V.V.C.: Vampire Vitae Community

Sprzątania c.d.

Tej nocy książę wezwał nas do siebie i dostaliśmy reprymendę, choć nie do końca wiem za co. Chyba ktoś mu powiedział coś o Salubri i się wściekł. Pociął nam domeny i groził. Bezsensowna kara, nic nie wnosząca.

Jednak zrobił mądrą rzecz, a mianowicie chce się pozbyć wszystkich supernaturali, nie wampirów z miasta, a przedtem maksymalnie ich wykorzystać. Słusznie, ten sojusz z Wilkołakami i tak chyba był bardziej korzystny dla nich, niż dla nas, a zaczynają zdobywać przewagę. Nie może to dłużej trwać. Co do innych – margines, choć na pewno łatwiej rządzić, jeśli Giovanni nie będą się babrać z duchami.

Tropek wciąż wydzwaniał a porpos garnizonu, który zdezerterował zostawiając za sobą stosy trupów. Najpierw skonsultowałem się z Łucją, jak mam do niego się zabrać, jako że ma wobec niego plany. Odparła, że ona się nim zajmie (o ile się nie mylę).
Dodatkowo zadzwonił mój stary przyjaciel i spotkaliśmy się w zwyczajowym miejscu. Zgodziliśmy się na umiarkowaną wymianę informacji i życzyliśmy sobie powodzenia. Mam nadzieje że nie spotkam go w boju.

View
Squat po Igorze

Udaliśmy się do wieżowca byłego księcia, żeby sprawdzić co Igor tam kombinował, skoro jego rytuał odprawiony na kartach, odpalił się w czasie ataku Sabbatu.

Po małych problemach z wejsciem, natknęliśmy się na straszaki i systemy alarmowe, które zamontował Igor. Nie robiliśmy sobie z nich większych problemów. Ciekawą sprawą był Minotaur, którego przekonaliśmy że nie ma tu co robić i żeby sobie poszedł.
Najciekawszą sprawą był Salubri, który wymyka się różnym grupom. Nam też by się wymknął, jako że szybki i śliski z niego drań, ale Dragomirowi udało się go pochwycić. Okazało się że niewiele wie i wogóle jest nieprzydatnym kuriozum, więc pozwoliłem im sobie go zabrać, więc Dragomir gdzieś go zabrał.

Moore z Antonem wrócili i ponoć się czegoś dowiedzieli więcej, co tu Igor kombinował, choć niebyli zbyt rozmowni. Sprawa załatwiona, więc opuściliśmy ten squat dla salubri i minotaurów.

View
Onto the furnace of war!

Nagle wśród nosferatu pojawił się Anton, którzy w czwórke sie na niego rzucili i cie prawie zabilii, ale ukrył się w ciemności
HHH rzucił cloak of the gathering i zniknął z kilkoma nosferatu.
Ja zaś walczyłem z jednym nosferatu i szlachtą i po straszliwym pechu, odniosłem poważne rany (witek rzucił 7 obrażen, ja rzucałem same pały na 11 kostkach wyparowań i spadłem na na incapacitated), jednak mój duch walki zwyciężył (ale sie wyleczyłem i zajebałem nosferatu i szlachtę jednego, ale zajeło mi to 3 tury. W pierwszej nawet go nie trafiłem, w drugiej mu wbiłem chyba trochę. Na 15 kostek obrażeń zadałem np. szlachcie 3. Takie tam.)
Ktoś nękał tremerów z fireballami, a snajperzy mordowali nosferatu i Luciano do torporu, ale wstał wypełniony ciemnością i już mu lepiej.
Książę został napadnięty (zgangbangowany), ale pomógł mu setyta, jednak w wirze walki padł. (ale assamitka go dźgnęła zatrutym sztyletem, zatargała do twojej ciemności i upierdoliła mu łeb.)
Moore epicko spierdołił przez ścianę, tak jak i Giovanni.
Następnie przybyli z odsieczą wilkołaków, duchów i innych wynaturzeń i odparliśmy atak sabatu. Przed tym wszystkim zażądał dla Tremerów pozycji księcia, na co Maciek przystał. Po ataku on, Janine i Krieg opuścili miasto.

(Następnie sprzedał wilkołakom 1/3 bielska od szyndzielni do folwarku, i partyzantów czyli cygański las, mikuszowice itp. W zamian zaatakowały sabat i pomogą bronić bielska przed sabbatem. Tymon zgodził się wypierdolić 2/3 duchów z bielska, i Luca może se hasać do woli po mieście i dworze cienii. W zamian za to wysłał na rzeź z Harbringerami pozostałą 1/3 duchów, oraz hordy zombie. Do tego armie śmiertelników itepe. I sabat epicko się wycofał.
Zginęli wszyscy, którzy nie maja wpisu na VVC.
Do Orzecha przyszli setyci, oddali mu serca ravnosów i chcieli współpracować, zgodził się i powiedział im żeby pomogli sabatowi. Zostali epicko wyjebani.)

View
Sen

..i nagle stoję przed księciem tego miasta, znaczy tfu tfu wampirów tfu tfu Camarilli mieszkających w okolicy. Nie wiem skąd się tu wziąłem, co się dzieje. Ale nie daję nic po sobie poznać. Rozglądam się i widzę, że poza nami jest tu tylko reszta naszej grupy. Jesteśmy w trakcie rozmowy z nim, tym kolejnym. Nawet nie zdążyłem zapamiętać jak się nazywa, tak szybko się zmieniają na tej tak ważnej dla nich pozycji.
..okazuje się, że jesteśmy w trakcie wojny z Sabatem! Spoglądam za okno, ale nie widzę armii maszerujących, płonących kawałków betonu, a w ogóle to nic się nie dzieje. Jest całkiem spokojnie, jak co noc. Ale jeśli ten typek z Camarilli tak uważa, to nie będę go wyprowadzał z błędu, nie od tego w końcu jestem. Haha, chce on pozbyć się wszystkich nadnaturali z miasta, ale nie prędzej niż za rok. Jako, że ma na myśli walkę z wilkołakami, to jest to bezpieczny termin, gdyż prawdopodobnie wtedy już nie będzie księciem. Wygląda na to, że bardziej chce nas skłócić z nimi, albowiem Paolo Marco ma duchy, Moore się kuma z wilkołakami, a reszta pewnie też ma swoje sekrety. Chce osłabić naszą grupę, gdyż mamy pewnie według niego za duży wpływ na to co się dzieje w tym zabawnym mieście.
..ale czemu pomogłem Salubriemu? Czy pomogłem, nie wiem tego. Czy pomogłem mu uciec? Nie sądzę, ale ten Tremere podający się za księcia tak uważa. Zaraz przychodzi mu w sukurs drugi, Gabriel. Zaczynają zadawać pytania, ale nie daję się złapać na kłamstwie. Wiem bowiem, że przynajmniej jeden z nich potrafi je wyczuć, na 5 metrów. Chcą się dowiedzieć gdzie jest, mam go złapać, zabić, przynieść, nie zabijać, nie łapać, wypuścić, zwabić.. Jeśli tego nie zrobię to moja domena będzie ograniczona, nasza znaczy, Ravnosów! Ale czymże jest ta domena? Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem.
..mówię Salubriemu, żeby poszedł wprost w ręce Tremerów i o to się kończy dla mnie z nim historia. Biedak nie miał nic do zaoferowania za to czego oczekiwał. Dostaję zaproszenie na występ, oczywiście udam się tam, nie może mnie przecież zabraknąć! Spotykam się z Grabażem i organizujemy, a to już nasza sprawa, tyle na dzisiaj..

View
Tremer u władzy zawsze oznacza kłopoty,

Nowy książę zdecydowanie mi się nie podoba. To, że nas wezwał, to bylo oczywiste, jego żądania natomiast… Najpierw chciał byśmy zaczęli przygotowywać się na wojnę z Wilkołakami. A przy okazji chce byśm,y pozbyli się wszystkiego, co nie jest wampirem, oczywiscie najlepiej po tym, jak będą walczyć za Camarillę. A więc razem z Wilkołakami w kolejce do eksterminacji (ewentulanie wygnania) stoją: Kueijin, Feary, Duchy zmarłych, Duchy Umbry i wszelkie inne stworzenia. Założę się, ze ten zadufany pierdziel następnie zabierze się, za wszystko co nie jest Camarillą, a ostatecznie za wszystko co nie jest Tremere.
Nie dość, że dał nam zadanie, które oprócz bycia niskończenie glupim i krótkowzrocznym jest upierdliwe, to jeszcze wkurzył się o to, że nie udało nam się złapać Salubri i poucinał Domeny. Myślę, że to tylko jeszcze bardziej przyśpieszy kres, jego kandecji, której i tak nie wróżę sukcesu.
A, i można też zabijac każdego wampira, który oficjalnie w mieście nie przebywa. Z jednej strony to nawet interesująca perspektywa, z drugiej muszę szalenie uważać.
Paulo Marco wybył do Neapolu i zostawił nas ze swoim wielkim jak trzydzwiowa szafa i lekko nieokrzesanym ghoulem. Tej samej nocy jeszcze poszliśmy spotkac się z lokalna Kueijin, która niechętnie ale zgodziła się dokonac egzekucji jednego Sabatnika, w zamian za możliwość pozostania w mieście.
Gina poszła ustalac szczegóły swojego Recitalu, Toreador zniknał załatwiac sprawę Tropka, Moore pewno spiskuje ze swoim nowym przydupasem księciem, Ravnos poszedł się włóczyć a kiasyd chyba kombinuje coś na własną rękę. Mnie natomiast (a raczej AnneMarie) wezwała Anna.
Archontka w sposób typowy dla Toreadorów dała mi do zrozumienia, że ma dla mnie robotę szpiegowską. Mam być jej kontaktem z Wilkołakami, szczególnie mam zdobyć informację o Zbychu Gnatożuju. Z tego, co widzę justytariat nie chce wojny z Wilkołakami. Zadziwiajace jak ich mała sekta jest rozdarata, jak bardzo każdy wladyka gra w swoją własną politczną grę i jak bardzo brudne i niehonorowe są wszystkie te zakulisowe zagrywki.
Poszpieguję dla Anny. Chociazby po to, żeby zrobić na złość Magom.

View
Nawiedzony wiezowiec

Po uspokojeniu się atmosfery postanowiliśmy w końcu zbadac wieżowiec księcia. Zastanwialiśmy się, którędy będzie najlepiej dostać się do środka, w końcu Igor na pewno nie omieszkał zabezpieczyć swojej bezcennej siedziby. Debatę rpzerwała nam szybka akcja Ravnosa. Tym razem jego porywczość i olewactwo nie okazły się zgubne, bo rzeczywicie dość zręcznie spławił ochroniarza przy głównym wejściu i po prostu wparował do winy, która zawiozła nas na wyższe piętra.

Cay wieżowiec przesiąknięty był grozą. Powietzre wydawało się gęste i lepkie, czuć bylo zapach trupa, a i zdawało się nam, że słyszmy kroki. Próbowałam wybadać, co jest na rzeczy, ale za każdym razem tajemnicze źródło owych sensacji mi umykalo. W gainecie Igora objawił się nam on, jego nagranie? iluzja? Postraszył nas trochę, ale nikt z towarzyszy chyba nie przejał się za bardzo jego pustymi slowami.

Anton i Moore poszli dalej badać budynek, a ja wraz z rezstą postanowiliśmy podażać za tajemniczymi krokami i zapachem. Tropy doprowadziły nas do Minotaura! Stworzenie było potężne, ale postanowilśmy zostawić je w spokoju, a ono odwdzięczyło się tym samym. Dalej natknęliśmy się na Salubri. Zaczął opowiadac o rzeczach, które nic mi nie mówiły i które związane były z historią miasta, której nie dane mi było jeszcze poznać, a którą moi towarzysze zdawało się przeżywli na własnej skórze.
A potem próbował uciec, nie mogłam mu na to pozwolić. Niestety okazało się, że los mi nie sprzyjał i nie byłam w stanie go zranić. Dragomir złapał go w macki i wywiózł drania. Chyba gdzieś daleko.

View
Kolejny książę.

Walka, jak to w takich sytuacjach bywa okazała się być kompletnym chaosem. Sabatnicy wspierani przez garnizon, próbowali przedostać się dzrwiami, sufitem i wszelkimi innymi sposobami. Nosferatu rzuciły się w wir walki od środka. Szeryf i reszta ogarów rzuciły się do walki, a klany jak zawsze dbały przede wszystkim o swoje interesy. Tremarzy i Giovanni postanowili taktycznie wycofać się dużymi grupami reszta klanów tez próbowała się grupować, uciekać albo walczyć.
Dragomir zamiast walczyć z Sabatem, puszczał e stronę Giovanni kule ognia, Paulo Marco spieprzał wykazując się zaskakująca w jego przypadku klanową lojalnością. Moore też spieprzał, z resztą swoich przeklętych magów.
Osobiście nie miałam czasu na ten cały teatrzyk. Zamieszanie było najlepszą okazją do pozbycia się Fabio. Ten ku mojemu zdumieniu stanął po stronie księcia, co lekko komplikowało całą sytuację. Na szczęście w ferworze walki każdy zajęty byl sobą. Jakaś Lasombra próbowała mnie zaatakować, ale dała sobie spokój, zaskoczona moją próbą walki z Fabio oraz słowami, że nie mam nic przeciwko Sabatowi (tak po prawdzie to na prawde nie mam).
Zatrute sztylety zawsze zdją egzamin. Fabio padł zanim zdążył się zorientować, co się stało. |Zaciągnęłam go do pobliskich cieni Lasobry i tam w ciemności i ciszy upitoliłam mu łeb. Przynjamniej pozbyłam się jednrego problemu.

Oczywiscie jak zwykle w tym mieście, po tym drobnym incydencie nastąpiła zmiana władzy. Maciek zrezygnmował ze stanowsika (zanim to zrobil udało mi się jeszcze zapewnić go o swojej oczywiście bezgranicznej i nieskończonej lojalności wobec Camarilli) a nowym ksieciem został Lodim, z klanu Tremere. Nie znoszę tych aroganckich, bucowatych, przekoananych o swojej wyjatkowosci, przebiegłych magów. Jednak widząc, jak sprawy stoją myślę, że książę ten nie będzie rządził dlugo. To miasto musi mieć ciążącą nad soba klątwę. najlepiej trzymać się z dlaeka od władzy, blisko tylko na tyle, by być spokojnym o dlasze trwanie swojego niezycia.

View
Podobno marzec

Okazało się, że po tych ostatnich jasełkach nie ma co robić. Ravnosi się zadomowili z powrotem, zapoznałem ich ze zmianami w naszej siedzibie. Chyba będzie trzeba zająć resztę bunkrów. Skosiłem trawę, zasiałem czosnek i się trochę poopierdalałem.

Jako, że nuda mi doskwierała niemiłosiernie, udałem się ze znajomymi mi wampirami z klanów innych, do budynku byłych książąt bielska. Chyba już wszystkim ta nuda dała się we znaki, gdyż spędziliśmy z pół godziny na zastanawianie się czy wejść głównym, czy bocznym wejściem. A może przez okno, a może podkop, a może się tam teleportujemy. Może helikopter. Przerwałem te rozważania nie za bardzo konstruktywne i wszedłem głównym, zbyłem ochroniarza i udałem się do windy. Reszta tałatajstwa poszła za moim przykładem. Shakowałem windę i zawiozła nas na górne piętra. Tam znowu trzeba było zająć się oświetleniem, co też zrobiłem. Trochę się tam pokręciliśmy, pojawił się Igor na ścianach, gdy jakiś debil rozwalił drzwi do jego gabinety. Tym tez się zająłem.

Anton z Tremerem udali się gdzieś tam, a ja z Giovannimi i Arnoldem w stronę z której usłyszeliśmy jakieś hałasy, kopyta czy coś. Okazało się, że znajduje się tam 3 metrowy minotaur, czy jakiś inny zwierz. Całkiem niegłupi był, gdyż udało mi się go przekonać, żeby sobie poszedł, bo nic tu po nim. Walczyć z nim nie zamierzałem, bo i po co? Tam, gdzie szliśmy znaleźliśmy Salubriego, który siedział wcześniej w piwnicy Giovannich, a potem Tremerów, ale spieprzył z obu miejsc. No i gadu gadu i znowu chce uciekać. Pani Giovanni zaatakowała go mieczem, ale nie zrobił sobie z tego nic. Trochę agresywne to było z jej strony, w dziwny sposób rozwiązuje swoje problemy. Wampirki chyba okresu nie mają, więc nie wiem co w nią wstąpiło. Żeby nic się nikomu nie stało postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Stworzyłem kilka macek, takich co to inne wampiry czasami przywołują. Salubri jest kozak, ale i tak go złapałem. Potem się jeszcze coś próbował wyrywać, ale nie ze mną te numery. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i zabrałem go do bunkra, bo podobno się nie lubi z Tremerami, to byłoby głupio gdyby Gabriel go spotkał.

View
Epickie jebanie
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

Nagle wokół mnie rozpętało się piekło. Maciek urwał głowę jakiemuś Nosferatu, Anton rzucił się na Igora, szklany sufit spadł nam na głowy a do środka magazynu zaczęły wsypywać się ghule i mięso armatnie Sabatu. Rozległy się strzały, Frau Herzog stwierdziła że to świetny moment aby rozpętać wojnę pomiędzy Tremerami a klanem Giovanni i rzuciła w Luciano kulą ognia, jednak kiedy ją później o to zapytałem była równie zaskoczona jak ja, trzeba to wyjaśnić.
Było jasne, że wróg ma przewagę i jedynym sensownym wyjściem jest ucieczka, zgromadziłem wokół siebie wszystkich obecnych przedstawicieli Klanu i ruszyliśmy w poszukiwaniu wyjścia. Niestety wszystkie drogi ucieczki były zablokowane więc zrobiliśmy sobie nową i rozpieprzyliśmy ścianę.
Co dziwne wydawało się że przeciwnicy nie zwracają na nas uwagi i po pozbyciu się kilku maruderów pilnujących samochodów ruszyliśmy do Fundacji. Z tego co udało mi się zobaczyć w zgiełku, klan Giovanni obrał tę samą taktykę i również wydostał się z okrążenia.
Musieliśmy się spieszyć, otrzymaliśmy informacje że Sabat odprawia jakieś rytuały pod Fundacją koło zamku a wrogie siły zbierają się też na Itace.
Należało podjąć natychmiastowe działanie, istniała realna groźba że utracimy miasto.
To był ten moment na który czekałem od kiedy przybyłem do tego miasta, długie miesiące pozyskiwania sojuszy i budowania wpływów w końcu miały przynieść owoce.
Skontaktowałem się z Paolo Marco i zaproponowałem układ, Giovanni pomogą Klanowi odbić miasto a w zamian zagwarantujemy Luciano wolną rękę w jego eksperymentach w Dworze Cieni. Następnie skontaktowałem się z Godlewskim i poprosiłem o pomoc Sept Cieni, tak jak się spodziewałem w zamian chcieli tego o co starali się już od dawna, szpital wojewódzki i otaczające go terytoria oraz kontroli nad dostawami krwi w mieście. Po krótkich negocjacjach udało mi się zachować kontrolę nad krwią, jednak szpital i terytoria musieliśmy oddać. Sept zgodził się w zamian pomagać w obronie miasta przed Sabatem, zawsze gdy będzie zagrożone. Dzięki pomocy Godlewskiego udało mi się również przekonać do sprawy Bielszczanina, a Giovanni zwerbowali duchy Hierarchii.
Została do uzgodnienia tylko jedna sprawa. Dzięki projekcji astralnej udało mi się skontaktować z Maćkiem i Anną którzy nadal przebywali w otoczonej fabryce.
Pierwsze walki zostały wygrane przez Camarillę ale nadal znajdowali się w pułapce, otoczeni przez siły Sabatu. Eva Rasoccet, Templariusz dowodząca atakiem wystosowała ultimatum, żądając aby wszyscy Sokrewnieni opuścili miasto lub zostaną zgładzeni. Propozycji pomocy udzielili Maćkowi za to Nosferatu: Hughalhut razem ze swoim klanem w zamian za władzę i Igor z Bielskim garnizonem w zamian za przywrócenie go na tron. Maciek zastanawiał się któremu ze zdrajców zaufać. Wystosowałem kontrpropozycję, siły które zgromadziłem wypędzą Sabat z miasta jednak w zamian Księciem zostanie obwołany ktoś z Klanu Tremere, Anna wyraziła zgodę i nie potrzebowałem wiele trudu aby przekonać też Maćka. Moja propozycja została przyjęta i ruszyliśmy do walki, siły Sabatu zostały zaskoczone i usunięte z miasta, a przy okazji udało nam się wyrżnąć Setytów którzy dzięki wybiegowi Ravnosów znaleźli się po nie właściwej stronie barykady.
Sojusze zostały przypieczętowane a Anna z pośród przedstawionych kandydatów wybrała Lodina na nowego Księcia Bielska-Białej. Zaproponowałem także aby zakazać obecności klanu Nosferatu w mieście aż do odwołania, mam dość tych zdrajców. Maciek postanowił opuścić miasto.
To było wielkie zwycięstwo dla Klanu i w końcu objęliśmy należne nam miejsce u szczytu, jednak należy pamiętać że to dopiero początek wojny. Niestety nie obyło się też bez strat, kiedy byłem zajęty ratowaniem miasta ktoś wykradł z fundacji na Itace ciało znalezionego przeze mnie Salubri. Muszę jak najszybciej go odnaleźć…

View
Zachodni wiatr spienione goni fale...
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…mamy konkretnie przejebane.
Wszystkie nierozwiązane problemy w mieście zaczęły się piętrzyć. Dowiedzieliśmy się że garnizon który sprawiał nam ostatnio tyle kłopotów znajduje się w rękach naszych przeciwników z Igorem na czele. Co gorsza ktoś tam w środku karmi żołnierzy krwią Spokrewnionych a żeby było śmieszniej wygląda na to że dowódca tej hałastry pozostaje w kontakcie z Watykanem i może sprowadzić nam na głowy Łowców.
Sytuacja wymaga natychmiastowego działania, spotkaliśmy się w tej sprawie ze świeżo upieczonym Księciem i zaplanowaliśmy atak który miał odbyć się następnej nocy, choć wyraźnie nalegałem na natychmiastowe działanie. W planowaniu udział brał Hughalhut , który wrócił na stanowisko primogena swojego klanu. Nosferatu byli kolejnym problemem do rozwiązania, Maciek nakazał całemu klanowi stawić się u niego i zaprezentować, ci którzy tego nie zrobią będą oficjalnie wygnani z miasta. Można było się spodziewać że nie pójdzie gładko…
Jakby tego wszystkiego było mało Maciek zakomunikował że obawia się rychłego ataku ze strony Sabatu, ale twierdził że powinniśmy mieć jeszcze kilka dni spokoju. O jak bardzo, bardzo był w błędzie.
Kiedy doszło w końcu do “Parady Nodferatu” jak zaczęło się mówić okazało się że w mieście nie ma lojalnych Nosferatu, Hughalhut okazał się zdrajcą i w trakcie przemówienia Maćka ogłosił że Bielsko-Biała należy teraz do Sabatu a on będzie Biskupem.
Fabryka w której się znajdowaliśmy została otoczona i wyglądało na to że będziemy musieli walczyć o przeżycie…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.