V.V.C.: Vampire Vitae Community

Tam dom twój gdzie ziemia z grobu twojego.

Sytuacja wydaje się stabilizować w Bielsku-Białej. Udało mi się znaleźć przytulne i ukryte przed wścibskimi oczami leże. Stary dom z rozległą piwnicą, który posłuży mi za miejsce do kolejnych eksperymentów. Muszę działać ostrożnie i nie zwracać na siebie uwagi. Przedsięwziąłem wszystkie odpowiednie środki ostrożności i jestem pewien, że w ciągu najbliższego pół roku uda mi się przeprowadzić przynajmniej kilka eksperymentów. Przynajmniej dwa z nich mam zamiar sprezentować naszemu Księciu, aby połechtać jego próżność. Jestem pewien, że mu się spodobają. Wydaje mi się być wampirem idealnym do rządzenia tym miejscem. Jestem przekonany, że klany Tremere i Giovanni w pełni zgodziłyby się z moją oceną.

Wydaje mi się, że nasz drogi Książę, zapomniał jednak o śmiertelnikach, to zrozumiałe, biorąc pod uwagę ile nadnaturalnych istot przebywa w mieście, ale musimy pamiętać o zachowaniu naszej trzody w stanie błogiej ignorancji. Szeryf, którego ogarem zostałem wydaje się być zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami. Pomimo prób zatuszowania prawdy, ktoś wkrótce może się zainteresować skąd tyle pozornie przypadkowych nieszczęść miało miejsce w jednym mieście. Strzelanina w centrum miasta i wybuch w Cygańskim Lesie. To musi zwrócić czyjąś uwagę.

W dodatku w mieście ma się odbyć zjazd całego klanu(!) Prawdziwych Brujah! To nie może skończyć się dobrze. Ale wszystkie te wydarzenia z pewnością sprawią, że zniknięcie kilku nieznaczących osób pozostanie niezauważone.

View
Business as usual
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Ostatnie noce upływają spokojnie. Po tym niespokojnym okresie, chwila wytchnienia jest miłą odmianą. Nowy układ sił w mieście zdaje się powoli kształtować, ale nie mogę powiedzieć, abym był zupełnie zadowolony z tego jak wygląda sytuacja.
W oczekiwaniu na mianowanie nowego Regenta objąłem przewodnictwo Fundacji uznając brak sprzeciwów ze strony reszty Klanu w mieście za milczącą zgodę. Przekazałem raport i moją analizę sytuacji w mieście bezpośrednio do Wiednia. Zaznaczyłem dość wyraźnie, że uważam kierunek obrany przez Witelona za błędny. Bielsko nie nadaje się na bazę szkoleniową dla akolitów. Jest tu zwyczajnie zbyt niebezpiecznie. Pozostałe klany tylko czekają na nasze potknięcie, a obecność młodych Kainitów będzie tylko zagrożeniem dla pozycji Klanu w mieście. Zaproponowałem w zamian, aby uczynić z Bielskiej Fundacji placówkę badawczą. Bielsko skrywa w sobie wiele niezbadanych tajemnic, zaczynam myśleć, że poprzedni władcy nie przypadkowo starali się nie dopuścić Klanu do miasta. W najbliższym czasie mam zamiar wejść do wieżowca dawnego Księcia, gdzie po raz pierwszy spotkałem Igora. Wiem, że coś tam jest. Czułem to podczas walki z Baszto Balboro. I to coś nie wydawało się wrogie. Chciałbym też porozmawiać z duchami tego miejsca. Może to rzucić trochę światła na historię miasta i jego poprzednich rezydentów. Staram się nawiązać przyjazne stosunki z tymi istotami, jednak ciężko się z nimi dogadać. Wolałbym pozyskać ich współpracę, ale, jeśli nie dojdziemy do porozumienia, zacznę je po prostu pętać. Potrzebuje więcej mocy. Ostatnie wydarzenia udowodniły, że nikomu nie mogę ufać i muszę być przygotowany na niespodziewany atak. Duchy powinny mi zapewnić niezbędną ochronę.
Ivan i Yvonne zajmują się czystkami w Moretti-Stampella i mam nadzieję, że wkrótce będę w stanie znów polegać na swoich ludziach. Interesy z włochami i budowa osiedla przebiegają zgodnie z planem.
Po ucieczce Igora, z ukrycia postanowił wypełznąć Hughalhut i w swojej wspaniałomyślności postanowił za darmo odpowiedzieć na moje pytania. Najbardziej interesujące jest chyba to, że klan Nosferatu jest najliczniejszy w mieście. Trochę ironiczne jest to, że dwa największe klany to te, które były najbardziej znienawidzone za panowania poprzednich Książąt. Liczebność Nosferatu mnie nie martwi. Znając ich Primogena raczej będą nadal stronić od polityki. Książę najbardziej zainteresowany był postacią Ignacego Blumera i tym jak go zabić. Hughalhut mówił coś, że istnieje broń, która może tego dokonać. Jednak nie powiedział, ani co, to jest, ani gdzie można to znaleźć. Sam alchemik ponoć nadal współpracuje z anarchistami, a więc stanowi niebezpieczeństwo. Czego dowodem jest krater w miejscu, gdzie stała rezydencja Giovani. Uważam, że szukanie sposobu na zabicie go jest stratą czasu, powinniśmy go pojmać i uwięzić za pomocą magii krwi.
A propos Giovanich, do miasta przybyło kilku przedstawicieli tego klanu. Nie pofatygowali się nawet aby przedstawić się Księciu, co ten przełknął bez problemu i oczywiście zgodził się, aby zostali. Niemann jest chyba najsłabszym księciem w historii tego miasta, brak mu jaj i jest nieudolny. Każda jego kolejna decyzja utwierdza mnie w tej opinii.
Jeśli chodzi o klan Giovani to na ten moment nic nas już z nimi nie łączy. Niestety chwiejny sojusz jaki z nimi posiadaliśmy rozpadł się w pył wraz z osobą Celestii Giovani.
Na radzie Primogenów zaprezentowali się jej nowi członkowie: Mała z klanu Malkava i Carla Viveros, przedstawicielka Ventrue. Malkavianka jest bez znaczenia, wydaje się zupełnie nie zainteresowana polityką od czasu do czasu rzucając jakąś “przepowiednie”. Z nieznanego mi powodu Niemann wydaje się jej słuchać… Ale czym ja się dziwię: tylko świr zrozumie świra.
Z drugiej strony, Viveros zupełnie nie ufam. Już na wstępie walnęła mowę o “jedności i braterstwie”, zaproponowała podziały wpływów i nowy początek dla miasta. Po moim trupie szmato. Chcesz mieć wpływy w mieście to sobie na nie zapracuj. Nie mam zamiaru się dzielić ani z nią, ani z Niemannem ani z nikim innym.
Książę również uraczył nas swoją wizją odbudowy miasta. Otóż chce zrobić z Bielska miasto kultury. Paryż mu się kurwa marzy. Chce pozyskać wpływy wśród śmiertelnych. Ciekawe czyimi rękami, bo na pewno nie swoimi. Postanowił otworzyć elizjum dla ludzi i przenieść się do klubu, który mamy mu zafundować. Mogę zapłacić za jego fanaberie, ale na pewno nie zrobię tego za darmo. Niemann nie docenia wsparcia Klanu, nie słucha moich rad i chyba postawił sobie za punkt honoru, aby sprowadzić na miasto katastrofę.
Najlepszym dowodem jest kwestia zebrania klanu Prawdziwych Brujah. Całego kurwa klanu. W Bielsku-Białej. Dwustu kurwa wampirów. Wyraziłem swój absolutny sprzeciw i zapowiedziałem izolację Klanu jeśli Książę zgodzi się na ten szalony pomysł. August i Mała twierdzą, że zebranie odbędzie się tak czy inaczej, nawet bez zgody miasta. Ja twierdzę, że Niemann zgadzając się będzie współwinny jeśli coś pójdzie źle, a pójdzie na pewno.
Książę oczywiście się zgodził i tak przelała się szala goryczy. Postanowiłem, że Klan odetnie się od polityki Księcia. Od teraz jeśli będzie czegoś chciał to będzie musiał za to słono zapłacić. Zajmiemy się swoimi sprawami, a po wszystkim pozbieramy kawałki i zaczniemy budować nowy ład. Wysłałem listy wyrażające zatroskanie społeczności Tremere bezpośrednio do Justycjariusza Warszawy i Justycjariusza Wiednia. Zwłaszcza ten pierwszy ma chyba coś do powiedzenia odnośnie takiego dużego zgromadzenia Kainitów w jego domenie.
Generalnie, sprawy wyglądają dla nas całkiem nieźle. Współpraca z innymi klanami nie jest nam w tym momencie do niczego potrzebna, jesteśmy samowystarczalni i nie jesteśmy nikomu nic winni. Skoro Kainici w mieście nami gardzą, to usłużnie usuniemy się w cień. Jeszcze za nami zatęsknią…

View
Brave new world!

Nareszcie nastał choć trochę spokój. Duża część moich przeciwników poszła się paść, więc można trochę porządzić. Zamek w remoncie po ostatnich rozpierduchach. Zwróciło też to uwagę ludzkich organów ścigania, co naturalnie zwróciło naszą uwagę na te organy.

Najsampierw przybył Hughalhut, który wcześniej dobrowolnie zrzekł się władzy na rzecz Igora i teraz przybył skruszony się wyspowiadać. Trochę za późno, ale i tak dobrze, choć większość rzeczy już wiedzieliśmy. Jednak dotyczyły w dużej mierze Alchemika i tego, jak go zabić. Ponoć należy znaleźć broń, którą kiedyś został zabity i użyć jej do ostatecznego zabicia go. Ta broń już jest bardzo stara, zapewne rozpadła się już dawno temu, ale może istnieć w zaświatach jako Artefakt. Giovanni i Tremerzy się tym zajmą.

Potem przybył wysłannik od wróżek, od Lorda Malakaia, który oznajmił, że wróżki zostały oszukane przez alchemika, który zabierał krew od ogra, którego zabiłem. Obiecał im niby sekret długowieczności. Obiecały mi że zaprzestaną dawani krwi komukolwiek poza mną (bo część wampirów, mocno myślała o ich eksterminacji, żeby nie kusiło losu, jednak jesteśmy ich dłużnikami, poza tym mają moją Marlenę). Zasrana wróżka też przypomniała, że mamy się pozbyć Kuei Jina z Chinatown. Echh, pierdołami mi zawracają głowę, ale poleciłem Hughalhutowi obserwowanie jej, aby dokładnie poznać jej rozkład dnia i zainteresowania.

Paolo Marco sprowadził do miasta swojego Stwórcę, który jednak nie pofatygował się przedstawić. Kazałem mu przybyć do miasta razem z resztą nołnejmów, których sprowadził za sobą. Okazał się być strasznym dupkiem i powinienem go wywalić na zbity pysk, albo kazać mu błagać, aby mógł zostać, ale jestem zbyt kurwa miękki . Tylko dlatego, że jest stwórcą Paolo Marco, byłem taki pobłażliwy. Drugi raz nie będę.

No i w końcu zebrała się rada primogenu, na której poznałem nową primogen ventrue, Carlę Viveros oraz nową primogen malkavian Małą. Mała okazała się dziwna i małomówna, ale kurde czego się można było po niej spodziewać, ale ponoć ma moce wieszczenia, więc może się przydać. Carla okazała się bardziej przystępna od swojego poprzednika i ma konkretny pomysł jak odbudować swój klan w mieście.

Postanowiłem, że Bielsko będzie miastem kultury, gdzie ściągać będą artyści z całej europy. Na zamku będą odbywać się przeglądy artystyczne, a także wernisaże, wystawy i pokazy, a co ciekawski artyści będą objęci przez nas mecenatem. Do tego trzeba będzie zrobić jakieś bale charytatywne itp itd. Chodzi o przyciągnięcie ludzi z forsą. A następnie wciągnięcie ich do swojej strefy wpływów. Musimy naprawdę kontrolować to miasto, a nie tylko w nim mieszkać. Czas zająć się śmiertelnikami ich rządem, policją, prezesami, prokuratorami i sędziami.

Zaproponowano, żeby przenieść Elizjum w związku z nasiloną obecnością śmiertelników w zamku. Przyklasnąłem pomysłowi, zawsze chciałem mieć własną knajpę! Będzie zrobiona w miejscu starego Pandemonium, i wszystkie klany się dorzucą.

Na koniec spotkania poruszono zebranie klanu PB, które ma się odbyć za pół roku. Wypytując o szczegóły okazuje się, że chcą, aby do miasta przybyło 200 (słownie kurwa dwieście) wąpierzy i siedziało tu przez parę miesięcy. Ja jebie. Oczywiście August zapewniał mnie, że taktaaak wezmą swoją krew i nienieee nie będą sprawiać kłopotu, ale już to kurwa widzę. Zapytałem prajmogen o zdanie, które było podzielone pół na pół, ale Mała stwierdziła, że oni i tak się tu zbiorą, bo nie mają wyboru, co August potwierdził. Słabo to widzę. Skoro tak, to ich nie powstrzymamy. A jeśli spróbujemy, to zniszczymy to miasto. W takim razie trzeba ich przyjąć z otwartymi rękami i słono kazać sobie zapłacić. W razie czego wypierdolę z tego miasta nie oglądając się, jak będzie wybuchać, obładowany złotem i artefaktami.

View
La morte ha molti nomi

Pieprzony alchemik bez żadnego powodu wysadził całą rezydencję wraz ze sobą, pozostawiając krater o średnicy 2.5km. Na zgliszczach rezydencji spotkałem Luciano – mojego stwórcę, który oznajmił, że zabił Celestię.
W pierwszej chwili miałem ochotę rzucić się na niego z mieczem, ale przypomniałem sobie lekcje mojej primogen…
Luciano przybył do miasta razem z siedmioma innymi nekromantami. Wenecja przestała odbierać ode mnie telefony, odpisują na listy, ale ignorują pytania o Luciano. Wygląda na to, że heretycy mają większe wewnętrzne poparcie, niż się wydawało.
Przebrany za ducha, dzięki specjalnemu rytuałowi złapałem, będąc po drugiej stronie zasłony, trzy widma, które zgodnie z rozkazem Celestii odesłałem do Wenecji.
Dwaj wynajęci Assamici pojmali Leona, wyciągnęłam z niego, co się dało, a potem go uśmierciłem.
Na nową siedzibę Giovanni w mieście wybrałem nasz wieżowiec na Sarnim Stoku.
Razem z Luciano spędziliśmy noc na czuwaniu w Dworze Cieni. Niewiele z tego pamiętam.
Nie odbudowałem rezydencji. Teren wyrównano i na środku postawiono obelisk z napisem “maestro e amico”. Chodzę tam czasami pomyśleć.

View
The powah is mine!

W nocy okaząło się że mój seneshal gdzieś spierdolił, motyla noga, i przy okazji zajebał księżną, Igora i uwolnił Petera (albo sam się uwolnił), więc lochy mamy nieoficjalnie puste i jak zawsze okazują się miejscem, z którego najłatwiej spierdolić.
Czasu było mało, więc musiałem zacząć działać. A działania zacząłem od negocjacji. Okazało się to łatwiejsze niż myślałem jako że polityka Igora zdawała się opierać na “jak mnie wybierzesz na księcia, to cię nie zabiję”, co nie do końca pasowało do aspiracji niektórych primogenów.

Udało mi się mniej więcej pogadać z Cassandrą i Augustem. Alfonse nie chciał gadać w swej dupkowatości. Na domiar złego do miasta przybyła Anna, nowy konsul Justycariusza i zaczęła sie rządzić i zawracać mi dupę, aby mogła w spokoju gadać z Andrzejem Rybakiem. Łoteweer. Potem przyszedł Dragomir Liliac, który to zaproponował że przyprowadzi mi Malkaviana, który zajmie miejsce w radzie i mnie poprze. Zgodziłem się, przyszedł i zaczął pierdolić coś o tym, że poprzedni establiszment wypychał studzienki ściekowe ciałami (hehe pewnie kurwa). I że część ludzi w mieście jest niejadalna (wat?). Wyszedłem zostawiając Drago, żeby za mnie gadał.
Z ciekawszych rzeczy, Anarchiści zaatakują nastepnego dnia, po tym jak rozbiją namiot cyrkowy na rynku (dafuq? po chuj im namiot), o czym tremerzy nie wiedzieli. Powiedziałem im. Zdziwili się, ale powiedzieli, że zajmą się obroną fundacji, pomóc w obronie elizjum nie zamierzają za bardzo. Chciałem, żeby chcociaż stali przed zamkiem, ale nikt się nie pojawił.
Zwołałem ogary i szeryfa (który gonił Fitzpatricka, do obrony elizjum). Zrobiłem Envera ogarem i wziąłem jakiegoś nowego toreadora, który przybył do miasta, żeby pomógł w obronie. Dragomir zaproponował, żeby wpuścić do środka anarchów, a potem wpuścił do środka Igora i jego popleczników (którzy też mieli dziś zaatakować), a potem ich wysadzić wszystkich w powietrze! Nie mogłem na to pozwolić, poniewaz Anna, postanowiła pogadać w zamku z sabatnikiem. Zezwoliłem na rozmieszczenie ukrytych ładunków w korytarzach i sali audiencyjnej. Poprosiłem Augusta, żeby dał mi złotą broń z Sejfu księżnej i dał mi do niej komendę.

Wkrótce potem nastąpił atak. Wpuściliśmy pierwsze fale do środka, po czym zdetonowaliśmy ładunki. Druga fala też się nadziała na ładunki, potem zaczęła się rzeźnia po korytarzach. Ja udałem się do konsulów, aby osobiście zadbać o bezpieczeństwo Anny. Andrzej Rybak zdradził i opowiedział się po stronie anarchistów, jego macki z cienia troszkę mnie poraniły, jednak nie bardzo, po czym strzeliłem mu ze złotego obrzyna dwie kulki w klatę i padł. Anna i ogary i szeryf dobrze sobie poradziły z anarchistami, słyszałem że Jacka Blachę zabił Dragomir. Od rynku nadszedł Moore z Paolo Marco, oraz ich ghulami i odstrzelili maruderów. Wielkie zwycięstwo.

Co ciekawe – Igor uciekł, a anarchiści załatwili Cassandrę i DuTreva. Śmiesznie. Przybył Justycariusz, powiedział że sobie nieźle poradziłem (wow!) i dał wszystkie posiadłości należące do Prawdziwych Brujach mnie (wow!). Oprócz tego przybyła Janine i objeła funkcję Primogena klanu Toreador (wow!) oraz alchemik, którego chciałem zabić. wysadził w powietrze całą posiadłośc Giovanni, ze wszystkimi poza Paolo Marco (wow!).
Dragomir został wynagrodzony domeną na wzgórzach 3 lipki.
Po tym koszmarnym okresie, można chyba się powoli wygodnie rozsiąść i spijać śmietankę.

View
Cry 'Havoc!', and let slip the dogs of war.
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Wydarzenia ostatnich nocy wstrząsnęły miastem, a ich skutki są trudne do przewidzenia. Rozkład sił z mało stabilnego zamienia się w czysty chaos. Kolejne noce będą bardzo trudne i mogą zaważyć na dalszym losie Klanu w Bielsku.
Ale zacznę od początku. Wszystko zaczęło się bardzo spokojnie, zajmowałem się swoimi sprawami kiedy do bram Fundacji zapukała nieznany mi Kainita twierdzący, że został mi przez Ciebie przesłany do pomocy. Jestem oczywiście wdzięczny za ten gest, agent spoza Klanu będzie cennym narzędziem w realizacji naszych planów. Mam nadzieję że jest tak kompetentny za jakiego się uważa. Nie potrzebuję kolejnych problemów. Zadbałem o jego zakwaterowanie w mieście i poleciłem, aby przedstawił się Księciu. Oczywiście zaznaczyłem, że jego związek z Klanem ma pozostać tajemnicą.
Niemiłą niespodziankę zgotował mi Witelon, który chyba bardzo zaangażował się w swoją wizję Bielska jako ośrodka szkoleniowego dla Nowicjuszy. Przygotował listę potencjalnych kandydatów do przemiany i oświadczył, że jako Primogen Klanu powinienem dać dobry przykład i stworzyć potomka. Rozumiesz Mistrzu, że sytuacja była dosyć niezręczna. Nie miałem wyboru innego jak tylko poinformować go o mojej “przypadłości”. Nie przyjął tego dobrze i na nic zdały się moje zapewnienia, że od lat szukam leku, który pozwoli mi na przekazanie Daru. Jego nastawienie do mnie uległo gwałtownemu pogorszeniu i oświadczył, że nie jestem godzien, aby reprezentować Klan w Radzie. Zagroził przekazaniem sprawy do Wiednia. Obawiam się, że mój status w Klanie mocno na tym ucierpi i oczywiście ustąpię ze stanowiska, jeśli taka będzie wola Wiednia.
Zaraz po rozmowie z Regentem zadzwonił Książę prosząc o przesłanie kilku Tremerów na zamek w celu poprawy bezpieczeństwa Elizjum. Musiałem odmówić, Fundacja była zagrożona atakiem i potrzebowałem wszystkich na miejscu.
Krótko później zadzwonił Paolo Marco, aby prosić, abym umówił go na spotkanie z Godlewskim, gdyż któryś z wilkołaków zabija duchy, co nie podoba się Giovanim. Powiedziałem, że oczywiście tak zrobię i natychmiast zignorowałem całą sprawę. Stosunki z Godlewskim są już wystarczająco napięte i nie potrzebuję, aby Giovani wciągali mnie w swoje porachunki ze zmiennokształtnymi.
Ledwie odłożyłem słuchawkę, a przyszła do mnie Rillette twierdząc, że czuje iż coś złego dzieje się w węzłach. Nie wiem w jaki sposób to wyczuła, ale jak pamiętasz Mistrzu już wcześniej zdażyło się jej mieć te przeczucia i nie myliła się. Uspokoiłem ją i opuściłem Fundację aby udać się do najbliższego węzła obok Katedry św. Mikołaja. Postanowiłem skorzystać z moich nowych umiejętności i zapytać duchy, co do diabła się dzieje. Hermetyczny Wzrok pozwolił mi dostrzec kilka istot, które ewidentnie lada chwila miały rzucić się na siebie. W końcu mnie zauważyły i zdziwione postanowiły przemówić w zrozumiałym dla mnie języku. Dowiedziałem się, że do miasta przybyły Morrigan, krukołaki zwiastujące bitwę. Dlatego duchy były niespokojne, wyczuwały nadchodzący rozlew krwi. Kiedy poinformowałem je że i owszem Kainici szykują się do wojny, wyśmiały mnie i oznajmiły że Morrigan zwiastują bitwę wilkołakom. Przestraszyłem się nie na żarty, wydawało się oczywiste, że skoro zmiennokształtni szykują się do walki to znaczy że zaatakują Kainitów. Ostatnia rzecz, jaka była mi w tym momencie potrzebna, to widmo bandy futrzastych maszyn do zabijania grasujących po mieście.
Zdecydowałem, że zadzwonię do Godlewskiego i zażądam wyjaśnień, wydawał się zbity z tropu kiedy poinformowałem go, że rozmawiałem z duchami. Wyznał, że to prawda. Caern szykuje się do walki, ale nie z Kainitami. Szykują się do obrony przed czymś, nie do końca zrozumiałem o czym mówił. Przedstawiłem mu sytuację panującą w mieście i doszliśmy do porozumienia. Wilkołaki zobowiązały się do pomocy w obronie Fundacji w zamian za pomoc Klanu w obronie Caernu. Nie wiem Mistrzu, czy pochwalasz moją decyzję jednak, jak dotąd mój sojusz z Godlewskim był bardzo owocny, więc mam nadzieję że dalsze jego umacnianie będzie dla nas korzystne.
Przeczuwając, że atak Anarchistów może być bliski, zadzwoniłem do Księcia. Okazało się, że świetnie o tym wie. Anarchiści planowali następnej nocy rozbić namiot cyrkowy 10 metrów od drzwi Fundacji i stamtąd przypuścić atak na elizjum. Wściekłem się, że raczył poinformować mnie o tym na końcu. Mówił coś, że Igor równiez planuje przypuścić atak, ale nie bardzo mnie to już obchodziło. Bezpieczeństwo klanu jest najważniejsze.
Nakazalem Ivonne, aby nie dopuściła do rozbicia tego przeklętego namiotu. Zdecydowałem, że najrozsądniej będzie ogłosić zagrożenie atakiem terrorystycznym, co sprawi, że rynek będzie zupełnie pusty. Wiedziałem, że atak nastąpi tak czy inaczej, ale nikt, powtarzam NIKT, nie będzie bez mojego pozwolenia wchodził do domeny Klanu. O całej sprawie poinformowałem Godlewskiego i obiecał pomóc zgodnie z umową.
Następnego wieczora na wyludnionym rynku pojawiło się kilku anarchistów. Krzyczeli że mamy zostać w Fundacji i że nie mają wobec Tremerów wrogich zamiarów, chodzi im o elizjum. Wiedziałem już, że nas nie zaatakują. W takiej małej liczbie nie doszliby nawet do drzwi. Zacząłem zbierać ochotników do walki. Ku mojemu rozczarowaniu zgłosił się tylko Matias i Rillette. Witelon okazał się takim samym nieużytym bufonem jak wcześniej Zilwicki. Mniejsza o to, odprawiłem rytuał i pod osłona cieni wyszlismy przed Fundację. Grzecznie poprosiłem, aby Panowie opuścili domenę Klanu, gdyż nie są tu mile widziani. Dla poparcia moich słów z dachów otaczjących nas budynków zaczęły schodzić wilkołaki. Panowie Anarchiści potulnie zgodzili się stanąć sobie przy zamku gdzie domena Klanu już nie siegała.
Pod elizjum zaczęli tłoczyć sie Kainici i wkrótce rozpoczął się szturm. Z wnętrza dobiegały odgłosy strzałów i eksplozji. Walka musiała byc zażarta. Po jakimś czasie zobaczyłem zbliżającego się w stronę zamku Paolo Marco z Ghulami. Pozostałe siły Anarchistów nie miały już szans zagrozić Fundacji więc ruszyliśmy do środka zabijając po drodze każdego którego spotkaliśmy.
Atak Anarchistów został odparty, jak się okazało głównie dzięki pomocy Ravnosa, Ogarów i nowoprzybyłego “Torreadora”. Większość klanów nie udzieliła Księciu żadnej pomocy. Atak sił Igora nigdy nie nastąpił. Później dowiedziałem się że w innych atakach zginęli du Trev i Devonshire. Wygląda na to, że Książe pozbył się opozycji. Rodzi to pewne problemy zwłaszcza, jeśli chodzi o klan Ventrue. du Trev panował niepodzielnie i będzie trudno go zastąpić.
Wydarzyły się jeszcze dwie rzeczy, obie dosyć istotne dla Klanu. Po pierwesze rezydencja Giovani zniknęłą z powierzchni ziemi wraz ze wszystkimi przedstawicielami tego klanu oprócz Paolo Marco. Nie mam pojęcia, co mogło to zrobić ale efekt jest piorunujący. Umarło wszystko w sporym promieniu od domu. Giovani byli cennymi sojusznikami, szkoda, że stracili wszelkie znaczenie.
Druga sprawa jest nieco bardziej bolesna. Przy węźle koło katedry znaleziono ciało Witelona pozbawione duszy. Nie mam pojęcia jak, się tam znalazł, ani jak zginął. Rytuały, które miały przynieść odpowiedzi, nie zadziałały. Będziemy potrzebować nowego Regenta. Już wysłałem odpowiednie wiadomości do Wiednia. Co chwilę otrzymuję nowe informacje o śmierciach Kainitów w mieście… Nie wiem, co się dzieje, ale obawiam się, że atak Anarchistów nie był naszym największym problemem. I nie dotyczy to tylko nas. Godlewski twierdzi, że ktos wyrżnął watahę wilkołaków koło węzła na osiedlu beskidzkim. Dołożę wszelkich starań, aby zbadać tę sprawę…

View
Cyrk na Zamku

Dni w czasie klątwy minęły mi całkiem przyjemnie. W przeciwieństwie do reszty, która była pod wpływem człowieczeństwa, nie zostałem pojmany, ani torturowany. Zamiast tego spędziłem czas na zaspokojeniu swoich pragnień, których nie mogę spełniać będąc w tej przeklętej formie wampira.

Po incydencie z klątwą, przyszedł czas na uporządkowanie spraw, które pojawiły się podczas naszej nieobecności. Rozmówiłem się z Kriegiem i Paolo Marco, jak wyglądają sprawy w mieście. Poparcie dla księcia z Camarilli mocno podupadło, więc, żeby przywrócić częściową równowagę sił, skontaktowałem się z Ulissesem i używając iluzji Boneki, jak się potem okazało nieudolnie, przekonałem go do przystąpienia do rady i poparcia Kriega. W między czasie przyszła do mnie dziwka Morrigan razem z trójką Ravnosów, którzy z jej woli wrócili do miasta. Zapragnęła, żebyśmy wywołali wojnę między wampirami. Ja się z nią zgodziłem, jako że śmierć wszystkich wampirów jest naszym celem, jedynym słusznym. Po jej wyjściu jednak przekonano mnie, że lepiej się jej pozbyć przy okazji, jako że za nią śmierć podąża i ona jest śmiercią, a każdy kto idzie u jej boku także śmierć znajduje. Ja jeszcze jestem zbyt młodym wampirem, żeby szukać śmierci, więc propozycja Ravnosów była dla mnie bardzo atrakcyjna. Jest wiele jeszcze na tym świecie do zrobienia. Morrigan przekazała nam, że następnej nocy zaatakują Anarchowie z cyrku na placu ZWM. Poinformowałem o tym księcia tego Miasta i wszystkich wampirów z Camarilli w tym Mieście. Zaproponowałem wpuszczenie Anarchów do zamku, który jest też wampirzym Elizjum i wykorzystanie tego że atakują Elizjum, co jest niezgodne z prawem wampirów, do zabicia ich w nim. Książe jak to książę, miał kłopoty z podjęciem decyzji, ale w końcu dał mi wolną rękę. Umieściłem w korytarzach ładunki wybuchowe skryte w iluzjach i zaleciłem ewakuację. Podczas ataku miałem pełną kontrolę nad odpalaniem ładunków i poradziłem sobie z większością napastników. Musiałem się tylko zmierzyć z Jackiem Blachą, którego udało mi się szczęśliwie powalić serią z Kałacha, a potem wyssać, gdy już było po wszystkim. Za rozwiązanie książęcego problemu otrzymałem domenę w mieście dla mnie i wszystkich Ravnosów, którzy przyjadą, pojawią się, przylecą, czy cokolwiek zrobią do miasta w przyszłości. Domena zaś obejmuje cały teren między ulicami Nad Potokiem, a obwodnicą miasta, a wraz z nim wszystkie gaje, bory, zamki, bunkry, itd.

Na koniec przygody w zamku przybyła Morrigan, która okazała się zaklętą wcześniej Boneką. Nie wiem skąd pojawił się mój Stwórca i wsadził ją, swoją Stwórczynię, z powrotem do lalki używając jakiś swoich mistycznych mocy. Miło, że nie musiałem z nią walczyć, bo raczej nie miałbym większych szans w danych okolicznościach. Gdy wróciłem do siebie, przed przyczepą leżały trupy moich znajomych Ravnosów. Nie wiem co się wydarzyło, ale pewnie dorwała ich ta dziwka.

View
Mały Wiedeń

Nie mogłem przybyć do miasta w lepszym czasie. Poproszono mnie, abym porzucił pracę w moim Instytucie i udał się do Polski. Do miasta na południu noszącego nazwę Bielsko-Biała. Metropolia rozrosła się znacznie, ale wewnątrz, w centrum miasta ciągle widać wpływy Austro-węgier i Wiednia. Piękne miasto… Jednak społeczność Kainitów jest w całkowitej rozsypce. Książę znajduje się na chwiejnej pozycji. rada zdaje się otwarcie mu się sprzeciwiać. Do tego jeszcze całe zamieszanie z Anarchistami…

Ale do rzeczy, mój dobry przyjaciel poprosił mnie, abym udał się do tego intrygującego miejsca i wspomógł jego Dziecię w wysiłkach zapewnienia jego klanowi dobrej i mocnej pozycji w mieście. Nie mogłem odmówić, wiedząc, że spłacam w ten sposób bardzo starą i poważną przysługę. Na miejscu spotkałem się z Synem mojego przyjaciela i zapewniłem go o mojej chęci pomocy. Następnie udałem się do Księcia miasta aby zadośćuczynić Tradycjom. Otrzymałem pozwolenie na tymczasowy pobyt. Książę przyjął mnie jako swojego współklanowca.

Niedługo później, kiedy już wynająłem niewielką odosobnioną posiadłość w odludnym i zalesionym przedmieściu Wapienicy i rozpocząłem przygotowania do zebrania odpowiedniej ilości osobników spełniających wymagania moich badań; odbył się atak na Elizjum i siedzibę Księcia. Anarchiści, zamieszkujący niedalekie tereny podmiejskie postanowili pozbyć się Camarilli i zdobyć miasto. Jednak, cała ta operacja okazała się farsą i zostali wybici do nogi. Nawet pomimo wtrącenia się potężnego Lasombry, Konsula Sabatu, znajdującego się akurat w mieście. Podczas tej walki toważyszyłem Księciu, który postanowił, uczynić mnie swoim ochroniarzem na ten wieczór (jednak jego powody pozostały dla mnie zagadką). Anarchiści zostali powstrzymani, a Książę zyskał czas potrzebny na konsolidację swojej władzy.

View
Almost Human
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Wybacz Mistrzu, że mój kolejny list ślę z takim ogromnym opóźnieniem, jednak mam nadzieję, że kiedy przeczytasz o wydarzeniach ostatnich nocy zrozumiesz skąd ta zwłoka.
Wszystko zaczęło się krótko po ostatnim zebraniu Rady Primogenu. Odzyskałem świadomość siedząc w biały dzień w jednej z Bielskich kawiarni wraz z Kainitami, którzy brali udział w rozbiciu Infernalistów. Nie miałem pojęcia jak się tam znalazłem, ani dlaczego słońce mnie nie zabiło. Opuściły mnie wszystkie moce, które otrzymałem przez Twą krew. Nie muszę chyba wspominać, że byłem absolutnie przerażony. Po skontaktowaniu się z moimi Ghulami, nie otrzymałem żadnych informacji, które rzucałyby jakiekolwiek światło na moje położenie. Wydawali się równie zaskoczeni, jak ja. Moje położenie wydawało się rozpaczliwie. Sam wiesz Mistrzu, że mam wrogów którzy bez mrugnięcia okiem wykorzystaliby moje osłabienie. Nie myśląc wiele postanowiłem się ukryć, kazałem Yvonne przygotować jedną z kryjówek korporacji. Reszta grupy również poszła w moje ślady i postanowiła zniknąć.
Na moje szczęście w ostatnim momencie zmieniłem zdanie i postanowiłem skorzystać z prywatnego samolotu, decyzja która zaoszczędziła mi wiele cierpień. Nakazałem Ivanowi zająć się śledztwem i odleciałem, przez kilka dni będąc niemal nieustannie w powietrzu. Okazało się, że siły bezpieczeństwa Moretti-Stampella zostały zinfiltrowane przez Łowców, które postanowiły właśnie w tym momencie dokonać mojego porwania. Z relacji Ivana wynika, że tylko ja i Ravnos uniknęliśmy schwytania. Ghulom udało się dowiedzieć co mogło wywołać naszą przypadłość, okazuje się, że jest całe mnóstwo sposobów zamiany Kainity w człowieka! I w mieście jest kilka stworzeń które mogą coś takiego odwrócić. Ghule podzieliły swój czas pomiędzy szukanie leku i znalezienie porwanych Kainitów. Odpowiedzi przyniosło spotkanie z wróżkami. Okazało się że padliśmy ofiarą klątwy wymierzonej w osoby które brały udział w Infernalistycznym rytuale, który niedawno przerwaliśmy. Klątwa miała być dla nas śmiertelna, gdyż z dnia na dzień nasze ciała stawały się coraz słabsze. Przejście na inną płaszczyznę egzystencji miałoby rozwiązać problem. Ivan dowiedział się, że klątwa zadziałała również na wilkołaki, które broniły węzłu na Oś. Beskidzkim. Dzięki Zbychowi udało się przekonać zmiennokształtnych, aby spróbowali przejść do świata duchowego. Niestety nie przyniosło to efektów. Na szczęście Ghule domyśliły się oczywistego. Aby odwrócić klątwę należało zebrać wszystkich którzy zostali nią objęci w jednym miejscu. I tu pojawiła się lawina problemów. Potrzebni byli dwaj Setyci którzy akurat ten moment wybrali sobie, aby uciec z więzienia pod Pałacem Sułkowskich, wilkołaki, które zaczęły się zastanawiać czy nie wolą się pozbyć kilku Kainitów no i oczywiście porwani członkowie grupy okultystycznej po których ślad zaginął. Na szczęście okazało się że Łowcy którzy porwali Torreadora, Kiasyda i Giovaniego chcą ich wymienić na Ghule. Jak dowiedział się Ivan za zamieszanie odpowiedzialna była sekcja ECDC dowodzona przez dr. Marisse Blaskovisch. Nie wierzyłem, że grupa ludzkich Łowców była zdolna do rzucenia tak potężnej klątwy, jak się okazało jakiś czas później słusznie.
Nie mając większego wyboru Ghule przystały na propozycję wymiany. Wykorzystując przysługi swoich mistrzów doprowadziły do stworzenia trzech nowych Ghuli. Na szczęście Ivan wykazał się zdrowym rozsądkiem i zadbał o to, aby droga Pani Doktor nie miała zbyt wiele czasu na eksperymenty. Zbychowi udało się przekonać wilkołaki do pomocy w wymianie i wzięciu udziału w próbie odczynienia klątwy. Ghule Giovaniego odszukały i pozbyły się Setytów. Brakowało tylko jednego składnika.
Wymiana w końcu doszła do skutku, pojawiła się nawet Pani Doktor we własnej osobie. Dołożę wszelkich środków, aby doprowadzić tę kobietę do upadku, ma na to moje słowo. Wszystko poszło zgodnie z planem i ciężarówki ECDC odjechały z umierającymi Ghulami zostawiając za sobą nieprzytomnego Księcia, Seneszala i Giovaniego.
Mniej więcej w tym samym czasie dotarłem z powrotem do miasta. Po spotkaniu z resztą udaliśmy się wspólnie do mieszkania Malakaia Nadchodzącego, Lorda Faerie, który miał odczynić klątwę. Tak jak się spodziewałem okazał się nadętym i podstępnym bubkiem. Zażądał, abyśmy w zamian za jego pomoc pozbyli się Dampira, który zamieszkuje Chinatown. Nie mając zbytniego wyboru przystałem na ten warunek i przenieśliśmy się do świata wróżek. Oczywiście był pewien haczyk, odczynienie klątwy wymagało żywej ofiary. Na ochotnika zgłosiła się Ghulica Księcia, jednak dzięki moim negocjacjom udało się uratować jej życie i zamienić śmierć na roczne zniewolenie u Malakaia. Mam nadzieję, że Książę to docenia. Na ofiarę został wybrany ochroniarz Lorda, a nawet użyczył Kriegowi własnego topora, aby ten ściął mu głowę. Na szczęście rytuał zadziałał i wróciłem do pełni sił. Na odchodnym Malakai wyjawił nam też, że za całe zamieszanie odpowiedzialny jest nasz nowy znajomy Igor, który wykorzystując krew wróżek chciał się nas pozbyć. Moja zemsta będzie straszliwa.
Ponieważ zbliżał się poranek musiałem pożyczyć jedno z sąsiednich mieszkań, gdzie cała grupa przeczekała do zmierzchu, sprowadziłem też pożywienie dla całej grupy. To ostatnie kosztowało mnie dwie tancerki, gdyż Kiasyd i Torreador nie umieli się pohamować. Obaj wiszą mi przysługę.
Kiedy tylko było na tyle ciemno aby wyjść bez chwili zwłoki udaliśmy się do Elizjum. Okazało się, że pod naszą nieobecność zaszło bardzo wiele niepokojących zmian: Igor pozbył się dotychczasowego Primogena Nosferatu i zajął jego miejsce, w mieście pojawił się Brujah o imieniu Wenancjusz, który ma z Księciem jakieś stare porachunki, a Rada Primogenu ma właśnie głosować za otwartą wojną przeciw Anarchistom. Wszyscy zgodziliśmy się że przede wszystkim należy ogłosić krwawe łowy na Igora.
Zastaliśmy Radę w trakcie kłótni. Wyglądało na to, że wszystko da się jeszcze załatwić po naszej myśli…i wtedy Książę zaczął mówić. Oczywiście opowiedział historię wampirów zamienionych w ludzi przez Igora. O dziwo zupełnie nikt mu nie uwierzył. Nie spodziewałem się, że Niemann jest, aż takim kretynem. Powiedział oczywiście prawdę i na pierwszy rzut oka było widać, że Igor jest winny, a nawet więcej o całej sprawie wiedzieli też du Trev i Devonshire. Nie pojmował widocznie, że cała historia najeżona jest popełnionymi przez nas naruszeniami Maskarady i ujawnianie jej może skończyć się naszą śmiercią. Nie miałem innego wyboru, jak tylko wszystkiego się wyprzeć. Ogłoszenie krwawych łowów rozwścieczyło Prawdziwych Brujah, którzy wypowiedzieli Księciu posłuszeństwo i domenę, w której znajduje się Zamek Sułkowskich. Przy okazji Primogen August jest ewidentnie wrogo nastawiony do Klanu, co okazywał obrażając nas raz po raz, za co oczywiście wkrótce zapłaci.
W ten oto sposób Księciu udało się utracić poparcie wszystkich Klanów oprócz Giovanich i Brujah. Tak, z jakiegoś powodu Wenancjusz postanowił poprzeć Niemanna, nie wiem jaki ma w tym interes, ale raczej bym mu nie ufał. Po tym popisowym przykładzie politycznego (a pewnie też dosłownego) samobójstwa w wykonaniu Księcia opuściłem Radę zaraz za resztą Primogenów. Obawiam się że zmiana władzy nastąpi wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał. Kwestia ataku na Anarchistów nie została rozwiązana, ale wątpię, by du Trev przejmował się zdaniem rady, atak nastąpi i będziemy mieli wojnę.
Po opuszczeniu Elizjum udałem się do Fundacji, aby porozmawiać z Witelonem i upewnić się, że wszystko tam w porządku. Następnie umówiłem się z Nosferatu Igorem, który jest oczywistym faworytem na kolejnego księcia, obiecał iż w zamian za poparcie pozwoli Klanowi na rozbudowę i udostępni więcej miejsc mocy do naszej dyspozycji. Wyraziłem zwłaszcza zainteresowanie wieżowcem w którym miał miejsce rytuał Setytów. To miejsce ma w sobie wiele tajemnic i wydaje mi się, że możemy tam znaleźć nieoczekiwanego sojusznika… Zobaczymy, co przyniesie czas, ale zmiany są nieuniknione. Wybór Igora na Księcia może doprowadzić do ponownej marginalizacji politycznej Tremere, ale wydaje się że póki co nie jesteśmy tego w stanie uniknąć. W tym momencie bardziej martwi mnie konflikt z Anarchistami i zbliżająca się wizyta Justycjariusza Warszawy.
Jeśli chodzi o sprawy Fundacji…

View
Back in Black!

Nie wiem jak dużo czasu mineło na torturach. Krzyki zlewały się w jeden, a dzień zlewał się z nocą. Do dupy być człowiekiem. Na początku myślałem o zemście i o tym co jej zrobię, jak w końcu się uwolnię, ale potem chciałem tylko, żeby się to skończyło. W końcu mnie uwolnili.

Ocknąłem się na polanie, otoczony zgrają przebierańców, ale były też znajome twarze mojej koterii oraz ghuli. Marlena mnie uwolniła, jednak w zamian za przywrócenie nas do stanu wampirzego, musi zostać w słuzbie u Malakaia Nadchodzącego, Lorda Wróżek. Do rytuału potrzebna była też ofiara, Marlena postanowiła że to ona nią będzie, jednak Malakai nie chciał jej stracić i zaproponował swojego Ogra w zamian za to. Obciąłem mu głowę jego wielkim toporem i wszyscy staliśmy się na powrót wampirami. Całe szczęście nikt nie poddał się szałowi, bo moglibyśmy zrobić kiepskie wrażenie.
Zadekowaliśmy się u jakiejś baby na klatce, a Moore wezwał drinki, żebyśmy mogli odzyskać siły.
Wparzyliśmy na zebranie Rady Primogenów. Oskarżyłem Igora o to, że próbował nas zabić i zamienił w ludzi, dałem mu 24h na opuszczenie miasta, po czym zostaną na niego wydane krwawe łowy. Nikt nie uwierzył mimo, że mówiłem prawdę. Banda głupców. Cassandra, Igor i Alphonse du Trev wypowiedzieli mi posłuszeństwo. Do tego August, prawdziwy brujah stwierdził, że karze mi się wynosić z elizjum, które jest jego, więc mu je zabrałem. Też się wkurwił i wyszedł. Moore co ciekawe, zamiast poprzeć mnie, wyparł się wszystkiego i też wyszedł, pizdeczka.
Został Venancjusz, który zaproponował mi poparcie. Zaoferował też że sprowadzi Małą z Krakowa, jako primogena Malkavian. Nie ufam mu, bo wiem, że żywi urazę do mnie przez Janine. Na razie przystałem na jego propozycję.
Wtem pojawił się alchemik, samo zło, przez którego nas to wszystko spotkało. Od razu zamachnąłem się na niego toporem, jednak udało mu się uciec, a potem powstrzymali mnie Paolo Marco i Ficu. Alchemik stwierdził, że nam pomoże w zamian za ochronę przed Igorem. Przy okazji powiedział nam jak nas zamienił w ludzi. Dał mi też psikacz z substancją, zamieniającą wampira w człowieka. Paolo Marco stwierdził, że chętnie przygarnie go pod swoje skrzydła.
Tymczasem musiałem zacząć myśleć o swoim przeżyciu.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.