V.V.C.: Vampire Vitae Community

Jestę Malkavianę

(…) Kilka nocy później zostałem wezwany przez Celestię do jej komnaty. Odbyliśmy ciekawą rozmowę podczas której zleciła mi zajęcie się dwiema sprawami. Po pierwsze miałem zorganizować brakujące miejsce w mieście dla jednego z członków naszego klanu, po drugie złapać do specjalnego słoja kilka duchów poinformowanych o sprawach Hierarchii w mieście i dostarczyć je do Wenecji, żeby anziani mogli je przesłuchać.

Okazja do wykonania pierwszego zadania nadarzyła się jeszcze tej samej nocy. Zadzwonił do mnie Ravnos Dragomir Lilac i powiedział, że przyczepa kempingowa, w której mieszka, została ostrzelana przez ludzi z bandy niejakiego Grabarza. Dragomirowi udało się pochwycić dwóch z nich i zastanawiał się, czego też może od niego chcieć ów Grabarz. Zgodził się w zamian za pomoc, zaoferować nam jedno z miejsc w klanie Malkavian, do których, nie wiedzieć czemu, ma dostęp. Nie pytałem o to skąd ma dostęp, bardziej interesuje mnie towar niż jego pochodzenie. Osobiście nie zajmuję się mafijną częścią działalności naszego klanu więc natychmiast wykonałem telefon do Giacomo i po wytłumaczeniu mu o co chodzi, poprosiłem o wsparcie. Giacomo powiedział, że rzeczywiście prowadzą interesy z ludźmi Grabarza i postara się zorganizować z nim spotkanie, mimo że dotychczas nikt poza jego porucznikami go nie widział. Przekazałem tę informację wraz z numerem Giacomo Dragomirowi. Teraz wystarczy poczekać, aż ludzie Giacomo załatwią spotkanie.

Kolejnej nocy, w ramach rozwoju kontaktów z jeszcze bardziej nieżywymi mieszkańcami miasta, poprosiłem moją nieumarłą towarzyszkę Ledę, aby umówiła mnie z bielską radą Anacreonów. Mam dla nich ciekawą propozycję. Zaraz po tym jak Leda udała się z misją do cytadeli, otrzymałem kolejny telefon od Dragomira. Cała drużyna okultystyczna, oprócz Tremere, który najwyraźniej ukrywa się przed Peterem, postanowiła udać się na zbocze Szyndzielni, gdzie pewna wampirzyca z nieznanego mi klanu — Lhianna, ma problem z tym, że jej polana obumiera. Poprosiła o pomoc Kiasyda, a ten poprosił nas. Niezbyt podobało mi się, że wybieramy się na tereny wilkołaków, ale liczyłem na to, że się z nimi dogadamy, dlatego też zostawiłem w domu ghuli ochroniarzy uzbrojonych w srebrne kule.
Tym razem wychodząc nie ubrałem się elegancko, wziąłem miecz i Jeepa i pojechałem po resztę. Prowadzę dość dobrze, już w wieku 16 lat jeździłem z koleżankami Lamborgini po alpejskich autostradach, ale przyzwyczaiłem się do szofera, dlatego jak tylko wsiadł Torreador od razu pozwoliłem mu zasiąść za kierownicą, a sam usadowiłem się wygodnie na tylnym siedzeniu. Jeep dość dobrze poradził sobie z wjazdem na Szyndzielnie.

Aby dostać się na polanę, musieliśmy przejść piechotą ostatnie parę metrów.
Trudno było mi powiedzieć coś konstruktywnego o tej polanie bez Ledy i jej Fatalismu, ale używając mojej świeżo wyuczonej umiejętności widzenia entropii, ustaliłem, że polana Dobrosławy umiera i mamy tylko dwa dni, aby to powstrzymać.
Anton Fitzpatrick dowiedział się, że magia, która zainfekowała polanę jest najprawdopodobniej pochodzenia demonicznego. Jestem pewien, że Celestia używając swoich umiejętności mogłaby dość szybko rozwiązać ten problem, ale nie chcę zawracać jej głowy pomaganiem Dobrosławie, która nie ma nam za wiele do zaoferowania. Postaram się rozwiązać ten problem nie prosząc swojej Primogenki o pomoc.

Kiedy tak staliśmy na polanie i zastanawialiśmy się co dalej robić, ciszę przerwało nam przybycie herolda i ogarów księżnej. Za bardzo nie wiem, o co im chodziło, chyba chcieli pogrozić biednej druidce w imieniu księżnej. Zastanawiające jest to, że księżna zajmuje się prześladowaniem niegroźnej wampirki żyjącej w zagajniku gdzieś wysoko w górach. Czyżby w Bielsku-Białej nie było innych problemów? Mniej niż wysyłanie trzech wampirów, żeby postraszyć nic nieznaczącą Lhianę, zdziwiło mnie przybycie wilkołaków. W końcu byliśmy na ich terytorium. Znając ich porywczość i będąc świadomym tego, że czasem rozszarpują swojego rozmówcę za drobną zniewagę, pozwoliłem mówić mojemu szoferowi. Uznałem, że dopiero kiedy zostanie zjedzony, nadejdzie pora na to, abym sam zajął się negocjacjami. Ku mojemu zaskoczeniu szofer poradził sobie całkiem dobrze. Nie dość, że przekonał wilkołaki, aby pozwoliły nam zająć się do końca sprawą polany, to jeszcze szybko obezwładnił herolda księżnej, który absolutnie pozbawiony instynktu samozachowawczego postanowił objaśnić wilkołakom, że znajdują się na terenie księżnej. Muszę przyznać, że trochę nie doceniałem Torreadora, nie jest taki bezużyteczny na jakiego wygląda…

Comments

Witold_Fiore_Hess Witold_Fiore_Hess

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.