V.V.C.: Vampire Vitae Community

Zespół do zadań Okultystycznych
Z dziennika Antona Fitzpatricka

Wrzesień 2016

Zostałem zaszczycony niespodziewanym wezwaniem do Księżnej. Po zabezpieczeniu mojego księgozbioru i zabraniu niezbędnych przedmiotów, udałem się na Zamek Sułkowskich, aby spotkać się z władczynią naszego miasta. Oprócz mnie, w spotkaniu wziął udział Tremere z bielskiej piramidy, Toreador, któremu wydaje się, że bycie gwiazdą rocka jest dobrym sposobem na utrzymanie maskarady, młody Giovanni Paolo Marco oraz Ravnos o nieznanym mi imieniu.

Księżna zleciła nam zadanie rozwiązania zagadki morderstw robotników w hotelu stawianym przez nią w Cygańskim Lesie. W zamian mieliśmy utrzymać prawo do dalszej egzystencji w tym mieście. Po krótkiej odprawie z ghulem Księżnej, udaliśmy się obejrzeć miejsce wydarzeń. W drodze wpadliśmy w dziwną anomalię, która powodowała awarie sprzętu elektronicznego. Pozbawieni metod kontaktu, zagłębiliśmy się w ciemność otaczającą plac budowy. W jego miejscu znaleźliśmy otwarty i funkcjonujący hotel. Wydało nam się to podejrzane, ale po krótkiej dyskusji z odźwiernym weszliśmy do środka. Ja oraz Ravnos otrzymaliśmy klucze do pokojów na nieistniejących piętrach. Postanowiliśmy to zbadać i zostawiliśmy Tremere, Torreadora i Giovanniego w jałowej dyskusji z efemeryczną recepcjonistką.

Po drodze do pokoju Ravnos postanowił użyć przemocy na towarzyszącym nam boy’u hotelowym, który zmienił się w drewnianego golema. Moja władza nad ciemnością pomogła nam łatwo pokonać to stworzenie. Kiedy kukła rozpadła się, iluzja zniknęła. Na zewnątrz znaleźliśmy wilkołaka, który postanowił strzec śmiertelników przed tym miejscem. Udało nam się zawrzeć z nim układ, przeniósł nas do reszty naszej wyprawy akurat w momencie kiedy Tremere został zmuszony do walki z istotą z piekieł. Dzięki naszej interwencji udało się zniszczyć tę formę demona i wygnać go na jakiś czas. Udało się też ocalić Giovanniego od pewnej Ostatecznej Śmierci.

Po powrocie na Zamek okazało się, że zniknęliśmy na 3 tygodnie, mimo iż dla nas minęło najwyżej kilka godzin. Księżna zaniepokojona prawdą o wydarzeniach w Cygańskim Lesie rozkazała nam sformować grupę zajmującą się dziwnymi zjawiskami o naturze mistycznej, które mogłyby zagrażać porządkowi wśród wampirów w Bielsku-Białej. Nie pozostało nam nic innego jak się zgodzić.

View
Ex Profundis
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…tak jak przewidziałeś Mistrzu, lokalni przedstawiciele naszej wspólnoty okazali się nader niekompetentni w swoich dotychczasowych działaniach. Jak dotąd mój pobyt tutaj okazał się marnotrawstwem czasu.
Regent postanowił nawet w swej mądrości, wypożyczyć moją osobę do dyspozycji Księżnej, która raz za razem spluwa nam w twarz. Wyobraź sobie mistrzu, że uczyniła szeryfem Gargoyla! Zapewniam, że ta zniewaga jej nie ujdzie, już o to zadbam, gdy tylko podporządkuje sobie Fundację.
Wracając do meritum. Po przybyciu do elizjum okazało się, że muszę jeszcze oczekiwać, aż ta suka łaskawie mnie przyjmie. Na domiar złego wygląda na to, że ekspertyza Tremerów nie jest dla Litościwie Panującej wystarczająca. Do pomocy zaprzęgła przedziwną zbieraninę. Po kolei mamy, zatem: Giovaniego, który zgodnie z rodzinnym zwyczajem za punkt honoru postawił sobie włazić księżnej do tyłka, Ravnosa, któremu wydaje się, że posłuszeństwo to coś, co przydarza się innym, Torreadora, który wygląda jak włóczęga (choć pewnie nim nie jest gdyż boi się szczurów) oraz Kiasyda, o którym ciężko mi coś więcej powiedzieć. Od dwóch ostatnich na milę śmierdzi mi sabatem, będę ich miał na oku.
W końcu Księżna przyjęła mnie i wyjaśniła istotę swojego problemu. Okazało się, że poczyniła niefortunną inwestycję w budowę hotelu, który jak twierdziła prawdopodobnie jest nawiedzony. Póki, co nie odkryłem, w jakim celu postanowiła zrobić coś tak nierozsądnego jak inwestycja w hotel, ale moje ghule już nad tym pracują. Nie przeciągając wyruszyliśmy na miejsce. Okazało się, że jest ono objęte dziwaczną anomalią uniemożliwiającą działanie urządzeń elektrycznych. Po pobieżnym przebadaniu nie odkryłem żadnych skupisk magicznej energii, które warte byłyby budowania tam czegokolwiek. Sam hotel był niewątpliwie objęty jakimś rodzajem magii, przestrzeń została wypaczona, pojawiła się nawet obsługa złożona z nienaturalnych na wpół ludzko zachowujących się widziadeł.
Szybko okazało się, że ucieczka z hotelu jest niemożliwa. Straciłem kontakt z moją ochroną i resztą towarzyszących mi pomagierów, gdy starałem się opuścić budynek. Po powrocie odnalazłem bezdomnego Torreadora i za namową recepcjonistki udaliśmy się do swoich pokoi. Jak należało się spodziewać iluzja pokrywająca hotel nie była doskonała i zacząłem dostrzegać pewne nieścisłości, podczas gdy mój “towarzysz” postanowił uciekać przed stadem szczurów. Ja sam, spokojnie zaczekałem na zapowiadaną przez obsługę atrakcję wieczoru i okazało się, że jestem jej głównym składnikiem. Zaprowadzony na dół stanąłem nad ogromną areną bokserską i zostałem poproszony o zajęcie miejsca w narożniku. Sam wiesz mistrzu, że pięściarstwo nie jest moją najmocniejsza stroną, jednak na ten czas nie widziałem innego wyjścia jak grać w tę grę z nadzieją, że ujawni się mój oprawca. Ufny w swą moc kontroli umysłu stanąłem na ringu. W moim narożniku znajdowali się już Giovani i Torreador. Moim przeciwnikiem okazał się mityczny Minotaur. Niestety próby dominacji nie przyniosły odpowiedniego skutku.
Nagle ni stąd, ni zowąd na ringu pojawili się również Ravnos, Kiasyd i o zgrozo Wilkołak w formie bojowej. Wiesz mistrzu, że nie znoszę tego ścierwa. Przeciwnik widząc nowo przybyłych postanowił w końcu się ujawnić i przybrał swoją prawdziwą formę. Jak należało się spodziewać fenomeny zachodzące w hotelu miały źródło demoniczne. Na szczęście dywersja ze strony zbieraniny Księżnej pozwoliła mi zdobyć broń i zgładzić demona. Pozostawił on za sobą parę bokserskich rękawic, którym wkrótce mam zamiar przyjrzeć się bliżej. Wilkołak oczywiście ulotnił się błyskawicznie, zanim miałem okazje się nim zająć.
Po powrocie do Księżnej okazało się, że feralne miejsce odkształcało również czas i moja nieobecność trwała wielokrotnie dłużej niż jedna noc. Księżna wydawała się zadowolona z mojego sukcesu, poprosiła jednak o zachowanie w tajemnicy demonicznych wpływów na terenie miasta, obiecując przysługi. Informacja ta jest oczywiście kluczowa dla naszych dalszych poczynań, jednak na razie nie zdradzę jej mojemu nowemu nieudolnemu Regentowi. Wydaje się jasne, że ktokolwiek stał za przyzwaniem demona celuje w zaszkodzenie Księżnej, a co za tym idzie może być w przyszłości obiecującym pionkiem.
Jeśli chodzi zaś o moje inne poczynania…

View
Pocztówka z Republiki Bananowej

…a więc z powodów opisanych wcześniej przybyłem do Bielska-Białej. Moje pierwsze wrażenie po przybyciu do Polski – bella ragazza – kobiety są tu PIĘKNE. Oczywiście w Wenecji jak i w całych Włoszech również można spotkać wiele urodziwych niewiast, jednak piękno tych polskich jest zupełnie inne. Nie oliwkowe, opalone, ciemne i pełne energii jak u moich rodaczek. Bardziej zwiewne, delikatne i efemeryczne – po prostu wspaniałe. Drugie spostrzeżenie: dlaczego mając tyle pięknych kobiet dookoła mężczyźni tu nie ubierają się elegancko i noszą kiepskie buty? Nie chodzą do solarium, ogólnie nie dbają o siebie. Niesamowite są te różnice kulturowe.

Po przyjeździe Celestia poprosiła jednego z towarzyszących jej duchów, aby się mną opiekował podczas pobytu w Bielsku nie odstępując mnie na krok. To bardzo miłe z jej strony. Jednak jeżeli to, co mówią o niej w Wenecji, to prawda, to zrobiła to po to, by mieć mnie na oku. Leda, bo tak kazał zwracać się do siebie duch, jest bardzo tajemnicza. Wszelkie osobiste pytania takie jak: kim jest, skąd się wzięła w rodzinie, jak zmarła etc. zbywa milczeniem. Jako nekromanta nie czuję się nieswojo w towarzystwie duchów, ale z tym jest coś mocno nie tak.

Od początku pobytu w Bielsku nie poznałem jeszcze pozostałych Giovannich przebywających w mieście. Jak na razie, zgodnie z poleceniami Celestii całymi dniami siedzę w podziemiach i czytam książki o rytuałach nekromancji. Zauważyłem, że w podziemnej bibliotece jest wiele pozycji na temat taumaturgii. Byłem bardzo zdziwiony tym faktem, bo wiem, jak klan Tremere strzeże swoich tajemnic. Kiedy zapytałem Celestię skąd ma te wszystkie materiały odpowiedziała, że są to manuskrypty skopiowane od poprzedniego księcia Bielska, który znał taumaturgię i dzielił się tą wiedzą o ze swoimi współpracownikami. Dodała również, że znając i potrafiąc stosować podstawowe prawa jakimi rządzi się magia krwi niezależnie od tego, czy jest to nekromancja, taumaturgia czy magia kołduniczna, jestem w stanie przerobić rytuały taumaturgiczne opisane w książkach znajdujących się w bliotece tak aby stały się rytuałami nekromantycznymi. Powiedziała też, że jeżeli chcę może udostępnić mi notatki na temat tych rytuałów, które udało się jej już opanować.

Po kilku dniach od przybycia do Bielska, w trakcie kiedy siedząc przy biurku na piątym poziomie katakumb kreśliłem coś gęsim piórem na starym pergaminie przed otwartą księgą z ludzkiej skóry, usłyszałem szelest i gdy się obróciłem zobaczyłem moja mentorkę w długiej czarnej sukni schodzącą po schodach. Niosła w rękach wielką zapaloną świecę. “Pojedziesz przedstawić się Księżnej” – powiedziała, – “Przy okazji wykonasz dla niej zadanie. Nasze wynagrodzenie zostało już ustalone. Masz się z nią spotkać na zamku, twoja ochrona wie gdzie to jest. Ufam, że dasz sobie radę,” dodała po czym odeszła w górę schodów.

Podróż na zamek nie trwała długo. Krócej niż doprowadzenie się do porządku po kilku dniach siedzenia przy świecach w zakurzonych i wilgotnych katakumbach. Po przybyciu na miejsce musiałem długo czekać, aż w końcu księżna mnie przyjmie. Oprócz mnie zostało wezwanych też kilka innych wampirów, jak się domyśliłem w tym samym celu. Jeden z nich, ten od którego Leda wyczuła magię, to zapewne Tremere. Jeden z wielu, którzy, jak słyszałem, przybyli ostatnio do miasta. Jest ich podobno kilkunastu. Prawdziwa plaga! Kolejny ewenement to wampir, który według L. miał na sobie iluzję. Wyglądał mi na Ravnosa. Dziwne, że Camarlla toleruje ich w swoim mieście. Widocznie desperacko poszukuje sojuszników. Nie żebym miał coś przeciwko Ravnosom. Tak długo jak zajmują się swoim sprawami. Ostatni z tej trójki był jakiś wampir wyglądający, jak nie z tej epoki. Nie wiem z jakiego mógł być klanu.
Po jakimś czasie, już spóźniony, przybył jegomość stylizujący się chyba na rockmana. Niezła zbieranina. Obstawiałbym Brujah, może Torreadora, ale równie dobrze mógł to być Gangrel. Nie znam się za dobrze na barbarzyńskich klanach.

Po długim oczekiwaniu księżna – pokryta tatuażami Prawdziwa Brujah zaprosiła nas do środka. Moja towarzyszka po drugiej stronie zasłony skomentowała jej ubiór jako niesamowicie niegustowny, nie pasujący do zajmowanego stanowiska. Jako człowiek wychowany w kraju, gdzie szanuje się modę, nie mogłem się z nią nie zgodzić.

Po krótkiej wymianie uprzejmości księżna przeszła prosto do sedna. Okazało się, że zostaliśmy wezwani, ponieważ w jednej z należącej do niej nieruchomości zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Księżna podejrzewała, że jest nawiedzona, ale bardzo możliwe że nie przez duchy gdyż wtedy wezwała, by tylko nasz klan. Chciała, byśmy zajęli się tą sprawą. Jako, że nie miałem za bardzo wyboru, nie oponowałem. Reszta gości trochę się wykłócała o profity, jakie czerpać będzie z tej współpracy, ale w końcu przystała na zaproponowane warunki. Muszę przyznać, że byłem trochę zdziwiony zasadami panującymi w Camarilli. Nie wiem tego na pewno, ale podejrzewam, że gdybym ja odezwał się do Celestii w sposób, w jaki niektórzy z nich odzywali się do księżnej, byłyby to ostatnie słowa jakie wypowiedziałem w swoim nieżyciu.

Po spotkaniu zostaliśmy zaprowadzeni do sali w której mogliśmy lepiej się poznać, a jeden z ghuli, rosły murzyn, przedstawił nam szczegóły dotyczące nieruchomości, którą mieliśmy zbadać. Okazało się, że mieści się w Cygańskim Lesie, ma na niej być postawiony hotel, a podczas podczas prac w niewyjaśnionych okolicznościach zginęło tam wielu robotników.
Okazało się, że dość dobrze udało mi się odgadnąć klany, z których pochodzą pozostałe wampiry przydzielone do tego zadania. Cygan okazał się być Ravnosem, otoczony ochroniarzami człowiek w garniturze Tremerem, Rockman Torreadorem, a osobnik z innej epoki przedstawił się jako Kiasyd. Nie znam tego klanu musi być ich bardzo mało.

Po krótkiej naradzie ustaliliśmy, że udamy się natychmiast na miejsce. Ravnos i Torreador pojechali ze mną limuzyną, którą tu przybyłem, pozostali dwaj mieli do nas dołączyć później.
Kiedy już prawie udało nam się dojechać w okolice rzekomo nawiedzonego hotelu, limuzyna zatrzymała się i żadne wysiłki mojej świty nie mogły sprawić, aby ruszyła dalej. Gdy rozejrzeliśmy się po miejscu, w którym się znajdujemy, zauważyliśmy, że latarnie w okolicy nie działają. Wszystko wskazywało na to, że coś wysysało moc z urządzeń w tym obszarze. Po drugiej stronie zasłony nie spostrzegłem żadnego ducha za wyjątkiem tych, które widać było gdzieś na horyzoncie. Wyglądały jakby uciekały. W tym momencie Ravnos zapytał mnie, czy moi ochroniarze mają broń. Byłem trochę zaskoczony tym pytaniem. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że mają przy sobie karabiny maszynowe AK-47. Jeszcze przed wyjazdem z Wenecji przeczytałem w opracowaniach grupy zajmującej się wywiadem, że pod względem bezpieczeństwa Polska traktowana jest jako Republika Bananowa i każdemu wampirowi za wyjątkiem potężnych starszych zalecane jest podróżowanie po niej z dobrze uzbrojoną eskortą. Nie wspomniałem Ravnosovi, że w bagażniku znajduje się ręczna wyrzutnia rakiet, a pod siedzeniami ukryte są dwa rosyjskie granatniki. Uznałem, że nie ma to sensu. Ktoś kogo klan spędził tu tyle czasu bez żadnej solidnej ochrony tego nie zrozumie.

Jako, że limuzyna odmówiła posłuszeństwa postanowiliśmy, że do hotelu pójdziemy pieszo. Po drodze dołączyli do nas Tremere i Kiasyd, których środki transportu również okazały się w tej sytuacji bezużyteczne.

W niedokończonym hotelu paliły się światła. Było to niepokojące bo murzyn na odprawie wyraźnie mówił, że budowlańcy nie podłączyli jeszcze prądu. Przy wejściu przywitał nas odźwierny, od którego Leda wyczuła aurę duchowości i agresji, i zaprosił nas do środka.
W holu, który wyglądał jak gdyby hotel był już ukończony, przechadzali się “goście”. Już wtedy wiedziałem, że znajdujemy się pod wpływem potężnych i zapewne wrogich nam sił. Wszelkie próby wydostania się z zasadzki spełzły na niczym. Za każdym razem gdy próbowaliśmy wyjść wracaliśmy do środka. Wyglądało na to, że musimy grać w tę grę.

Moi towarzysze zdecydowali się zameldować w przydzielonych im pokojach. Ja stałem w holu obserwując jak po kolei znikają w windzie odprowadzani przez hotelowego boya. Kiedy ostatni z nich opuścił lobby zostałem zaatakowany przez osiem stworów wyglądających jak złożone z drewnianych desek z piłami tarczowym zamiast rąk. W obliczu przewagi liczebnej wroga wycofałem się do baru hotelowego gdzie się zabarykadowałem. Był to najwyższy czas, aby przyznać się przed sobą, że sytuacja jest trudna i trzeba zadzwonić do Celestii po pomoc. Liczyłem na to, że przybędzie tu poprzez Tempest, szybko rozprawi się z napastnikami, a następnie poradzi sobie z całą sytuacją. Niestety mój telefon nie zadziałał. Byłem zdany tylko na siebie. Poprosiłem Ledę aby stworzyła na środku pomieszczenia iluzję mnie, a sam ukryłem się w oczekiwaniu na to, aż napastnicy sforsują drzwi. Zamierzałem wymknąć się z pomieszczenia kiedy do niego wejdą. Gdy w końcu udało im się wejść, zauważyłem za sobą drzwi, których wcześniej tam nie było. Nie zastanawiając się długo wszedłem przez nie i znalazłem się w ciemności. Jedynym widocznym tam punktem było oddalone światło, zacząłem iść w jego kierunku.

Sam nie wiem jak długo maszerowałem spowity ciemnością. Zatraciłem poczucie czasu, mogło to być kilka godzin, ale równie dobrze kilka dni. Kiedy w końcu dotarłem do światła znalazłem się zaraz przy ringu bokserskim, dookoła którego kłębiły się zastępy wszelkiej maści stworów. Sam ring miał przezroczystą podłogę, pod którą w bezdennej maści również widoczne były przerażające kreatury. Na środku ringu stał Tremere. Wyglądało to tak jakby miał zamiar odbyć pojedynek bokserski z Minotaurem, który również znajdował się na ringu. Ja sam w ręku ręku miałem ręcznik i bidon z wodą jak gdybym był trenerem. W tym momencie uświadomiłem sobie, co się dzieje. Wchodząc do hotelu wkroczyliśmy w strefę o bardzo słabej zasłonie i znaleźliśmy się w zaświatach. Ciemne pomieszczenie było po prostu bywayem, który prowadził, aż do labiryntu. Znajdowałem się w miejscu które zachodnia cywilizacja nazywa piekłem. Po chwili rozpoczęła się walka. Na początku Tremerowi nie szło za dobrze, myślałem już że lada chwila zostanie zgładzony przez potwora. Na jego szczęście na środku ringu pojawili się Ravnos, Kiasyd i towarzyszący im nie wiadomo dlaczego wilkołak. Razem zaatakowali minotaura-demona. Postanowiłem przyłączyć się do walki. Mimo, że zdawałem sobie sprawę z niebezpieczeństwa po prostu MUSIAŁEM napić się krwi diabelskiej istoty. Kto wie kiedy następnym razem będę miał taką okazję. Krew demona zgodnie z oczekiwaniami okazała się toksyczna i prawie doprowadziła do mojej ostatecznej śmierci, ale i tak było warto. Po krótkiej ale zaciekłej walce drużyna uporała się z demonem, który zostawił po sobie złote rękawice bokserskie. Po jego śmierci zostaliśmy przeniesieni z powrotem do hotelu, który wyglądał już teraz jak zwyczajna budowla. Natychmiast udaliśmy się do księżnej. Opowiedzieliśmy jej o tym co zaszło, wręczyliśmy jej pozostałe po demonie rękawice i dowiedzieliśmy się, że wypełnienie tej misji zajęło nam dwa tygodnie, co nie było dla mnie zaskoczeniem, znam prawa rządzące dalekimi zaświatami.

Po audiencji natychmiast pośpieszyłem do C. aby zdać jej obszerną relację. Wiedziałem, że zaciekawi ją pojawienie się w mieście demonów. Jeżeli plotki o niej są prawdą to BARDZO interesuje się zagadnieniem upadłych.

View
Zgubiono

Zgubiono lalkę imieniem Boneka.
Oto jej śliczne zdjęcie:

boneka.jpeg

Uczciwego znalazcę czeka nagroda.

Pogrożąny w tęsknocie ojciec:
Ulisses.

View
Ekscytująca randka w Kasynie

Siemacie ludziska! To ja wasz ulubiony Toreador, gwiazda yeaaahhh! (solówa w tle). Dobra, bez żartów.

Jako że po nasz ostatniej przygodzie w hotelu, księżna obiecała nam przysługę, postanowiłem iść za ciosem i wykorzystać ją, zapraszając ją na wspólne spędzenie wieczoru. Księżna przystała na propozycję i wyznaczyła termin spotkania w noc, kiedy odbywała się w Czechowickim kasynie Aukcja Charytatywna organizowana przez Bielską Organizację Rewitalizacji Miasta, czy coś tam. Generalnie zbierali na remont kamienic i budowę socjali, czy inny równie głupi pomysł. Jak się jednak okazało Księżna (Pani Yang, jak kazała się do siebie zwracać), jest tym mocno zainteresowana, więc wybrałem się z nią na tą imprezę. Na początku było dość niezręcznie, księżna jak wcześniej widziałem okazało się dość “sztywna” (hehe), a nie mogłem za bardzo się popisać, bo przypierdolił się lizydup Giovanni i zaczął coś gadać, nieczuły na moje złowrogie spojrzenia. Na szczęście zauważył Tremera i począł jemu truć dupę (akurat tu oziębłość (hehe) księżnej wyszła na plus). Zauważyłem też Ravnosa z jakimś jego ciapatym kolegą, którzy coś jak zwykle kombinowali. Zaproponowałem księżnej że zorganizuje w jej imieniu bal, na który zaprosimy wszystkie wampiry z bielska. Będzie to idealne miejsce na poznanie potencjalnych sojuszników, posłuchanie plotek i określenie hierarchii dziobania i ustanowienia domen. Księżna się zgodziła i pozwoliła mi się tym zająć. Z ciekawszych rzeczy, wśród przedmiotów aukcji znajdowała się lalka, którą ktoś zgubił i zamieścił to na portalu V.V.C. Na pewno nie była to zwykła lalka, jako że wyczuwałem od niej strach i podniecenie (jak przed pierwszym razem, hehe), ale co dziwniejsze widziałem też szarą poprzetykany żyłkami aurę. Tak jakby wpierdalała duchy, albo coś. Może to jakiś fetysz, w każdym razie siedzi w niej jakieś licho.

Ale miałem ważniejsze licho opierające się na moim ramieniu. Ku mojej zgrozie Pani Yang zaproponowała grę w kości. Kurwa, no dobra to poszedłem. Na szczęście chyba jej się nudziło, więc zaproponowałem jej posiłek. Ku mojej uciesze przystała na to. Znalazłem jej jakiegoś gacha, który by odpowiadał jej gustom. Dobrze zgadłem i księżna bez zbędnego pierdolenia się, czym prędzej go zdominowała, zaprowadziła do pokoju i zaczęła wysysać. Zaprosiła mnie abym się dołączył, na co przystałem z ochotą. Jednak ta stara pijawa ssała i ssała, aż koleś odwalił kitę, na szczęście ja skończyłem zanim umarł. Cóż dziewczyna ma swoje odparły, ale czego się nie robi.
Nagle usłyszeliśmy krzyki i strzały. Wyglądnąłem na zewnątrz, i zobaczyłem bandę rabusiów w maskach klaunów i z karabinami w rękach. Jeden mnie zauważył, więc czym prędzej zamknąłem drzwi i się od nich odsunąłem na sekundę przed tym jak po nich posłał serię. Poddaliśmy się z księżną i dołączyliśmy do tłumu. Rabusie zbierali od ludzi komórki i torebki. Zauważyłem, że część z nich jest pod wpływem dominacji. Następnie zostaliśmy zagonieni do kuchni z częścią ludzi i postanowiliśmy zachować maskaradę. Potem wyprowadzili nas z powrotem, bo jak się okazało ktoś ukradł lalkę po którą przyszli (faktycznie gablota była rozbita), a także forsę (hoho to ci peszek). Potem Ravnos, emm, Dragomir, czyjakmutam wskazał mu na lalkę leżącą na kupie torebek. Już miał ją zabrać, wtem wypadł z tłumu jakiś piękniś, który zidentyfikował się jako przywódca rabusiów (prawdziwy) i zagroził że zacznie zabijać zakładników, jeśli nie dostanie lalki. Jego aura wskazywała na wampira i diabolistę, pewnie z Sabatu. Schwycił jakąś babę i skręcił jej kark. Zakrzyknąłem aby tego nie robił, przez co zwróciłem na siebie jego uwagę. Nazwał nas wampirami (??) i kazał zabrać mnie i Tremera do osobnego pokoju. Potem Tremere Gabriel zdominował jednego, żeby zastrzelił drugiego, a drugiemu kazał rzucić broń, a gdy to zrobił, obezwładniłem go i zabrałem mu broń, po czym wyssałem z niego trochę krwi. Gdy wyjrzeliśmy na zewnątrz do środka wpadły już siły ochroniarskie i zajęły się rabusiami, naszego pięknisia nigdzie nie znaleziono.

Odjechałem z księżną jej limuzyną. Noc jej się podobała, straty jak mówiła były niewielkie. Zostawiłem jej naszego zakładnika, aby mogła go sobie trochę torturować. Pożegnała mnie zapowiedzią kolejnego wspólnego posiłku. Się trochę wpakowałem, ale kurde, czego się nie robi. Jeśli będę w jej łaskach, zapewni mi wysoką i bezpieczną pozycję w Bielskiej Camarilli, a tam będę mógł już spijać soczki.

View
Napad na Kasyno

Noc jak, co noc. Przyszedł Vilhelm i powiedział, że ma wejściówki na imprezę charytatywną i kroimy kasyno. Jak każdy w miarę ogarnięty człowiek/wampir wiem, że zbiórki charytatywne są organizowane dla głupców chętnych oddać swoje pieniądze złodziejom, którzy te zbiórki organizują, a większość pieniędzy przeznacza jest na utrzymanie tych organizacji. Okradanie złodzieja nigdy nie powodowało u mnie wyrzutów sumienia, więc od razu wziąłem się do roboty. Sprawdziłem, kto należy do spółki renowacyjnej zajmującej się organizacją imprezy i nie znalazłem nic ciekawego, poza tym, że dobrze ukrywają swoje brudy. Za to kasyno miało lekkie powiązania z korporacją Pentex, tfu tfu. Próbując dojść do listy zaproszonych napotkałem pewne trudności, a nie wydała mi się na tyle ważna, żeby ryzykować wykrycie. Zająłem się więc pisaniem programu, który miał mi dać kontrolę nad przelewami, które będą wykonywane w kasynie.

Na miejsce udałem się z Konstantinem, jako że czułem, że jego pomoc będzie mogła mi się przydać. W środku było pełno jakichś ważniaków z Bielska, do tego wampiry, z którymi miałem nieprzyjemność przebywać w nawiedzonym hotelu. Brakowało tylko Kiasyda, za to przybyła sama księżna, tzn. nie sama, bo ciągle kleił się do niej Toreador. Przynajmniej mi głowy nie zawracała. Wysłałem Konstantina z moim programem, a następnie zająłem się zabieraniem bogatym i dawaniem sobie. Nic ciekawego się nie działo, na szczęście przed północą się to zmieniło.

Do kasyna wpadła zgraja uzbrojonych ludzi w maskach klaunów. Do tego ochrona kasyna też zaczęła ubierać maski i wyciągać broń. Kazali klękać i nie robić problemów, co też zrobiłem, bo interesowało mnie co się stanie dalej. W powstałym zamieszaniu nikt się mną nie przejmował, więc uruchomiłem w programie “przelać wszystko” i wyczyściłem konta z datków. Trochę się tym wkurzyli, gdy odkryli, że ktoś ukradł pieniądze przed nimi i wyprowadzili nas z sali do pomieszczeń z tyłu kasyna. Skontaktowałem się z Konstantinem i zaleciłem porozglądanie się, czego też mogą szukać tam jeszcze ci amatorzy i ukrycia tego przed nimi. Okazało się, że szukali jakiejś lalki, którą widziałem w ogłoszeniu o zgubie jakiś czas temu. Nie mogąc znaleźć lalki zapędzili nas znowu na salę. Jako, że nikt nie chciał zrobić nic zabawnego to zrobiłem iluzję lalki wśród stosu komórek i torebek i poinformowałem ich, gdzie leży. Wszystko miało się wtedy skończyć, ale ujawnił się jakiś wampir, który przejrzał moją iluzję. Wkurzył się i próbował zastraszać ludzi. Na wieść o siłach otaczających kasyno wyszedł na zewnątrz. Chwilę później stworzyłem jego iluzję i rozkazałem jego ludziom, żeby też sobie poszli. Jeszcze wpadliby na pomysł, żeby zacząć strzelać, a tego wolałem uniknąć.

Ciecie od Giovanniego i Tremmera pozbyli się pozostałej czwórki i w powstałym zamieszaniu Konstantin ulotnił się z lalką. Zobaczymy co z tego wyniknie, przynajmniej nie będzie nudno.

View
Nagranie zza zasłony

https://www.youtube.com/watch?v=9UdaGUH-d1A

View
Kasyno nie zawsze wygrywa
Wyjątki z listu do Wolfganga von Meyer, regenta Kolonii.

…jak zwykle miałeś, zatem rację.
Z wieści najnowszych. Kilka dni temu zostałem zaproszony na charytatywną zbiórkę pieniędzy, która miała się odbyć w lokalnym kasynie. Wpływy miały trafić do fundacji działającej na rzecz renowacji zabytków w Bielsku-Białej. Uznałem to za dobrą okazję, aby moje przedsięwzięcia zyskały nieco aprobaty w oczach mieszkańców. Dodatkowo jedną z atrakcji wydarzenia miała być aukcja rzadkich przedmiotów i byłem ciekaw, czy znajdę tam coś wartego uwagi. Sam wiesz mistrzu, że to miasto aż roi się od bezpańskich artefaktów pozostawionych przez poprzednich “lokatorów”.
Odpowiednio nagłośniłem sprawę, aby Yvonne mogła robić to, co robi najlepiej, czyli przyciągać uwagę i zyskiwać dla mnie zwolenników. Na wydarzenie przybyło kilku wpływowych śmiertelników i garstka wampirów. Nie zaskoczyła mnie obecność księżnej, jako że mam już pewne pojęcie o tym, w jaki sposób działa. Zaskoczyła mnie za to wizyta pozostałych. Otóż był to ta sama banda, z którą spędziłem noc w demonicznym hotelu. Tylko Kiasyd miał na tyle przyzwoitości, aby nie wypełznąć z dziury, w której się ukrywa. Rozbawiło mnie to, że Księżna przybyła w towarzystwie Torredora, który boi się szczurów. Biedny naiwniak wyglądał na wniebowziętego, kiedy ta pijawa wisiała mu na ramieniu. Chciałbym widzieć jego twarz, kiedy w końcu wyrwie mu serce.
Ale do rzeczy. Większość wieczoru spędziłem zawierając znajomości wśród członków rady miejskiej, jako że ich przychylność będzie mi wkrótce potrzebna. Yvonne w tym czasie, jak zwykle absolutnie czarująca, przegrywała na potęgę moje pieniądze. Odbyłem też dosyć ciekawą dyskusję z młodym Giovani, wydaje się, że podobnie jak ja nie jest zadowolony z obecnego status quo panującego w mieście. Nasza wymiana zdawkowych uprzejmości i ogólników sugerowała możliwość współpracy ku obopólnym korzyściom. Idea wydaje mi się intrygująca i zamierzam wkrótce przedstawić mu konkretną propozycję.
W końcu znudzony, postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu, co miało być później zaprezentowane na aukcji. Ku mojemu zdziwieniu jednym z eksponatów była lalka, o której zagubieniu dowiedziałem się już jakiś czas wcześniej. Właściciel będący ewidentnie wampirem obiecywał nagrodę za jej odnalezienie. Zainteresowany postanowiłem zbadać ową Bonekę (tak nazywał ją właściciel). Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłem, że przedmiot posiada własną bardzo dziwną w dodatku aurę.
Niestety nie zdążyłem dowiedzieć się nic więcej, ponieważ do kasyna wtargnęli uzbrojeni i zamaskowani ludzie. Pomny zasad Maskarady oczywiście udawałem potulną ofiarę ciekawy jak rozwinie się sytuacja. Młody Giovani najwyraźniej również wyczuł unikatową aurę emanującą od lalki, jednak w przeciwieństwie do mnie postanowił rozbić gablotę i przywłaszczyć ją sobie w trakcie zamieszania stworzonego przez napad. Bardzo nie mądrze, Panie Giovani.
Napastnicy zaczęli zaganiać ludzi i odbierać im telefony. Na szczęście mój udało mi się zachować, co wykorzystałem do skontaktowania się z Ivanem, który doskonale wie, co robić w takich sytuacjach. Nieudolny Torreador próbował ukryć się przed napastnikami jednak serię z karabinu później był już obok mnie wraz ze swoją Modliszką. Ta suka wdarła się do mojego umysłu i nakazała zachować spokój, okazało się, że część napastników została zdominowana. Pozostało jedynie czekać na ujawnienie się intencji zbirów i pojawienie się Lalkarza, który musiał być gdzieś w pobliżu. Atmosfera mocno się zaostrzyła, kiedy okazało się, że konta zbiórki zostały już przez kogoś wyczyszczone, a oliwy do ognia dolało zniknięcie lalki, która tak mnie wcześniej zaintrygowała. Widać nie tylko mnie, wygląda na to, że była prawdziwym celem rabunku. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, a napastnicy zrobili się brutalni. Wtem ktoś spostrzegł Bonekę leżącą na torbach z odebranymi gościom komórkami. Wiedziałem, że nie mogła się tam znaleźć, a Giovani, w którego rękach widziałem ją ostatnio, wyglądał na tak samo zaskoczonego. Musiała to być jakaś sztuczka, bo ten moment wybrał sobie Lalkarz, aby się ujawnić wyzywając swoje pionki od kretynów. Wampir stojący za napadem również musiał domyślić się jakiejś sztuczki, jako że zaczął skanować aury gości podejrzewając działanie dyscyplin. Jak należało się spodziewać wykrył wampiryczne aury i wraz z Torreadorem zostałem odseparowany od reszty zakładników. Zostaliśmy, zatem zaprowadzeni do oddzielnego pomieszczenia pod strażą dwóch ludzi. Była to okazja, na którą czekałem i wiedząc, że nie mogę liczyć na tego lowelasa od siedmiu boleści pozbyłem się jednego ze strażników i rozbroiłem drugiego. Z głównej sali dobiegły nas podniesione głosy i odgłosy wystrzałów. Okazało się, że napastnicy ulotnili się i na zewnątrz napotkali opór sił wysłanych na odsiecz przez Ivana. Po Lalkarzu i lalce nie pozostał ślad. Bielsko-Biała kontynuuje swoją tradycję i pozostaje miastem pełnym niespodzianek.
Z innych informacji, mój nowy regent powierzył mi ostatnio nowe zadanie, które na pewno Cię zainteresuje Mistrzu…

View
Badania, kłopoty i starzy znajomi

Na skutek moich nieostrożnych działań podadłem w niełaskę Księżnej. Mój niedoszły stwórca próbuje mnie odnaleźć, a już to zwiastuje kłopoty… Nieważne, zajmiemy się tym problemem, kiedy już stanie się poważny. Księżna zleciła nam zadanie zbadania pozostałości po demonie. Dzięki mojej znajomości języków dowiedziałem się, że owe złote rękawice brały udział w serii pojedynków potężnych istot. Pojedynki te miały miejsce regularnie w tych stronach aż do XIV wieku. Czy rękawice były tylko wytworem demona? A może to on był ich wytworem? Trudno powiedzieć. Krieg podsunął mi pomysł, może rękawice działają tylko, kiedy znajdziemy godnego przeciwnika? Muszę to wypróbować. Tymczasem postaram się dowiedzieć więcej, może w księgach są jeszcze jakieś przydatne informacje na ten temat.

Wracając do kłopotów, w moim antykwariacie pojawił się śmiertelnik, zapłacił żelazną monetą i postanowiłem go śledzić. Okazało się, że nasłał go przydupas mojego niedoszłego stwórcy, Lasombry znanego jako Andrzej Rybak. Podczas mojej próby schwytania go napatoczyli się śmiertelnicy. Dobrze, że Krieg ich złapał, wyszedł na tym najlepiej bo podczas gdy ja i Giovanni zostaliśmy ukarani, on został wynagrodzony domeną. Niech go szlag! Trudno to tylko pomniejsza przeszkoda, najważniejsze, że udało się unieść głowę. Być może wypełnienie tych przysług dla Księżnej pozwoli mi dowiedzieć się o niej czegoś ciekawego. Muszę też przygotować się na przybycie Rybaka. Obecność Sabatu w mieście nie wróży nic dobrego. Ciekawe jaki będzie jego następny ruch.

Pozostaje jeszcze mieć oko na pozostałych członków naszego zespołu. Ktoś zmienił wspomnienia Dragomira i Gabriela. Poza tym wydaje mi się, że Tremere i Giovanni będą próbować ukraść artefakt, który mamy zbadać.

W księgach przeczytałem interesujące rzeczy na temat Kołdunów i ich praktyk. Ciekawe czy w górach ukrywa się jeszcze jakiś praktykujący tę zapomnianą i fascynującą sztukę wampir. Jeśli tak to muszę spróbować go odnaleźć. Może będzie skłonny dobić targu i pozwoli mi zgłębić jej tajniki.

View
Prezent niespodzianka!

Ya ya ya Feeling good on a wendesday (friday actually). Pewnego wieczora zostaliśmy wezwani przez przydupasów księżnej do zamku. Okazało się że naszemu zespołowi (D.U.P.A. Drużyna Uprawnionych Poszukiwaczy Artefaktów) przydzielono specjalne pomieszczenie do prowadzenia badań. Pomieszczenie zawiera Stary komputer, mikroskop zajebany z sali do biologii oraz, uwaga: stół. Przynajmniej podają drinki na zawołanie. Mieliśmy się zająć badaniem złotych rękawic, które wypadły z demona. Są ze złota. Kiasyd wyczytał na nich że należały do demona, którego przezwaliśmy Gideonem, który pojawiał się tu i tam w zamierzchłych czasach, pod różnymi postaciami i pojedynkował się z upadłymi rycerzami i ich mordował.
Przedmiot się pojawiał w czyiś rękach. Ostatni raz jako złote pistolety, chyba w XVI albo XVII wieku. Później zaczęliśmy coś z nimi robić, polewać krwią i nic. Ja na nie nawrzeszczałem, bo ponoć demony się żywią emocjami i coś w nich drgnęło. Ubrałem je i o dziwo, się dopasowały jako tako do moich dłoni, jednak siła ciosu się nie zwiększyła. Potem ubrał je Tremere Gabriel i leżały mu jak ulał i jak przetestowaliśmy, to miał mocniejszy cios.
Moja teoria jest taka że demon żywi się dupkami.
Podczas gdy my testowaliśmy, Ravnos gdzieś sobie poszedł, a także Anton. Później dostałem smska od Antona, żebym przyszedł na żwirki. Poszedłem niezwłocznie sam, choć Paolo Marco (Marco-Polo) wysłał za mną swego ducha.
Paczę i widzę, jak Kiasyd przywołuje jakieś macki z ciemności, które coś chłoszczą w kuli ciemności; celuje tam i paczę, co się dzieje. Z ciemności wybiega jakiś gościu, co go nie znam, po czym wybucha płomieniem. Tak się zląkł, że padł na kolana, oszołomiony z przerażenia, nagle patrze, jedzie auto z ludźmi. Ruszyłem za nimi i sterroryzowałem ich pistoletem i kazałem się zawieść do zamku. Tam przekazałem ich temu impertynenckiemu dupkowi Olafowi, który chce być wampirem, myśli że jest wampirem i wmawia wampirom że jest im równy. Cóż. Zostałem zatrzymany razem z Kiasydem i Paolo Marco (mogłem napomknąć, że jego duch był ze mną, ale pewnie i tak ich zajebisty tremere investigator by zauważył). Przesłuchiwał nas szeryf gargulec i jakiś czerwonowłosy koleś (tremere albo ventrue). Koniec końców zostałem oczyszczony z zarzutów, a (klan!) Giovanni i Fitzpatrick wiszą księżnej po 3 przysługi. Umie się ustawić babeczka. No a ja zostałem nagrodzony pomniejszą domeną, za me działania w celu utrzymania maskarady. Jak na razie, idzie całkiem dobrze. Jak tak dalej pójdzie, wyrobie sobie dobrą pozycję w mieście i zapewnię sobie względne bezpieczeństwo.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.