V.V.C.: Vampire Vitae Community

Aklimatyzacja

Pół roku. Pieprzone pół roku siedzę już w tym dziwnym mieście, w tym dziwnym kraju. Pół roku i nic. Lokalny Primogen – Paulo Marco Giovanni zapewnił mi schronienie i towarzystwo wyjątkowo przystojengo Giorgio. I nic. Ani na krok nie zbliżyłam się do osiągnięcia tego, po co Klan mnie przysłał. Ale nic straconego. Lata nieżycia uczą oprócz ostrożności, także cierpliwości. Więc czekam. Chodzę z Giorgio na spotkania, z których zazwyczja nic nie wynika, siedzę w zapiskach, z których zazwyczaj nic nie wynika i czekam aż w końcu dokopię się do tego, po co zostałam przysałana.

Kiedy myślałam, że nuda i monotonia już na dobre zakorzeniły się w żyłach, przyszedł Paulo Marco. Coś mówił o grupie okultystycznej, o wezwaniu. Chyba zaprosił mnie z czystej kurtuazji, ale zgodziłam się mu towarzyszyć.
Spotkanie zorganizował szeryf i nieomieszkał okrasić scenerii i okoliczności równie dopieszczonym i przesadnym stylem, jak swoje stroje. Zamknięta sala, ponoć wolna od podsłuchu księcia (acha już to widzę- sala wolna od podsłuchu Nosferatu- dobre sobie! ale inni chyba łyknęli tę bajeczkę jak młody pelikan rybki). Oprócz nas w spotkaniu brał udział jakiś wysoki cwaniaczek w okularach, metroseksualny brunecik i jakiś laluś wyjęty żywcem z obrazów z poprzednich wieków. Laluś został mianowany ogarem a szeryf w krótkich słowach wyjaśnił nam, że są jakies morderstwa, że podejrzewa, że to Noferatu za tym stoi (i to jeszcze jakiś sekciarz), że książe tego sekciarza ponoć chroni w ramach klanowej lojalności etc. Potem jeszcze dorzucił coś o tym, że Prawdziwi Brujah są niezadowoleni z rządów Igora i okrasił to kilkoma komplementami w stronę zebranych Spokrewnionych.

Nie musze chyba dodawać, że wszyscy wyrazili niepohamowany wręcz entuzjazm by znaleźć i wytropić zabójcę (swoją drogą ma ciekawe metody. Sprawia że ofiary cierpią tak okrutnie i tak bardzo niszczy im życie, że aż same tracą chęć dalszego istnienia. Genialne, aczkolwiek zbyt ekstrawaganckie, jak na moje gusta). Nie wiem czy to ten kraj czy miasto ale odniosłam wrażenie, że cała ta zebrana banda jest strasznie naiwna, bo ja cały czas podejrzewam swego rodzaju spisek. Żaden zdrowo myślacy Spokrewniony sam z siebie nie podzieliłby się takimi rewelacjami, ani niechęcią do Księcia z innymi. Tivadar coś knuje- jestem tego pewna.

Wszyscy stwerdzili, że spróbują potwierdzić rewelacje Szeryfa na włąsną rękę i ruszyli w stronę kostnicy.

Zobaczymy, co przyniesie cała ta afera.

Comments

Witold_Fiore_Hess Althea88

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.