V.V.C.: Vampire Vitae Community

Sen

..i nagle stoję przed księciem tego miasta, znaczy tfu tfu wampirów tfu tfu Camarilli mieszkających w okolicy. Nie wiem skąd się tu wziąłem, co się dzieje. Ale nie daję nic po sobie poznać. Rozglądam się i widzę, że poza nami jest tu tylko reszta naszej grupy. Jesteśmy w trakcie rozmowy z nim, tym kolejnym. Nawet nie zdążyłem zapamiętać jak się nazywa, tak szybko się zmieniają na tej tak ważnej dla nich pozycji.
..okazuje się, że jesteśmy w trakcie wojny z Sabatem! Spoglądam za okno, ale nie widzę armii maszerujących, płonących kawałków betonu, a w ogóle to nic się nie dzieje. Jest całkiem spokojnie, jak co noc. Ale jeśli ten typek z Camarilli tak uważa, to nie będę go wyprowadzał z błędu, nie od tego w końcu jestem. Haha, chce on pozbyć się wszystkich nadnaturali z miasta, ale nie prędzej niż za rok. Jako, że ma na myśli walkę z wilkołakami, to jest to bezpieczny termin, gdyż prawdopodobnie wtedy już nie będzie księciem. Wygląda na to, że bardziej chce nas skłócić z nimi, albowiem Paolo Marco ma duchy, Moore się kuma z wilkołakami, a reszta pewnie też ma swoje sekrety. Chce osłabić naszą grupę, gdyż mamy pewnie według niego za duży wpływ na to co się dzieje w tym zabawnym mieście.
..ale czemu pomogłem Salubriemu? Czy pomogłem, nie wiem tego. Czy pomogłem mu uciec? Nie sądzę, ale ten Tremere podający się za księcia tak uważa. Zaraz przychodzi mu w sukurs drugi, Gabriel. Zaczynają zadawać pytania, ale nie daję się złapać na kłamstwie. Wiem bowiem, że przynajmniej jeden z nich potrafi je wyczuć, na 5 metrów. Chcą się dowiedzieć gdzie jest, mam go złapać, zabić, przynieść, nie zabijać, nie łapać, wypuścić, zwabić.. Jeśli tego nie zrobię to moja domena będzie ograniczona, nasza znaczy, Ravnosów! Ale czymże jest ta domena? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem.
..mówię Salubriemu, żeby poszedł wprost w ręce Tremerów i o to się kończy dla mnie z nim historia. Biedak nie miał nic do zaoferowania za to czego oczekiwał. Dostaję zaproszenie na występ, oczywiście udam się tam, nie może mnie przecież zabraknąć! Spotykam się z Grabażem i organizujemy, a to już nasza sprawa, tyle na dzisiaj..

View
Tremer u władzy zawsze oznacza kłopoty,

Nowy książę zdecydowanie mi się nie podoba. To, że nas wezwał, to bylo oczywiste, jego żądania natomiast… Najpierw chciał byśmy zaczęli przygotowywać się na wojnę z Wilkołakami. A przy okazji chce byśm,y pozbyli się wszystkiego, co nie jest wampirem, oczywiscie najlepiej po tym, jak będą walczyć za Camarillę. A więc razem z Wilkołakami w kolejce do eksterminacji (ewentulanie wygnania) stoją: Kueijin, Feary, Duchy zmarłych, Duchy Umbry i wszelkie inne stworzenia. Założę się, ze ten zadufany pierdziel następnie zabierze się, za wszystko co nie jest Camarillą, a ostatecznie za wszystko co nie jest Tremere.
Nie dość, że dał nam zadanie, które oprócz bycia niskończenie glupim i krótkowzrocznym jest upierdliwe, to jeszcze wkurzył się o to, że nie udało nam się złapać Salubri i poucinał Domeny. Myślę, że to tylko jeszcze bardziej przyśpieszy kres, jego kandecji, której i tak nie wróżę sukcesu.
A, i można też zabijac każdego wampira, który oficjalnie w mieście nie przebywa. Z jednej strony to nawet interesująca perspektywa, z drugiej muszę szalenie uważać.
Paulo Marco wybył do Neapolu i zostawił nas ze swoim wielkim jak trzydzwiowa szafa i lekko nieokrzesanym ghoulem. Tej samej nocy jeszcze poszliśmy spotkac się z lokalna Kueijin, która niechętnie ale zgodziła się dokonac egzekucji jednego Sabatnika, w zamian za możliwość pozostania w mieście.
Gina poszła ustalac szczegóły swojego Recitalu, Toreador zniknał załatwiac sprawę Tropka, Moore pewno spiskuje ze swoim nowym przydupasem księciem, Ravnos poszedł się włóczyć a kiasyd chyba kombinuje coś na własną rękę. Mnie natomiast (a raczej AnneMarie) wezwała Anna.
Archontka w sposób typowy dla Toreadorów dała mi do zrozumienia, że ma dla mnie robotę szpiegowską. Mam być jej kontaktem z Wilkołakami, szczególnie mam zdobyć informację o Zbychu Gnatożuju. Z tego, co widzę justytariat nie chce wojny z Wilkołakami. Zadziwiajace jak ich mała sekta jest rozdarata, jak bardzo każdy wladyka gra w swoją własną politczną grę i jak bardzo brudne i niehonorowe są wszystkie te zakulisowe zagrywki.
Poszpieguję dla Anny. Chociazby po to, żeby zrobić na złość Magom.

View
Nawiedzony wiezowiec

Po uspokojeniu się atmosfery postanowiliśmy w końcu zbadac wieżowiec księcia. Zastanwialiśmy się, którędy będzie najlepiej dostać się do środka, w końcu Igor na pewno nie omieszkał zabezpieczyć swojej bezcennej siedziby. Debatę rpzerwała nam szybka akcja Ravnosa. Tym razem jego porywczość i olewactwo nie okazły się zgubne, bo rzeczywicie dość zręcznie spławił ochroniarza przy głównym wejściu i po prostu wparował do winy, która zawiozła nas na wyższe piętra.

Cay wieżowiec przesiąknięty był grozą. Powietzre wydawało się gęste i lepkie, czuć bylo zapach trupa, a i zdawało się nam, że słyszmy kroki. Próbowałam wybadać, co jest na rzeczy, ale za każdym razem tajemnicze źródło owych sensacji mi umykalo. W gainecie Igora objawił się nam on, jego nagranie? iluzja? Postraszył nas trochę, ale nikt z towarzyszy chyba nie przejał się za bardzo jego pustymi slowami.

Anton i Moore poszli dalej badać budynek, a ja wraz z rezstą postanowiliśmy podażać za tajemniczymi krokami i zapachem. Tropy doprowadziły nas do Minotaura! Stworzenie było potężne, ale postanowilśmy zostawić je w spokoju, a ono odwdzięczyło się tym samym. Dalej natknęliśmy się na Salubri. Zaczął opowiadac o rzeczach, które nic mi nie mówiły i które związane były z historią miasta, której nie dane mi było jeszcze poznać, a którą moi towarzysze zdawało się przeżywli na własnej skórze.
A potem próbował uciec, nie mogłam mu na to pozwolić. Niestety okazało się, że los mi nie sprzyjał i nie byłam w stanie go zranić. Dragomir złapał go w macki i wywiózł drania. Chyba gdzieś daleko.

View
Kolejny książę.

Walka, jak to w takich sytuacjach bywa okazała się być kompletnym chaosem. Sabatnicy wspierani przez garnizon, próbowali przedostać się dzrwiami, sufitem i wszelkimi innymi sposobami. Nosferatu rzuciły się w wir walki od środka. Szeryf i reszta ogarów rzuciły się do walki, a klany jak zawsze dbały przede wszystkim o swoje interesy. Tremarzy i Giovanni postanowili taktycznie wycofać się dużymi grupami reszta klanów tez próbowała się grupować, uciekać albo walczyć.
Dragomir zamiast walczyć z Sabatem, puszczał e stronę Giovanni kule ognia, Paulo Marco spieprzał wykazując się zaskakująca w jego przypadku klanową lojalnością. Moore też spieprzał, z resztą swoich przeklętych magów.
Osobiście nie miałam czasu na ten cały teatrzyk. Zamieszanie było najlepszą okazją do pozbycia się Fabio. Ten ku mojemu zdumieniu stanął po stronie księcia, co lekko komplikowało całą sytuację. Na szczęście w ferworze walki każdy zajęty byl sobą. Jakaś Lasombra próbowała mnie zaatakować, ale dała sobie spokój, zaskoczona moją próbą walki z Fabio oraz słowami, że nie mam nic przeciwko Sabatowi (tak po prawdzie to na prawde nie mam).
Zatrute sztylety zawsze zdją egzamin. Fabio padł zanim zdążył się zorientować, co się stało. |Zaciągnęłam go do pobliskich cieni Lasobry i tam w ciemności i ciszy upitoliłam mu łeb. Przynjamniej pozbyłam się jednrego problemu.

Oczywiscie jak zwykle w tym mieście, po tym drobnym incydencie nastąpiła zmiana władzy. Maciek zrezygnmował ze stanowsika (zanim to zrobil udało mi się jeszcze zapewnić go o swojej oczywiście bezgranicznej i nieskończonej lojalności wobec Camarilli) a nowym ksieciem został Lodim, z klanu Tremere. Nie znoszę tych aroganckich, bucowatych, przekoananych o swojej wyjatkowosci, przebiegłych magów. Jednak widząc, jak sprawy stoją myślę, że książę ten nie będzie rządził dlugo. To miasto musi mieć ciążącą nad soba klątwę. najlepiej trzymać się z dlaeka od władzy, blisko tylko na tyle, by być spokojnym o dlasze trwanie swojego niezycia.

View
Podobno marzec

Okazało się, że po tych ostatnich jasełkach nie ma co robić. Ravnosi się zadomowili z powrotem, zapoznałem ich ze zmianami w naszej siedzibie. Chyba będzie trzeba zająć resztę bunkrów. Skosiłem trawę, zasiałem czosnek i się trochę poopierdalałem.

Jako, że nuda mi doskwierała niemiłosiernie, udałem się ze znajomymi mi wampirami z klanów innych, do budynku byłych książąt bielska. Chyba już wszystkim ta nuda dała się we znaki, gdyż spędziliśmy z pół godziny na zastanawianie się czy wejść głównym, czy bocznym wejściem. A może przez okno, a może podkop, a może się tam teleportujemy. Może helikopter. Przerwałem te rozważania nie za bardzo konstruktywne i wszedłem głównym, zbyłem ochroniarza i udałem się do windy. Reszta tałatajstwa poszła za moim przykładem. Shakowałem windę i zawiozła nas na górne piętra. Tam znowu trzeba było zająć się oświetleniem, co też zrobiłem. Trochę się tam pokręciliśmy, pojawił się Igor na ścianach, gdy jakiś debil rozwalił drzwi do jego gabinety. Tym tez się zająłem.

Anton z Tremerem udali się gdzieś tam, a ja z Giovannimi i Arnoldem w stronę z której usłyszeliśmy jakieś hałasy, kopyta czy coś. Okazało się, że znajduje się tam 3 metrowy minotaur, czy jakiś inny zwierz. Całkiem niegłupi był, gdyż udało mi się go przekonać, żeby sobie poszedł, bo nic tu po nim. Walczyć z nim nie zamierzałem, bo i po co? Tam, gdzie szliśmy znaleźliśmy Salubriego, który siedział wcześniej w piwnicy Giovannich, a potem Tremerów, ale spieprzył z obu miejsc. No i gadu gadu i znowu chce uciekać. Pani Giovanni zaatakowała go mieczem, ale nie zrobił sobie z tego nic. Trochę agresywne to było z jej strony, w dziwny sposób rozwiązuje swoje problemy. Wampirki chyba okresu nie mają, więc nie wiem co w nią wstąpiło. Żeby nic się nikomu nie stało postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Stworzyłem kilka macek, takich co to inne wampiry czasami przywołują. Salubri jest kozak, ale i tak go złapałem. Potem się jeszcze coś próbował wyrywać, ale nie ze mną te numery. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i zabrałem go do bunkra, bo podobno się nie lubi z Tremerami, to byłoby głupio gdyby Gabriel go spotkał.

View
Epickie jebanie
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Nagle wokół mnie rozpętało się piekło. Maciek urwał głowę jakiemuś Nosferatu, Anton rzucił się na Igora, szklany sufit spadł nam na głowy a do środka magazynu zaczęły wsypywać się ghule i mięso armatnie Sabatu. Rozległy się strzały, Frau Herzog stwierdziła że to świetny moment aby rozpętać wojnę pomiędzy Tremerami a klanem Giovanni i rzuciła w Luciano kulą ognia, jednak kiedy ją później o to zapytałem była równie zaskoczona jak ja, trzeba to wyjaśnić.
Było jasne, że wróg ma przewagę i jedynym sensownym wyjściem jest ucieczka, zgromadziłem wokół siebie wszystkich obecnych przedstawicieli Klanu i ruszyliśmy w poszukiwaniu wyjścia. Niestety wszystkie drogi ucieczki były zablokowane więc zrobiliśmy sobie nową i rozpieprzyliśmy ścianę.
Co dziwne wydawało się że przeciwnicy nie zwracają na nas uwagi i po pozbyciu się kilku maruderów pilnujących samochodów ruszyliśmy do Fundacji. Z tego co udało mi się zobaczyć w zgiełku, klan Giovanni obrał tę samą taktykę i również wydostał się z okrążenia.
Musieliśmy się spieszyć, otrzymaliśmy informacje że Sabat odprawia jakieś rytuały pod Fundacją koło zamku a wrogie siły zbierają się też na Itace.
Należało podjąć natychmiastowe działanie, istniała realna groźba że utracimy miasto.
To był ten moment na który czekałem od kiedy przybyłem do tego miasta, długie miesiące pozyskiwania sojuszy i budowania wpływów w końcu miały przynieść owoce.
Skontaktowałem się z Paolo Marco i zaproponowałem układ, Giovanni pomogą Klanowi odbić miasto a w zamian zagwarantujemy Luciano wolną rękę w jego eksperymentach w Dworze Cieni. Następnie skontaktowałem się z Godlewskim i poprosiłem o pomoc Sept Cieni, tak jak się spodziewałem w zamian chcieli tego o co starali się już od dawna, szpital wojewódzki i otaczające go terytoria oraz kontroli nad dostawami krwi w mieście. Po krótkich negocjacjach udało mi się zachować kontrolę nad krwią, jednak szpital i terytoria musieliśmy oddać. Sept zgodził się w zamian pomagać w obronie miasta przed Sabatem, zawsze gdy będzie zagrożone. Dzięki pomocy Godlewskiego udało mi się również przekonać do sprawy Bielszczanina, a Giovanni zwerbowali duchy Hierarchii.
Została do uzgodnienia tylko jedna sprawa. Dzięki projekcji astralnej udało mi się skontaktować z Maćkiem i Anną którzy nadal przebywali w otoczonej fabryce.
Pierwsze walki zostały wygrane przez Camarillę ale nadal znajdowali się w pułapce, otoczeni przez siły Sabatu. Eva Rasoccet, Templariusz dowodząca atakiem wystosowała ultimatum, żądając aby wszyscy Sokrewnieni opuścili miasto lub zostaną zgładzeni. Propozycji pomocy udzielili Maćkowi za to Nosferatu: Hughalhut razem ze swoim klanem w zamian za władzę i Igor z Bielskim garnizonem w zamian za przywrócenie go na tron. Maciek zastanawiał się któremu ze zdrajców zaufać. Wystosowałem kontrpropozycję, siły które zgromadziłem wypędzą Sabat z miasta jednak w zamian Księciem zostanie obwołany ktoś z Klanu Tremere, Anna wyraziła zgodę i nie potrzebowałem wiele trudu aby przekonać też Maćka. Moja propozycja została przyjęta i ruszyliśmy do walki, siły Sabatu zostały zaskoczone i usunięte z miasta, a przy okazji udało nam się wyrżnąć Setytów którzy dzięki wybiegowi Ravnosów znaleźli się po nie właściwej stronie barykady.
Sojusze zostały przypieczętowane a Anna z pośród przedstawionych kandydatów wybrała Lodina na nowego Księcia Bielska-Białej. Zaproponowałem także aby zakazać obecności klanu Nosferatu w mieście aż do odwołania, mam dość tych zdrajców. Maciek postanowił opuścić miasto.
To było wielkie zwycięstwo dla Klanu i w końcu objęliśmy należne nam miejsce u szczytu, jednak należy pamiętać że to dopiero początek wojny. Niestety nie obyło się też bez strat, kiedy byłem zajęty ratowaniem miasta ktoś wykradł z fundacji na Itace ciało znalezionego przeze mnie Salubri. Muszę jak najszybciej go odnaleźć…

View
Zachodni wiatr spienione goni fale...
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…mamy konkretnie przejebane.
Wszystkie nierozwiązane problemy w mieście zaczęły się piętrzyć. Dowiedzieliśmy się że garnizon który sprawiał nam ostatnio tyle kłopotów znajduje się w rękach naszych przeciwników z Igorem na czele. Co gorsza ktoś tam w środku karmi żołnierzy krwią Spokrewnionych a żeby było śmieszniej wygląda na to że dowódca tej hałastry pozostaje w kontakcie z Watykanem i może sprowadzić nam na głowy Łowców.
Sytuacja wymaga natychmiastowego działania, spotkaliśmy się w tej sprawie ze świeżo upieczonym Księciem i zaplanowaliśmy atak który miał odbyć się następnej nocy, choć wyraźnie nalegałem na natychmiastowe działanie. W planowaniu udział brał Hughalhut , który wrócił na stanowisko primogena swojego klanu. Nosferatu byli kolejnym problemem do rozwiązania, Maciek nakazał całemu klanowi stawić się u niego i zaprezentować, ci którzy tego nie zrobią będą oficjalnie wygnani z miasta. Można było się spodziewać że nie pójdzie gładko…
Jakby tego wszystkiego było mało Maciek zakomunikował że obawia się rychłego ataku ze strony Sabatu, ale twierdził że powinniśmy mieć jeszcze kilka dni spokoju. O jak bardzo, bardzo był w błędzie.
Kiedy doszło w końcu do “Parady Nodferatu” jak zaczęło się mówić okazało się że w mieście nie ma lojalnych Nosferatu, Hughalhut okazał się zdrajcą i w trakcie przemówienia Maćka ogłosił że Bielsko-Biała należy teraz do Sabatu a on będzie Biskupem.
Fabryka w której się znajdowaliśmy została otoczona i wyglądało na to że będziemy musieli walczyć o przeżycie…

View
Czas Tremerów

Atak Sabatu okazał się farsą.

Fabrykę zaatakowały jakieś pomniejsze wampiry i ghule. Giovanni i Tremerzy na ich widok zaczęli uciekać. Jedyna, która się ostała to Jennifer. Postanowiłem wykorzystać sytuację i rozprawić się z kilkoma wampirami. Pomóc im w drodze do lepszego życia. Na rusztowaniach pod dachem pojawili się snajperzy i ostrzelali Nosferatu pośród, których stał Anton. Niestety nie udało się zdjąć Hughalhuta. Dostrzegł, że coś jest nie tak, prawie przejrzał moją iluzję. Jeden z Tremerów wyciągnął z pod szaty rękę i wymawiając magiczne słowa rzucił w Luciano kulę ognia. Niestety kompletnie wszyscy obecni z jakiegoś powodu wiedzieli, że to iluzja. Pewnie włącznie z Luciano, który jednak dostał obrażenia. Czyli nie przejrzał iluzji, wierzył w nią, ale wiedział. Bardzo to ciekawe.

Arnauld z Maćkiem ruszyli w stronę Nosferatu, którzy postanowili zniknąć, tylko po to żeby chwilę później się pojawić i zaatakować. Anton padł, ale zdążył ukryć się w Ciemności. Ja zneutralizował kolejnych Nosferatu i ponowiłem atak na Giovanniego. Tym razem była to seria z karabinów. Jednakże jakaś siła wyższa uważała, ze śmierć Luciano nie pasuje jej do fabuły i okazało się, że nic mu nie jest. Bardzo dziwna noc. Zrozumiałem, że mam się nim nie interesować i nie wchodzić mu w drogę, jakkolwiek pojebana nie jest, gdyż i tak sensu to nie ma. Zaatakowało mnie jakichś dwóch typków, ale nie wiele sobie z tego zrobiłem. Nie chciało mi się na nich marnować energii, więc sprawiłem iluzję drabiny sznurowej i wszedłem po niej na rusztowania. Myślałem, że jeszcze będziemy walczyć, ale to już był praktycznie koniec. Maćka i Phillippa otaczał stos trupów, a Jennifer stała na bezgłowym ciałem jakiegoś Setyty, czy Ventrue.

Giovanni i Tremerzy sobie poszli nie niepokojeni przez ‘Sabat’. Zadziwiająca strategia, przypuścić atak na Bielsko i nie rozprawić się z głównymi dwoma siłami w tym mieście, nawet nie próbować. Jest oczywiste, że zostali wysłani na rzeź, która się potem wydarzyła. Typiara z Sabatu wygłosiła jakieś ultimatum, ale okazało się, że ja mogę robić co chcę, co tez uczyniłem. Wróciłem do siebie i zawiadomiłem Grabaża, żeby się nie wychylał.

Po jakimś czasie przybyli do mnie dwaj Setyci oferując mi serca Ravnosów, w zamian za ich współklanowiczkę. No i jeszcze chcieli współpracować, więc się na wszystko zgodziłem oczywiście, gdyż dobro klanu jest najważniejsze. No i Setyci z jakiegoś powodu zawierzyli mojej ocenie czy przyłączyć się do Sabatu czy do Camarilli, znaczy kogo bić. Głupcy, jakby interesowała mnie którakolwiek ze stron. Wystawiłem ich i zginęli atakując fabrykę razem z tymi, którzy zwali się Sabatem. Wilkołaki razem z siłami Tremerów i Giovannich rozprawiły się z tymi co niby atakowali, ale jak wiadomo to nie było naprawdę.

Nowym biskupem, czy księciem, czy kto teraz sprawuję tu władze nad wampirami spoza klanu Ravnos, został jakiś Tremere. Nie znam go, wygląda jak popierdółka Gabriela, wampira przeżartego ambicją do szpiku kości, zaślepionego przez iluzję władzy. Zostało mi kolejny raz przypomniane, że Luciano może robić co chce, tylko teraz bez łamania maskarady?? czy czegoś, a atakować go nie można, bo śmierć. Nie trzeba było, zrozumiałem już to wcześniej.

View
It's showtime!

Noc była pracowita i niesamowita. Postanowiliśmy najpierw zająć się garnizonem ghoulem Igora.
Ravnosi i Tremerzy rozwalili system maili, które były wymieniane i dowiedzieli się ciekawej rzeczy. To, że Muśko donosi Igorowi to jasne jak słońce- w końcu ghoul zawsze będzie wiernym psiakiem swego pana. Maile jednak wymieniane tak gorliwie z mistrzem trafiay jednak też w paczkach do Watykanu. A więc zapewne będziemy mieć to zaraz na głowie łowców. I to nie byle jakich. Jeśli Muśko miał chociaż ułamek tej wiedzy o Spokrewnionych, jaką dysponował Igor, to przyślą tutaj cholernych Komadosów i w ógóle całą elitarną śmietankę tych psycho-zabójców. Musimy być czujni.

Paulo Marco za to zajął się sprawą od Drugiej Strony. Dzięki układam z siłami zza zasłony dowiedział się, że w jednostce trzymane są wampiry, a ktoś regularnie spuszcza z nich krew. Jeśli dzieje się to już od dłuższego czasu to mają już niezły arsenał rutuałów, broni i podpakowanych barczystych kolesi gotowych wprawić w nas tirpor a nawet Ostateczną Śmierć. A więc zajebiście. Podpakowani psychole z jednej, łowcy z drugiej, Sabat z trzeciej, a gdzieś tam jeszcze plącze się Luciano, Anna która ma w dupie miasto, za to chętnie wejdzie do tyłka justytariatu, wyganany Igor, parada Prawidziwych Brujah i zapewne kilku innych pomyleńców, o któreych akurat zapomniałam. Zapowiada się ostra jazda.

Jako, że do jednostki prowadzi wejście z kanałów, Maciej postanowił wezwać nowego primogena brzydali – Hughalhuta. Zapytaliśmy go na milion sposobów o to, czy nie jest Igorem. Jak się miało okazać później nie zadaliśmy innych ważnych pytań. W każdym razie obiecał nam pomóc razem z jakąś jedenstką innych, wirnych mu Nosferatu. Postanowiliśmy zaastakować w po Paradzie Brzydali (coć byłam zdania, że nalezy to zrobić w trakcie). Okazało się, że Hughalhut owszem, nie ma nic wspólnego z Igorem, za to jest z Sabatu, Ogłosił się Księciem, ruszył do walki razem ze swoimi rodakami, a na nas już szła kawalkada garnizonu i Sabatu. Dodatkowo jeszcze ktoś osłabił przejście między światami więc nie zdzwię się jeśli zraz pojawi się tu ten dupek Luciano ze swoimi duchami i upiorami.

Będzie gorąco. Dobrze że przyszłam przygotowana na walkę w garnizonie. Zobaczymy na ile twardzi są tutejsi Spaokrewnieni. Pytanie tylko- kto jest po czyjej stronie…

View
Łazienka się zamyka
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Kolejnej nocy zostaliśmy wezwanie przed oblicze najnowszego księcia Bielska-Białej. Oczywiście miał dla nas kolejne zadania, tak jakbym nie miał już wystarczająco dużo roboty w tym cholernym mieście. Co gorsza nie ucząc się na przykładzie swojego poprzednika przyprowadził Córkę Kakofonii jako szpiega.
Wypytywał o Aarona Vosa i Salubri. Muszę być bardzo ostrożny, prosiłem już Witelona aby przesiadł się do innego ciała a ten poprosił abym mu jakieś skołował. Okazja może się nadarzyć jeśli wyjedziemy do Bolonii o co zostaliśmy poproszeni przez Morvena Muira, jednego z kandydatów na Dux Bellorum. Chce on abyśmy pozyskali jakąś talię kart za pomocą której będzie mógł przekupić księcia katowic aby ten poparł jego kandydaturę.
Maciek przekazał mi też demoniczny artefakt znany wcześniej jako Demoniczne rękawice który odebrał Igorowi, podrzucę go do skarbca fundacji jak tylko znajdę chwilę cholernego czasu.
A czasu nie ma, musimy zająć się kwestią garnizonu który prawie na pewno został opanowany przez zbuntowanych nosferatu, setytów i chuj wie kogo jeszcze. Mamy też zająć się zbadaniem wieżowca oryginalnego Księcia.
Maciek w pewnym momencie oświadczył też że spodziewa się ataku Sabatu na miasto w ciągu najbliższych trzech dni, a później się rozmyślił (?), Mam wrażenie że nasz nowy książę nie ogarnia swoich nowych obowiązków…
Kolejnej nocy miało odbyć się oficjalne ujawnienie klanu nosferatu, wszyscy lojalni mieli się przedstawić księciu a ci którzy się nie stawią Maciek kazał wygnać. Mam złe przeczucia.
Po spotkaniu dostaliśmy od Tropka onformacje o kolejnej dziwnej śmierci, tym razem ktoś umarł ze strachu na środku skrzyżowania. Krótka ekspertyza pozwoliła polączyć to morderstwo z (a jakże) Luciani Giovanni. Chyba trzeba będzie zająć się tym trupojadem niezależnie od tego jakie plecy ma w Warszawie. Tu nie Warszawa.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.