupa pokazała że ma tyle finezji co młot pneumatyczny i po prostu wywaliła drzwi siłą. Oczywiście zadziałały systemy alarmowe, pokazało się nam nawet nagranie Igora który ostrzegał intruzów przed wtargnięciem. Był nawet tak miły że otworzył nam windę dając ostatnią szansę na wycofanie się, próbowałem podpuścić resztę aby ktoś do niej wszedł bo byłem ciekaw co się stanie, niestety ku mojemu rozczarowaniu kiedy winda spadała nie był w niej nikogo, może następnym razem…
Wyglądało na to że coś jeszcze czaiło się w korytarzach, okazało się iluzją minotaura która miała odstraszać intruzów. Bo krótkiej i bezowocnej walce z widziadłem postanowiliśmy się rozdzielić : ja i Anton poszliśmy piętro wyżej (schodami) przeszukać coś co chyba było pracownią Igora, znaleźliśmy trochę dokumentów i książek które zabrałem i pudełko łamigłówkę podobne do tego jakie kiedyś sprzedałem Antonowi – mówię Ci mistrzu, pożądanie jakie zobaczyłem w jego oczach na widok tego przedmiotu było dość niepokojące, ale niech ma, od dawna wiemy że te łamigłówki to pułapki.
Co ciekawsze w pokoju czekała na nas zjawa która przedstawiła się jako Książę Julian, na wpół legendarny już, zniszczony prawdziwą śmiercią władca Bielska. Wtajemniczył nas nieco w działania Igora i ich cel, a nawet więcej oczekiwał że będziemy kontynuować jego dzieło. Powiedziałem że się zastanowię gdyż nigdy nie wiadomo do czego może mi się przydać taka znajomość, jednak mam coraz większe opory jeśli chodzi o pracę dla osób które umarły i czegoś ode mnie chcą, a dziwnym trafem jest ich ostatnio wysyp.
Wróciliśmy do reszty grupy, byli dziwnie milczący na temat tego co robili podczas mojej nieobecności jednak na szczęście były sposoby aby się tego dowiedzieć…

View
Na zachód!

Autostradą z Cieszyna do Bielska-Białej jechał sobie transport narkotyków dla garnizonu bielskiego. Z okazji takiej, że garnizon sobie pojechał w siną dal, ktoś musiał się tym zająć. Padło na mnie, bo nikt inny się nie zgłosił. Przebrałem się za dowódcę, ludzie od Grabaża za wojskowych. Razem wyjechaliśmy im naprzeciw, zanim jeszcze dotarli do miasta. Setyta dowodzący miał trochę wyjebane i przekazał nam cały transport z którym udałem się obwodnicą w stronę Krakowa. Skorgen Kaban czekał na miejscu, a ja mogłem udać się na lotnisko.

Podróż do Neapolu na pokładzie prywatnego samolotu minęła bez komplikacji. Na lotnisku natomiast od razu zostałem napadnięty i zaproszony na spotkanie z Królem Żebraków, czy jakkolwiek go tytułują. Jegomość jest Ravnosem i stara się panować nad zgrają wampirów, które wolą nie przedstawiać się Księciu Neapolu, z Camarilli, tfu! Udałem się niezwłocznie na spotkanie, gdyż i tak nie miałem żadnego planu. Samo miasteczko przypadło mi do gustu, kolorowe domki, morze, Wezuwiusz, tylko ludzie jacyś popierdoleni.

Ravnos ‘przywódca’ okazał się lekką cipką. Niby coś mu się nie podoba. Książę tego miasta robi go trochę w chuja, a ten szczeka, ale nie ugryzie. Z drugiej strony tamten też się tylko z nim droczy. Żaden nie chce za bardzo obrazić tego drugiego. Wydaje mi się, że pasuje im ta sytuacja, przyzwyczajeni do braku zmian siedzą na dupie i nic nie robią. Zobaczymy czy nasza krótka wizyta zmieni coś w ich postrzeganiu świata. Tak czy owak przystałem na propozycje zaburzenia spokoju wampirów podległych Księciu. Pomysł był shackowania smartphonów na jakiejś tam ich imprezie. Miałem być włamyhobbitem i w ogóle, ukrytym w cieniu kieszonkowcem. Powiedziałem, że gardzę nimi i jak chcą to mogą sami się za mnie przebrać i to zrobić, bo ja niby byłem zaproszony w tamto miejsce, na tę ich sztukę. Ja za to będę hackował, bo oni pewnie się na tym nie znają zbyt dobrze. Napisałem jeszcze takiego małego wirusa, co im zrobi dobrze, jak już sobie pojadę. No i nic się nie działo dalej ciekawego, więc przejąłem dla zabawy kontrolę nad tą ich całą obsługą elektroniczną wszystkich alarmów, zabezpieczeń i czego oni tam nie mieli. W środku występu okazało się, że został złapany Ravnos podający się za mnie i chcieli go stracić na scenie! Nicponie! Wyłączyłem więc światła, uruchomiłem zraszacze krwi i wody na całą bandę tych dupków. Spróbowałem tez przekonać Antona do interwencji, ale okazał się bezużyteczny. Ravnos wziął sprawy w swoje ręce i zabił trzymającego go szeryfa i uciekł. No i to by było na tyle.

View
Sprzątania c.d.

Tej nocy książę wezwał nas do siebie i dostaliśmy reprymendę, choć nie do końca wiem za co. Chyba ktoś mu powiedział coś o Salubri i się wściekł. Pociął nam domeny i groził. Bezsensowna kara, nic nie wnosząca.

Jednak zrobił mądrą rzecz, a mianowicie chce się pozbyć wszystkich supernaturali, nie wampirów z miasta, a przedtem maksymalnie ich wykorzystać. Słusznie, ten sojusz z Wilkołakami i tak chyba był bardziej korzystny dla nich, niż dla nas, a zaczynają zdobywać przewagę. Nie może to dłużej trwać. Co do innych – margines, choć na pewno łatwiej rządzić, jeśli Giovanni nie będą się babrać z duchami.

Tropek wciąż wydzwaniał a porpos garnizonu, który zdezerterował zostawiając za sobą stosy trupów. Najpierw skonsultowałem się z Łucją, jak mam do niego się zabrać, jako że ma wobec niego plany. Odparła, że ona się nim zajmie (o ile się nie mylę).
Dodatkowo zadzwonił mój stary przyjaciel i spotkaliśmy się w zwyczajowym miejscu. Zgodziliśmy się na umiarkowaną wymianę informacji i życzyliśmy sobie powodzenia. Mam nadzieje że nie spotkam go w boju.

View
Squat po Igorze

Udaliśmy się do wieżowca byłego księcia, żeby sprawdzić co Igor tam kombinował, skoro jego rytuał odprawiony na kartach, odpalił się w czasie ataku Sabbatu.

Po małych problemach z wejsciem, natknęliśmy się na straszaki i systemy alarmowe, które zamontował Igor. Nie robiliśmy sobie z nich większych problemów. Ciekawą sprawą był Minotaur, którego przekonaliśmy że nie ma tu co robić i żeby sobie poszedł.
Najciekawszą sprawą był Salubri, który wymyka się różnym grupom. Nam też by się wymknął, jako że szybki i śliski z niego drań, ale Dragomirowi udało się go pochwycić. Okazało się że niewiele wie i wogóle jest nieprzydatnym kuriozum, więc pozwoliłem im sobie go zabrać, więc Dragomir gdzieś go zabrał.

Moore z Antonem wrócili i ponoć się czegoś dowiedzieli więcej, co tu Igor kombinował, choć niebyli zbyt rozmowni. Sprawa załatwiona, więc opuściliśmy ten squat dla salubri i minotaurów.

View
Onto the furnace of war!

Nagle wśród nosferatu pojawił się Anton, którzy w czwórke sie na niego rzucili i cie prawie zabilii, ale ukrył się w ciemności
HHH rzucił cloak of the gathering i zniknął z kilkoma nosferatu.
Ja zaś walczyłem z jednym nosferatu i szlachtą i po straszliwym pechu, odniosłem poważne rany (witek rzucił 7 obrażen, ja rzucałem same pały na 11 kostkach wyparowań i spadłem na na incapacitated), jednak mój duch walki zwyciężył (ale sie wyleczyłem i zajebałem nosferatu i szlachtę jednego, ale zajeło mi to 3 tury. W pierwszej nawet go nie trafiłem, w drugiej mu wbiłem chyba trochę. Na 15 kostek obrażeń zadałem np. szlachcie 3. Takie tam.)
Ktoś nękał tremerów z fireballami, a snajperzy mordowali nosferatu i Luciano do torporu, ale wstał wypełniony ciemnością i już mu lepiej.
Książę został napadnięty (zgangbangowany), ale pomógł mu setyta, jednak w wirze walki padł. (ale assamitka go dźgnęła zatrutym sztyletem, zatargała do twojej ciemności i upierdoliła mu łeb.)
Moore epicko spierdołił przez ścianę, tak jak i Giovanni.
Następnie przybyli z odsieczą wilkołaków, duchów i innych wynaturzeń i odparliśmy atak sabatu. Przed tym wszystkim zażądał dla Tremerów pozycji księcia, na co Maciek przystał. Po ataku on, Janine i Krieg opuścili miasto.

(Następnie sprzedał wilkołakom 1/3 bielska od szyndzielni do folwarku, i partyzantów czyli cygański las, mikuszowice itp. W zamian zaatakowały sabat i pomogą bronić bielska przed sabbatem. Tymon zgodził się wypierdolić 2/3 duchów z bielska, i Luca może se hasać do woli po mieście i dworze cienii. W zamian za to wysłał na rzeź z Harbringerami pozostałą 1/3 duchów, oraz hordy zombie. Do tego armie śmiertelników itepe. I sabat epicko się wycofał.
Zginęli wszyscy, którzy nie maja wpisu na VVC.
Do Orzecha przyszli setyci, oddali mu serca ravnosów i chcieli współpracować, zgodził się i powiedział im żeby pomogli sabatowi. Zostali epicko wyjebani.)

View
Sen

..i nagle stoję przed księciem tego miasta, znaczy tfu tfu wampirów tfu tfu Camarilli mieszkających w okolicy. Nie wiem skąd się tu wziąłem, co się dzieje. Ale nie daję nic po sobie poznać. Rozglądam się i widzę, że poza nami jest tu tylko reszta naszej grupy. Jesteśmy w trakcie rozmowy z nim, tym kolejnym. Nawet nie zdążyłem zapamiętać jak się nazywa, tak szybko się zmieniają na tej tak ważnej dla nich pozycji.
..okazuje się, że jesteśmy w trakcie wojny z Sabatem! Spoglądam za okno, ale nie widzę armii maszerujących, płonących kawałków betonu, a w ogóle to nic się nie dzieje. Jest całkiem spokojnie, jak co noc. Ale jeśli ten typek z Camarilli tak uważa, to nie będę go wyprowadzał z błędu, nie od tego w końcu jestem. Haha, chce on pozbyć się wszystkich nadnaturali z miasta, ale nie prędzej niż za rok. Jako, że ma na myśli walkę z wilkołakami, to jest to bezpieczny termin, gdyż prawdopodobnie wtedy już nie będzie księciem. Wygląda na to, że bardziej chce nas skłócić z nimi, albowiem Paolo Marco ma duchy, Moore się kuma z wilkołakami, a reszta pewnie też ma swoje sekrety. Chce osłabić naszą grupę, gdyż mamy pewnie według niego za duży wpływ na to co się dzieje w tym zabawnym mieście.
..ale czemu pomogłem Salubriemu? Czy pomogłem, nie wiem tego. Czy pomogłem mu uciec? Nie sądzę, ale ten Tremere podający się za księcia tak uważa. Zaraz przychodzi mu w sukurs drugi, Gabriel. Zaczynają zadawać pytania, ale nie daję się złapać na kłamstwie. Wiem bowiem, że przynajmniej jeden z nich potrafi je wyczuć, na 5 metrów. Chcą się dowiedzieć gdzie jest, mam go złapać, zabić, przynieść, nie zabijać, nie łapać, wypuścić, zwabić.. Jeśli tego nie zrobię to moja domena będzie ograniczona, nasza znaczy, Ravnosów! Ale czymże jest ta domena? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem.
..mówię Salubriemu, żeby poszedł wprost w ręce Tremerów i o to się kończy dla mnie z nim historia. Biedak nie miał nic do zaoferowania za to czego oczekiwał. Dostaję zaproszenie na występ, oczywiście udam się tam, nie może mnie przecież zabraknąć! Spotykam się z Grabażem i organizujemy, a to już nasza sprawa, tyle na dzisiaj..

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.